15 Poznań Maraton poniżej 3h – sukces czy porażka?

Żaden maraton nie jest po prostu maratonem. Ten jednak miał być dla mnie absolutnie wyjątkowy. Po chwilach załamania i zwątpienia, licznych kontuzjach, operacji kolan, długiej rehabilitacji i w efekcie po ponad pięciu latach przerwy, znowu miałem zmierzyć się z tym mitycznym dystansem. A on znów miał pokazać, że do łatwych przeciwników zdecydowanie nie należy!

 

Wątpliwości

Czy to miało sens? Rehabilitanci nie byli przekonani, a ortopeda radził bym ograniczył się do dyszek, ewentualnie półmaratonów. Od tego też zacząłem. Pierwszy półmaraton pobiegłem w kwietniu 2012, osiem miesięcy po artroskopii. Ukończyłem go bez większych problemów z czasem 1:28 (zaledwie 3 minuty gorszym od życiówki). Długo się jednak tym wynikiem nie cieszyłem. Kolana znowu dały o sobie znać. USG, rezonans, diagnoza, leczenie, rehabilitacja… Dobrze znana mi sekwencja zdarzeń trwała tym razem prawie pół roku, a ja znów musiałem zadać sobie pytanie, czy bieganie jest tego wszystkiego warte.

Kwiecień 2013. Ten sam poznański półmaraton kończę z czasem 1:25:11 – tylko 21 sekund wolniej od życiówki! Trenuję mądrzej, więcej czasu poświęcam na ćwiczenia uzupełniające i odnowę. Kolana dają radę.

 

Trener

Po półmaratonie zaczynam współpracę z Marcinem Fehlauem – zawodnikiem i profesjonalnym trenerem. Wiem, że jak na amatora moje wyniki są dość wyśrubowane i samemu trudno mi je będzie poprawić. Dzięki trenerowi będę też mógł lepiej poruszać się po cienkiej inii między wysoką formą, a przetrenowaniem i kontuzją.

Wybór Marcina okazuje się strzałem w dziesiątkę! Szybko rozpoznaje moje słabe strony (kiepska koordynacja, duży deficyt siły i szybkości) i zaczynamy konsekwentnie nad nimi pracować. Żeby nie przeciążać kolan nadal biegam cztery razy w tygodniu, ale mój trening zmienia się nie do poznania. Ćwiczenia techniki i siły biegowej, interwały na bieżni, pomiary stężenia kwasu mlekowego, dokładne analizy efektów i dostosowywanie do nich kolejnych akcentów. Do tego sauna, solanki, masaż i, na szczęście coraz rzadsze, wizyty u fizjoterapeuty. Jak na amatora zawsze miałem dość profesjonalne podejście do treningów, teraz czuję się prawie, jak zawodowiec!

Październik 2013. Mimo przeziębienia biegnę połówkę w Szamotułach w 1:23:28. Kończy się zapaleniem krtani, tchawicy i oskrzeli, ale nawet 39 stopni gorączki nie jest w stanie zabrać mi radości z tego wyniku! Życiówkę poprawiam o ponad 2,5 minuty. Kolejny cel może być już tylko jeden!

 

Plan maraton

Do treningów wracam w połowie listopada. Cel: przygotowanie do sezonu, który będzie składał się z dwóch części. Pierwsza, od marca do maja, to praca nad prędkością i starty w dwóch połówkach, kilku dyszkach i jednej piątce. Druga, od czerwca do października, to stopniowe zwiększanie objętości i przygotowania do jesiennego maratonu.

Wiosna wychodzi mi średnio. Za drugim podejściem poprawiam wprawdzie życiówkę w półmaratonie (1:22:37), ale mimo czterech prób nie mogę nawet zbliżyć się do mojego najlepszego wyniku na dychę (36:56 z 2008 roku!). Nadal wyraźnie brakuje mi siły do utrzymywania wyższych prędkości i nad tym elementem zaczynam mocniej pracować w drugiej części sezonu.

Żeby móc całkowicie poświęcić się przygotowaniom do maratonu całkowicie rezygnuję z mojej drugiej sportowej pasji – wspinania. Mimo wszystko, po 5 latach przerwy, trening maratoński nieźle daje mi w kość. Szczególnie, że pierwsze mocne akcenty, w tym trzydziestki, robię w czasie fali upałów, które znoszę wyjątkowo kiepsko. Nie pomaga mi też nawrót astmy, jednak największą przeszkodą okazuje się moja wygórowana ambicja. Zależy mi na wyniku 2:50, a więc aż o 8 minut lepszym od mojej życiówki sprzed ponad 5 lat. Marcin od początku mówi, że o taki rezultat może być trudno, ale umawiamy się, że spróbuję. Daję z siebie wszystko, ale mimo to nie jestem w stanie realizować niektórych treningów. Przez długie tygodnie łudzę się, że mój organizm zaadaptuje się i forma zacznie rosnąć.

 

10746559_837961946243852_1696075666_o
Nieudany start w Pile. Miała być życiówka, wyszedł mój najwolniejszy półmaraton w ciągu ostatnich dwóch sezonów.

 

 

Efekt jest jednak odwrotny – testowy półmaraton w Pile okazuje się totalna porażką (1:25:42) i tydzień po nim, po długiej rozmowie z trenerem, ostatecznie rezygnuję z 2:50. Mój nowy cel to 2:55. Dobrze reaguję na nieco zmieniony trening (niższe prędkości), a nowe leki na astmę przynoszą wyraźną ulgę. Wszystko wskazuje na to, że mimo zdecydowanie nieoptymalnego przebiegu pierwszej części przygotowań, uda mi się zbudować dobrą formę na maraton.