15 Poznań Maraton – rekord trasy kobiet i amatorzy na bakier z rozsądkiem

fot.eurosport.onet.pl

12 października Poznań już po raz 15 gościł biegaczy z całej Polski podczas odbywającego się jubileuszowego 15 Poznań Maratonu. Nowa, jednopętlowa trasa okazała się dużym magnesem dla miłośników biegania, toteż na starcie pojawiła się rekordowa liczba uczestników. Na mecie zameldowało się aż 6315 biegaczy!

Jako pierwszy na metę wbiegł Kenijczyk – Kiprotich Kirui z czasem 2:13:28. Drugi był Polak – Emil Dobrowolski (2:15:40), a trzeci również reprezentujący Kenię – Kipsang Soy Salomon (2:16:20). Można więc określić, że rywalizacja w męskiej czołówce odbyła się na dość tradycyjnym poznańskim poziomie, gdzie najlepsi kręcą się w okolicach 2:15. Choć frekwencja nieustannie wzrasta, to jednak oczekiwany od wielu lat rekord trasy oraz wynik poniżej 2:10 wciąż stanowi problem, co niewątpliwie w jakimś stopniu odbiera prestiżu tej imprezie, która pomimo tego przez wielu uznawana jest jako najlepszy bieg na dystansie maratońskim w Polsce.

W rywalizacji pań niezłym rezultatem popisała się tylko zwyciężczyni – Kenijka Chepkirui Makori Irene, która odniosła pewne zwycięstwo z czasem 2:31:55 ustanawiając nowy rekord trasy pań. Na miejscu drugim, po ponad 7 minutach pojawiła się pierwsza Polka – wracająca po kontuzji Agnieszka Mierzejewska (2:39:06). Miejsce trzecie dla Arlety Meloch (2:45:43), która wcześniej aż trzykrotnie wygrywała Poznań Maraton (2004, 2008, 2011).

 

Amatorzy – siła poznańskiego maratonu i słabość strategii

Niesłabnące zainteresowanie Poznańskim Maratonem to bardzo pozytywne zjawisko. W stolicy Wielkopolski chce biegać coraz więcej ludzi, a wyjątkowa atmosfera i dobra, typowo poznańska organizacja to atuty, które z roku na rok doceniają kolejne rzesze biegaczy. Poziom rywalizacji w czołówce jaki jest to wiemy już od lat. Siłą tej imprezy są jednak amatorzy – tysiące biegaczy walczących o różne cele – często zaciętych w samotnej walce z zaciśniętymi zębami, a często biegnących totalnie na luzie i dla frajdy, a nawet przebierańców. Bez nich wszystkich maraton w Poznaniu nie byłby taki sam.

Niestety analizując to co się działo na trasie oraz wertując wyniki zwłaszcza zawodników biegających pomiędzy 4 – 6 godzin, można zauważyć niepokojące zjawisko – całkowicie nieumiejętne bieganie. Żeby było jasne ta sytuacja ma miejsce na praktycznie wszystkich dużych imprezach, ale specyfikę Poznań Maratonu znam najlepiej (na nim się wychowałem, tu uczyłem się na błędach swoich i innych) i wiem jak na przestrzeni tych 15 lat ewoluował rozsądek biegaczy, który z roku na rok jest coraz mniej zdrowy…

Oczywiście ta teza może brzmieć nieco absurdalnie wobec tych wszystkich, na których szyjach bądź co bądź zawisły medale. Pytanie jednak w jaki sposób je zdobyli? Nie chcę po raz kolejny skupiać się na nomenklaturze kto jest maratończykiem, a kto nie i czy do tego aby się nim stać trzeba cały dystans przebiec czy można kilkanaście kilometrów przemaszerować? Dla mnie bieg maratoński to bieg maratoński i nic mojego zdania w tej kwestii nie zmieni, jednak zastanawia mnie coraz większy problem startujących, którzy dosłownie nie potrafią biegać. Nie chodzi mi już tutaj o styl, którego trudno by się było przyczepić wobec osób, które zaczęły biegać stosunkowo niedawno czy też takich, których masa ciała nie pozwala nie ładny, dynamiczny bieg.