17. PKO Poznań Maraton – czas Was trochę postraszyć!

Już w niedzielę start 17. PKO Poznań Maratonu. Dla wielu biegaczy to impreza, która jest obowiązkowym punktem w kalendarzu startów i nie ma się co dziwić, bo to bieg naprawdę kultowy. Gdy sam przypominam sobie swoje pierwsze starty w ówczesnym (Hansaplast) Poznań Maratonie, to trochę łza się w oku kręci – to tutaj biłem swoje pierwsze życiówki, to tutaj zderzenie ze słynną „maratońską ścianą” pokazywało mi moje miejsce w szeregu, wreszcie to tutaj czułem niesamowity klimat na mecie zlokalizowanej nad Maltą. I chociaż nie ma już dawnej trasy z morderczym podbiegiem na Browarnej, długiej prostej na Warszawskiej ani najpiękniejszej mety nad Maltą, to jednak nowe edycje poznańskiego maratonu również maja swój klimat i cieszą się niesłabnącą popularnością. Ja w tym roku udziału nie biorę, bo skupiłem się na treningach pod półmaraton, ale biegłem w zeszłym roku gdzie nieznacznie poprawiłem życiówkę – poznałem specyfikę trasy i dlatego udzielę Wam kilku rad na co zwrócić uwagę biegnąc tegoroczny Poznań Maraton.  Trochę Was postraszę, ale jak wiadomo strach ma wielkie oczy więc mimo wszystko nie będzie tak źle;)

Tradycją w Poznaniu jest to, że trasa nie należy do zbyt szybkich. Tak było od początku i w tym temacie niewiele się zmienia. Zawsze znajdzie się jakiś podbieg czy długa prosta z wiatrem wiejącym w twarz. Poznań jest miejscem zdradliwym dla biegaczy – z pozoru płaski i przyjemny do biegania, ale w różnych miejscach miasta znajdują się podbiegi, które potrafią dać w kość. Nie będę się wgłębiał w wielką analizą całej trasy, ale uważajcie zwłaszcza w kilku miejscach:

Pierwszy to krótki, ale dość ostry podbieg między 13, a 14km gdzie wbiega się na ul. Hetmańską. Wcześniej jest długa prosta między 10, a 12km i tutaj trzeba bardzo uważać. Dlaczego? Dlatego, że po 10km organizm jest już dobrze rozgrzany, zaczyna się biec lekko, przyjemnie i łatwo dać się ponieść. Zbyt szybkie tempo może być jednak złudne i w połączeniu ze wspomnianym wcześniej podbiegiem na 14km może spowodować, że kryzys przyjdzie szybciej niż byś się spodziewał.

- REKLAMA -

Drugie trudne miejsce na trasie to podbieg między 25, a 26km na ul. Krańcowej (teren Malty) – warto uważać, bo choć nie jest stromy to ma jednak około 400m co na tym etapie może już mocno wejść w nogi. Potem będzie długi i delikatny zbieg na ul. Warszawskiej, ale jak przeszarżujesz na Krańcowej, to potem będzie trudno się rozpędzić.

Ostatni (widoczny) podbieg znajduje się w okolicach 33-34 kilometra (wbiega się na ul. Św. Wawrzyńca). Dla mnie był on najgorszy nie tylko dlatego, że znajdował się po 30km, ale przede wszystkim dlatego, że tuż obok jeżdżą samochody i powietrze jest ciężkie i śmierdzące spalinami. Na szczęście dalej na Grunwaldzie jest już znacznie lepiej. Słyszałem, że sporo zawodników przechodzi w tym miejscu do marszu i nie ma się co dziwić, bo podbieg w momencie gdy wielu biegaczy i tak odczuwa już „ścianę”, to po prostu zabójstwo;)

Po 34km nie ma już żadnych górek, ale jednak organizator zadbał o to aby atrakcje pojawiły się także na ostatnich trzech kilometrach. Między 39, a 42km czeka na Ciebie dłuuuuga prosta (która pokrywa się z początkowym odcinkiem trasy). Niby tylko 3km, ale wszyscy dobrze wiemy, że każdy kilometr na końcówce maratonu wydaje się znacznie dłuższy niż 1000m:) Te 3km, które wiodą ul. Grunwaldzką potrafią skutecznie stargać psychę, zwłaszcza gdy słyszysz już głos spikera i muzykę płynącą z głośników, a mety jak nie widać, tak nie widać. Jak na złość jest ona ukryta za zakrętem wgłąb Targów (MTP) i gdy już wydaje Ci się, że meta jest już na wyciągnięcie ręki, to nagle okazuje się, że masz jeszcze jakieś 200m do pokonania. Najbardziej współczuję tym, którym zostanie np. 40-50 sekund do tego aby pobić życiówkę – zapewniam, że stres jest niemały – miałem okazję to poczuć w zeszłym roku kiedy zupełnie nie potrafiłem oszacować czy złamię barierę 2:57. Na szczęście się udało, ale stresu najadłem się sporo.

Więcej Was straszyć nie będę, bo przecież maraton to zawsze niezapomniane przeżycie, ale weźcie sobie do serca to co napisałem. Pomimo tych paru newralgicznych fragmentów dajcie z siebie wszystko, cieszcie się każdym pokonanym kilometrem i tym, że trasa nie prowadzi już zapadającą się ścieżką przez środek stadionu piłkarskiego;) Powodzenia dla wszystkich startujących, z pewnością spotkacie mnie gdzieś na trasie – w tym roku w roli kibica.

Tym, którzy debiutują na królewskim dystansie polecam również tekst, który warto przeczytać:

Jak przeżyć maraton? Twoja strategia od startu do mety. 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułW Tatrach zaginął biegacz – trwają poszukiwania
Następny artykułNowy parkrunowy rekord Polski – wynik robi wrażenie!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.