5 rzeczy, które mnie zszokowały na półmaratonie w Krakowie

W miniony weekend miałem okazję obserwować biegaczy i biegaczki na Półmaratonie Marzanny – tym razem z perspektywy kibica i wystawcy na expo. To były 2 intensywne dni pracy podczas których zauważyłem wiele ciekawych, inspirujących, a często nie do końca logicznych zachowań. Oto 5 z nich.

Każda pora jest dobra by zjeść sernik

Myślałem, że tylko mi się wydaje, ale to nie były zwidy. Starter powoli już szykuje się do oddania strzału, a jeden z  biegaczy siedzi na trawie i jak gdyby nigdy nic wcina sernik – tak sernik, byłem, sprawdziłem, życzyłem smacznego:) Nie wnikam czy jadł, bo nadrabiał brak zjedzonego śniadania, czy też chodzi o to, że lubi biegać z kolką. A może po prostu on kocha sernik, a ja się czepiam? Nie czepiam się – każdy robi co chce, ale widok był boski!

Wczasowicze idą na start

2 minuty do startu – spiker prosi spóźnialskich o przyspieszenie kroku i wejście w strefę startu. Niektórzy biegną, niektórzy truchtają, a jedna grupka 4 osób kroczy sobie majestatycznie od stadionu podśpiewując piosenkę o Pszczółce Mai (tylko w tej wersji dla dorosłych). Po drodze fotki, popijanie drinków (wróć – izotoników, ale miałem wrażenie, że sączą właśnie sex on the beach spacerując wzdłuż włoskiej riwiery). Można i tak.

Śniadanie w stylu szwedzki… sedes

Kolejka do toalety kilkanaście minut przed startem. Z jednej z kabin wychodzi mężczyzna z tacką – ma na niej kubek (prawdopodobnie po kawie), niedojedzoną kanapkę, skórkę od banana i jakiś papierek po batoniku. Tak dobrze kombinujecie – na 99% zjadł śniadanko… robiąc kupę. Pytanie skąd miał tackę? Też się zastanawiam. Obawiam się jednak, że on robi tak za każdym razem…

100% szczerość wyrażona w dwóch zdaniach 

Półmaraton Marzanny to taki bieg na pożegnanie zimy i powitanie wiosny. Nie brakuje więc przebierańców. Jeden z biegaczy dumnie paradował w stroju, które bliżej nie umiałem zidentyfikować. Żyrafa, lampart czy inny zwierz – no nieważne. Grunt, że stał z grupką kilku osób. Jedna dziewczyna zapytała go po co w ogóle się przebrał, wiem, że brzydko jest podsłuchiwać, ale… podsłuchałem. „Biegam słabo i mam ch…ą motywację, w bieganiu nigdy nic nie osiągnę. Nie mam natury wojownika, szybko odpuszczam gdy się męczę. Przebieram się więc aby ubarwić ten cały tłum i przede wszystkim pokazać kibicom, że określanie biegaczy jako dziwnych jest przesadą. Gdy biegnę w tłumie wtedy dziwny jestem ja, a reszta automatycznie normalnieje”. Stałem jak wryty – tyle szczerości i trzeźwego spojrzenia na świat w zaledwie dwóch zdaniach. Fajnie, że są tacy ludzie, ale to jeszcze nie koniec!      

Babcia, która przywróciła mi wiarę w ludzi 

Jako, że miałem an sobie koszulkę z krótkim rękawem z nadrukiem logo żeli, które promowałem – mogłem wyglądać jak ktoś z obsługi biegu. Podchodzi do mnie starsza kobieta (określam ją jako babcia, ponieważ w mojej nomenklaturze to synonim miłej, ciepłej osoby). Podchodzi i pyta – młody człowieku (już wtedy u mnie zaplusowała za takie zwrócenie się do mnie;). Czy dzisiaj na Wawel jakoś się dostanę tramwajem? Niestety nie potrafiłem udzielić odpowiedzi na to pytanie. Spodziewałem się solidnej wiązanki, że blokują miasto, że biegają po ulicach, że tacy, owacy, a tymczasem – starsza pani uśmiechnęła się i powiedziała: „no cóż, zobaczę, najwyżej wydłużę sobie niedzielny spacerek.” Ile kilometrów oni biegną? 21 – odpowiedziałem. Aaa no to nic mi się nie stanie jak te 2-3km przejdę, – powiedziała z uśmiechem na ustach. Zatkało mnie, bo przecież wiemy jakie ludzie mają na ogół podejście do biegaczy na ulicach…    

Uczestnictwo w zawodach z perspektywy obserwatora to świetne doświadczenie. Można się pośmiać z pewnych rzeczy, popatrzeć na dziwne zwyczaje ludzi, ale to także bardzo dobra nauka życia. Wnikając między ludzi znajdujesz odpowiedzi na rzeczy, które kiedyś wydawały Ci się niezrozumiałe lub nawet głupie. Być może nie każdy jest tak wnikliwym obserwatorem jak ja, ale wierzcie mi – warto czasem poszwędać się między ludźmi na zawodach i zobaczyć (lub usłyszeć) takie perełki jakie opisałem w tym tekście. Ja kilku rzeczy się nauczyłem, kilka rzeczy zrozumiałem, ale wiem jedno – śniadania w kiblu nie zjem nigdy:)