5 wskazówek jak swoim bieganiem nie obrzydzić biegania innym

BIEGOLOGIA.PL | Naukowa strona reklamy

Biegacze mają to do siebie, że uwielbiają dzielić się swoimi biegowymi przeżyciami z innymi. Uwielbiają zarażać innych swoją pasją i akcentować swój biegowy styl życia. Nic w tym dziwnego, bo każdy kto zaczął biegać wie ile to daje radości, satysfakcji i zdrowia. Nie oznacza to jednak, że otoczenie, w którym się poruszamy musi myśleć tak samo. Stylów i sposobów życia jest wiele – bieganie jest tylko jednym z nich. To, że trenujemy, startujemy w zawodach i jesteśmy dzięki temu szczupli i zdrowi – widzi nasza rodzina, znajomi, koledzy z pracy. Nie zamęczajmy ich jednak nieustannym nawiązywaniem do biegania i wszystkiego co z nim związane, bo z pozycji fajnego człowieka z pasją, spadniemy do pozycji psychopaty i fanatyka. A jak wiadomo – każda skrajność jest niezdrowa. Nawet gdy dotyczy… zdrowego biegania.

Dziś przedstawiamy Wam 5 wskazówek jak zachowywać się w określonych sytuacjach aby inni czuli się w naszym towarzystwie normalnie i dobrze, a nie jak gorszy, niebiegający margines społeczny. Dowiedzmy się zatem jak swoim bieganiem nie obrzydzić biegania innym!

 

Zarażanie bieganiem – niektórzy są zaszczepieni

Biegacze lubią namawiać innych do biegania. O ile pojedyncza próba zaktywizowania kogoś by się poruszał ma jakiś sens, o tyle nieustanne namawianie kogoś to tego by przekonał się Twojej pasji – już nie. Niektórzy nie czują, że może to być ciekawy i sport. Dla wielu to tylko nudne pokonywanie kolejnych kilometrów. Oczywiście taki sposób myślenia to wynik zbyt prostolinijnego spojrzenia na sprawę, ale wielu ludzi naprawdę ma głęboko zakorzenione przekonanie, że bieganie to nie dla nich, bo są za starzy, bo nie mają czasu, bo to szkodzi stawom, itd…

Pisaliśmy nawet o tym artykuł: 10 najgłupszych wymówek żeby nie biegać Jak więc widać wymówka może znaleźć się zawsze, a to że zazwyczaj jest ona pozbawiona sensu, to już druga strona medalu.

Spróbować zawsze można, ale napierając na kogoś nachalnie i wciskając mu biegowe indoktrynacje możemy w takim starciu nie tylko ponieść porażkę, ale i stracić czyjąś sympatię. I co najważniejsze – dobierajmy inteligentnie swoje potencjalne „ofiary”. Jeśli widzisz, że Twój kuzyn ma problem z nadwagą – zaoferuj mu swoją pomoc, opowiedz o slow joggingu, od którego może zacząć i naładuj optymizmem. Jeśli jednak chciałbyś przekonać do tego swojego wujka, który pali od 40 lat 2 paczki papierosów dziennie – raczej będzie Ci trudno. Takie osoby jeśli w ogóle dokonują jakiś bardzo przełomowych zmian w swoim życiu – robią to zazwyczaj z własnej, nieprzymuszonej inicjatywy.

 

Twoje medale to nie galeria sztuki

Załóżmy, że przychodzą do Ciebie znajomi, których dawno nie widziałeś. To, że chcesz się pochwalić swoją ścianą pełną medali i dyplomów to naturalna rzecz – jest to w końcu powód do dumy. Pokazujesz więc swoje zbiory i po kolei opisujesz każdy swój medal i związane z nim wspomnienia – „zobaczcie, tutaj medal za pierwsze zwycięstwo w M40, pokonałem Jurka – starego wyjadacza, ale potem mi się zrewanżował w Krakowie. A właśnie Kraków – maraton. Piękna sprawa – zaraz pokażę wam zdjęcia” – taki natłok prezentacji i wspomnień niekoniecznie musi zainteresować Twoich gości. Wyobraź sobie sytuację odwrotną – przychodzisz do kolegi, który jest zapalonym szachistą. Wchodzisz do jego pokoju, a on Ci prezentuje wszystkie swoje szachownice, figury, dyplomy, opisuje emocje z turniejów, pokazuje pionka, którym pierwszy raz w życiu zbił konia i wspomina jak czekał 3 godziny na ruch przeciwnika, a tymczasem okazało się, że ów nie żyje. Ciebie to również może nie do końca ciekawić, dlatego prezentując swoje trofea, postaraj się postawić po drugiej stronie i przede wszystkim obserwuj czy Twoi znajomi przy opisie 25 medalu nie zaczynają czasem ziewać…

 

Na biegowo – teraz i zawsze i na wieki wieków  

Jesteś biegaczem/biegaczką i to się chwali, ale na litość boską – nie musisz tego akcentować na każdym kroku. Nie ma nic złego w tym, że na co dzień chodzisz w biegowych butach czy biegowych koszulkach. Skoro je posiadasz i są wygodne, to czemu miałbyś ich nie nosić? Zdarzają się jednak delikwenci, którzy świątek, piątek i niedzielę – chodzą ubrani na biegowo. Czy to na urodziny do koleżanki, do kościoła czy nawet na wesele – zawsze jakiś akcent biegowy musi być. To trochę śmieszne, bo to przecież tak jakby zapalony wędkarz nosił zawsze kapelusik moro, spławik i robaki w kieszeni żeby inni wiedzieli jaką ma pasję.

Podobnie jest z nieustannym wspominaniem, iż jest się biegaczem. Jest nawet taki krążący po sieci dowcip – jak rozpoznać biegacza w towarzystwie? Sam Ci o tym powie! Jest w tym dużo prawdy, bo biegacze lubią innym oznajmiać, że mają taką, a nie inną pasję. Pamiętam znajomego, który od 30 lat pracuje przy produkcji silników samochodowych. Jest świetnym specjalistą. Zaczął biegać 3 lata temu typowo rekreacyjnie. Teraz w towarzystwie oznajmia wszystkim, że jest biegaczem. Być może nas biegaczy takie przedstawienie się nie razi jakoś specjalnie, ale po raz kolejny wyobraźmy sobie inną sytuację. Spotykamy faceta na imprezie, który przedstawia się tak: jestem Krzysiek i jestem łyżwiarzem. Pierwszy wniosek – Krzysiek pracuje jako zawodowy łyżwiarz. Tymczasem Krzysiek jest od 20 lat komornikiem sądowym, a na łyżwach jeździ dla relaksu, bo takie ma hobby.