7 grzechów biegacza, które psują Twój bieg

Czasami jest tak, że podczas biegania czujesz, iż coś Ci nie idzie. Biegnie Ci się źle, ciężko, nie możesz złapać oddechu, a całe bieganie sprowadza się do jednej wielkiej męki. A przecież nie o to w amatorskim bieganiu chodzi żeby się katować. To powinna być przyjemność – czasami jednak wystarczy drobny błąd by z fajnego treningu/zawodów uczynić koszmar.

Oto 7  grzechów głównych jakich biegacze dopuszczają się w swoim treningowym cyklu. Sprawdź czy któryś z nich nie dotyczy także Ciebie.  

  1. Obżarstwo

Wracasz z pracy i zjadasz typowy polski, ciężkostrawny obiadek – mięsko, ziemniaczki, suróweczka… Dostarczasz więc co prawda białko z kotleta, trochę węglowodanów z ziemniaków i… błonnik z warzyw. Czekasz 2-3 godziny i idziesz biegać. I co – myślisz, że ta Twoja tradycyjna mieszanka się strawiła? Niestety nie. Aby Twój cudowny kotlet się strawił, musiałbyś odczekać nawet 7 godzin!

Tymczasem idziesz pobiegać, bo nie chcesz czekać i czujesz się ciężko, odbija Ci się, a Twój bieg to jedna wielka udręka.

I pomyśleć, że mała modyfikacja diety np. miseczka ciemnego makaronu z rodzynkami i pokruszonym twarogiem zapobiegłaby problemowi.

 

  1. Niedosypianie

Jest godzina 22 i zasadniczo mógłbyś iść spać, ale co tam – jeszcze jeden film i po północy można się położyć. O 6 rano musisz jednak wstać do pracy czy na uczelnię i co? W sumie jesteś wyspany i wszystko gra, ale później, podczas treningu… czujesz brak energii, 4 kawy nie pomogły i zamiast biec, powłóczysz nogami. No niestety – organizm póki pracuje na wolnych obrotach nie będzie dawał konkretnych sygnałów o zmęczeniu, ale gdy nagle każesz mu biec, nie dostarczając wcześniej odpowiedniej (8-godzinnej) dawki snu – nie dziw się, że na treningu wyglądasz jak zombie.

 

  1. Trening po trupach

Ktoś Ci nakładł w głowę, że trening rzecz święta. Obrazki w sieci ciągle przekazują idiotyczne motywujące treści, typu – „jeśli odpuścisz dziś trening, to jutro będziesz wyglądał jak maciora”. Oczywiście można je traktować z przymrużeniem oka, jeśli jednak takie przekazy są dla Ciebie impulsem by wykonać trening nawet wtedy gdy jesteś skrajnie wyczerpany lub coś Cię boli – zastanów się. Takie zachowanie może skutkować bardzo słabym jakościowo treningiem, który żadnych konkretnych korzyści Ci nie przyniesie, a może się wręcz skończyć kontuzją. Trening to bardzo ważna sprawa, ale gdy organizm się buntuje czasem warto odpuścić, a nie pobiec po trupach i samemu potem wyglądać jak trup.

 

  1. Z fotela na trasę

Siedzisz sobie w swoim ulubionym fotelu, czas mija Ci leniwie – oglądasz swoje ulubione programy, czytasz książki i nagle… wybiła godzina zero! Czas na trening – ubierasz się więc i już po kilku minutach jesteś na trasie. Cały sztywny ledwo biegniesz, nie możesz złapać rytmu, ciężko Ci się oddycha. Niestety sam sobie zawiniłeś. Wyciszony organizm potrzebuje stopniowej adaptacji do zwiększonej aktywności. Nie można z minuty na minutę zrywać się i biec, tym bardziej bez rozgrzewki.

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBieganie bez celu – czy to ma w ogóle sens?
Następny artykułPolar V800 – pulsometr idealny? Test sprzętu
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.