7 sposobów biegacza na pokonanie jesiennego lenia

Nadeszła jesień. Jest coraz chłodniej, a dni coraz krótsze. Drzewa powoli będą tracić swoje kolorowe liście, a nam biegaczom przyjdzie stawić czoła niemałym problemom związanym z motywacją, pokusą skracania treningów czy nawet z wyborem pomiędzy ciepłym kocykiem i gorącą herbatką w domu, a treningiem w chłodnym, nieprzyjemnym wietrze i deszczu. Bo nie oszukujmy się, choć mówi się o wielkim polskim boomie na bieganie, to jednak w okresie jesienno-zimowym wydaje się jakby większość biegaczy odleciała z bocianami do ciepłych krajów… 

Czy są więc jakieś sposoby na to by pokonać jesiennego lenia i z ochotą wyjść na trening?

Mamy dla Was 7 sprawdzonych wskazówek!

 

Wystartuj gdzieś jeszcze

To, że ustalisz sobie datę wiosennego półmaratonu lub maratonu nie oznacza wcale, że będzie to dla Ciebie źródłem wielkiej motywacji już teraz skoro do tego startu masz jeszcze ponad 5 miesięcy. Umysł biegacza jest tak skonstruowany, że potrzebuje on nieustannych bodźców w postaci zastrzyku endorfin, poczucia przynależności do biegowej społeczności czy nawet konieczności rywalizacji. Jeśli mu się tego nie zapewni, to stopniowo zaczyna ogarniać go marazm, który w okresie jesienno-zimowym może skutecznie odebrać chęć do dalszych treningów. Z tej prostej przyczyny, kilka tygodni po roztrenowaniu warto wyznaczyć sobie jakiś cel startowy – obojętnie czy będzie to jakiś bieg Niepodległości, grudniowy bieg mikołajkowy czy jeden z biegów sylwestrowych. Ważne aby taki start ująć w swoich planach co będzie doskonałym urozmaiceniem monotonnych treningów.

 

Pojedź na obóz treningowy 

Choć nazwa ta kojarzy się bardziej z zawodowcami, to jednak coraz większa liczba amatorów decyduje się na taką formę spędzenia kilkunastu wolnych dni. Nie musisz od razu wyjeżdżać na profesjonalny obóz do Meksyku czy Kenii – wystarczy zmiana regionu i klimatu na terenie naszego kraju, by swoje treningi bardzo uatrakcyjnić. Wystarczy 7-10 dni by nabrać przekonania, że to całe trenowanie naprawdę ma jakiś sens, naładować swoje akumulatory i wrócić do domu z pozytywnym nastawieniem do kolejnych kilometrów, które Cię czekają. Dobrym czasem na taki wyjazd jest zwłaszcza okres na przełomie stycznia i lutego. Wyjeżdżasz w styczniu – masz więc zapał i określony cel na Nowy Rok, a wracasz w lutym i po powrocie, za dosłownie kilka tygodni zaczynasz już swoje pierwsze wiosenne starty. W taki sposób zdecydowanie łatwiej przeżyć zimne miesiące.

 

Pobiegaj w grupie

Choć  bieganie w grupie nie zawsze jest korzystne z punktu widzenia efektywności treningów, to jednak w sezonie jesienno-zimowym warto część pokonywanych kilometrów spędzić z kimś znajomym. Jest to świetny motywator zwłaszcza gdy jest pogoda pod psem, a Ty masz w planie 20 km. Świadomość, że masz nie tylko do wykonania trening ale też jesteś umówiony z kimś w określonym miejscu i czasie sprawia, że na pewno nie dasz się pokonać jesiennemu leniowi. W przeciwnym razie wystawisz znajomego do wiatru, a tego chyba byś nie chciał? Dobrą alternatywą jest też zapisanie się do jakiejś grupy biegowej, która spotyka się cyklicznie w określone dni tygodnia.

 

Bądź sezonowym hedonistą

Najgorsze co może być, to wyjść na trening przy zimnym, chłodnym wietrze i deszczu, jakoś go przetrwać, wrócić do domu i nudzić się patrząc w okno. Taka sytuacja to zabójstwo dla psychiki. Aby na trening wychodzić z większą ochotą, spróbuj sobie zapewnić jakieś małe przyjemności, które będą dla Ciebie swoistą nagrodą za włożony wysiłek. Może to być coś smaczniejszego na kolację niż zwykle, solidna lampka wina podczas gorącej kąpieli, wyjście do teatru lub jeśli to nie Twój klimat… do pubu z przyjaciółmi. Tak wiemy – to mało sportowa wskazówka, ale co jest lepsze – nic nie robić i wieczorem iść na piwko czy zrobić solidny trening i wieczorem iść na piwko? Odpowiedź jest prosta. Podaruj więc sobie więcej przyjemności niż zwykle, a trening stanie się nie tylko bieganiem w chłodzie, ale pracą, za którą czeka Cię konkretna nagroda.

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł15 Poznań Maraton poniżej 3h – sukces czy porażka?
Następny artykułTest pulsometru Polar M400
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.