Amatorskie życiówki są bez sensu! Czy aby na pewno?

ad vocem tekstu ,,I po co ci ten rekord, który niczego nie zmieni?"

marathon

Rzadko odnoszę się do innych tekstów. Dziennikarskie ad vocem stosuje raczej, jako skrajną konieczność niż zamierzony i zaplanowany wcześniej tekst. Tym razem nie mogę jednak przejść obojętnie obok tekstu, który popełnił redaktor naczelny portalu biegimasowe.pl – znany bardziej z Polsatu – Pan Marek Kacprzak. Dlaczego odnoszę się do jego felietonu? Ponieważ dawno nie widziałem tekstu, który opatrzony byłby tak jednostronnym spojrzeniem na sprawę. Owszem – biję się w pierś i sam przyznaję, że autorytatywnie postrzeganie pewnych zjawisk jest również moja domeną, jednak w tym przypadku absolutnie nie można zgodzić się z tezą postawioną przez Pana Kacprzaka.

Link do artykułu >>

W swoim felietonie Pan Kacprzak próbuje za wszelką cenę udowodnić, że gremialna pogoń amatorów za kolejnymi życiówkami nie ma najmniejszego sensu, ponieważ i tak w sportowym życiu niczego nie zmienia. Już na początku pada stwierdzenie, że to czy biegasz 50min czy 35min na 10km nie ma żadnego znaczenia, bo i tak niczego to nie zmienia. Trudno mi się zgodzić z tym stwierdzeniem. Nie wiem na ile Pan Kacprzak orientuje się w świecie biegania, ale 35min na dychę to już rezultat, który na mniejszych biegach pozwala zajmować całkiem wysokie lokaty, a nawet wygrywać.

Sam kiedyś biegałem 10km grubo powyżej 50min i już wtedy chciałem biegać na takim poziomie być móc zajmować miejsca na podium choćby w zawodach mniejszej rangi. Cieszyło mnie łamanie kolejnych barier, 50min, 45min, 40min, itd. Co to zmieniało w moim życiu? Dawało satysfakcję, pozwalało wyznaczać sobie kolejne cele i pozwoliło poczuć jak to jest być na podium. Nie, nie wygrałem nigdy żadnego prestiżowego biegu – byłem amatorem, jestem amatorem i zawsze nim będę, ale moim motorem napędowym do dalszego biegania i źródłem motywacji są kolejne życiówki. Głupota prawda? Pewnie tak, bo dla wielu bieganie ma być po prostu rozrywką i przynosić frajdę. I ja to w pełni rozumiem, ale nie uważam, iż takie podejście jest jedynym słusznym w amatorskim bieganiu. Szanuję i tych, którzy biegają totalnie na luzie jak i tych, którzy w wielkiej napince trenują, pokonując kolejne bariery.

Pan Kacprzak spojrzał na sprawę jednostronnie, nie biorąc kompletnie pod uwagę różnorodności charakterologicznej biegaczy. Niektórym wystarczy bieg na jednym i tym samym poziomie, innym potrzebna jest nieustanna rywalizacja, wyniki – czyli maksymalne skupienie, spinka, a nawet i szczypta frustracji, podkreślam – szczypta. I to wszystko nie po to by walczyć z elitą – każdy z nas ma zdrowy rozsądek i wie mniej więcej na co go stać, ale po to aby pokonać swoje własne bariery, poczuć większą pewność siebie i powalczyć z zawodnikami o podobnym do siebie poziomie.

Gdyby taka rywalizacja i pęd za wynikami nie miała zupełnie sensu, nie byłyby tworzone kategorie wiekowe, które stwarzają biegaczom możliwość rywalizacji na nieco niższym poziomie, co nie znaczy, że mniej satysfakcjonującej. Nie miałyby wtedy sensu maratony, w których od wielu lat mogą startować wszyscy, ba… nie miałyby sensu nawet porady dla amatorów, które pisane są na portalach, a który jeden z nich prowadzi przecież Pan Marek…

Mogę zrozumieć zdziwienie, gdy ktoś przez 10 lat katuje swój organizm i widząc swój całkowity brak talentu, z 60min na 10km poprawia się na 55min. Bywają takie skrajne sytuacje, które nie do końca mieszczą się w ramach logicznego myślenia. Dlaczego jednak określać mianem bezsensownego – trenowanie kogoś, kto przez kilka lat treningów z początkującego amatora stał się żwawo biegającym zawodnikiem? I co z tymi, którzy zaczynali swoją drogę od nadwagi i maratonu w 4h, a teraz biegają po 2:30 i poniżej. Czy ich walka również nie miała sensu? Przecież nigdy nie można jednoznacznie określić kto ma predyspozycje do szybkiego biegania, a kto nie, a 2:30 w maratonie to już chyba szybko, prawda? Nawet jeśli taki czas nie pozwala na zwycięstwo w Maratonie Warszawskim…

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNike Air Max 2015 – test
Następny artykułRuszyły zapisy do 20.JUBILEUSZOWEGO MIĘDZYNARODOWEGO BIEGU ULICZNEGO – 15km w Jaworznie!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.