Biegacz amator – czy jego plan treningowy jest aż tak istotny?

Czy biegacz amator musi kurczowo trzymać się planu treningowego aby osiągnąć sukces? Czy aż tak duże znaczenie ma to czy zrobisz 3x4km czy 4x3km? Po co w ogóle ta cała spinka z tym bieganiem treningów z dokładnością co do metra i co do sekundy?

W przypadku zawodowców sprawa jest prosta – ich treningi to ciągłe dopracowywanie szczegółów, praca nad szybkością i wszystkie elementy, które mają wpływ na późniejsze wyniki i osiągnięcia. Amatorzy z kolei mają sytuację nieco łatwiejszą – tak naprawdę nie muszą się kurczowo trzymać planu aby biegać dobrze i notować progres. I z tej właśnie przyczyny chciałbym gorąco namówić wszystkich amatorów do pewnego wyłamania się ze stereotypowego myślenia o treningu. Moi drodzy – bardzo dobrze jest biegać według planu, ponieważ uczy on konsekwencji i ustala jasno określony cel. Z drugiej jednak strony – amatorzy często przesadzają. Jak słyszę wymianę zdań czy lepsze są podbiegi 8x300m czy 10x250m to zastanawiam się jaki jest sens takiej dyskusji? Przecież kluczem do sukcesu amatora nie jest to czy zrobi te podbiegi w takiej czy innej konfiguracji, ale przede wszystkim systematyczność. Trzeba pewne środki treningowe powtarzać cyklicznie co tydzień i ten kto będzie to robił bez wymówek – osiągnie prędzej czy później swój cel. To jest najważniejsze o czym wielu z nas zapomina.

Nie tak dawno byłem świadkiem rozmowy dwóch starszych maratończyków, którzy spierali się jaki trening do maratonu jest lepszy – 15km bieg ciągły w tempie startowym czy 17km bieg w tempie 5sek/km wolniejszym od startowego? Śmiać mi się zachciało gdy to usłyszałem, bo przecież oba te treningi są bardzo dobre, a ich efektywność to kwestia bardzo indywidualna. Czy te 2km mają jakiś wpływ na formę? Raczej znikomy, a kurczowe trzymanie się cyferek odbiera tylko przyjemność z treningu.

- REKLAMA -

Dużo złego robią niestety media społecznościowe, w których często chwalimy się swymi treningami. Osobiście nie widzę w tym nic złego, bo to dla wielu bardzo dobra motywacja, ale też widzę często jak to działa – ktoś po trupach robi trening mimo fatalnych warunków atmosferycznych czy samopoczucia, ale robi po czym z dumą pokazuje efekt swojej orki – miało być 10km w 1h, wyszło 59:59 – zatem nawet ponad programowo. Brawo – znajomi są pełni podziwu. Przez kolejne 3 dni – treningu jednak nie było, bo zabrakło sił. Nie w tym tkwi jednak filozofia amatorskiego biegania. Przecież amatorzy przeważnie również pracują zawodowo, mają wiele innych obowiązków i tak naprawdę ich treningi powinny być na tyle sprytnie wplątane w życie codzienne aby poprawiały formę, ale i dawały satysfakcję. Zajeżdżanie się nigdy nie służyło poprawie rezultatów o czym zresztą można przeczytać w książce Bieganie 80/20

Ten tekst nie jest po to aby pokazać amatorom, że nie muszą się starać i że ich trening nie jest ważny. Wręcz przeciwnie – powinni biegać równie poważnie i mądrze, ale niekoniecznie z dbaniem o każdy metr i sekundę. To nie ma takiego znaczenia i odbiera przyjemność z biegania, a gdy kończy się przyjemność z biegania – wtedy może zacząć się wypalenie i frustracja. Nie spinajmy się więc, róbmy swoje, ale nie patrzmy ślepo w cyferki – najważniejsze żeby ta pasja się nie skończyła.