Biegacz, którego każdy ma już dość…

Jest taka cecha u biegaczy, która potrafi wykończyć psychicznie. Na szczęście nie występuje u wszystkich, ale jest męcząca i w mojej ocenie okropna. Z pozoru niewinna, z pozoru błaha, ale na dłuższą metę – nie do wytrzymania. Sam jestem biegaczem, uwielbiam ten sport i wszystko co z nim związane, ale staram się zawsze znaleźć równowagę – lubię rozmawiać o bieganiu, ale w kontaktach międzyludzkich poruszam różne kwestie. Niestety są biegacze, którzy oprócz biegania nie widzą innego tematu do rozmów. I to jest właśnie ich najgorsza cecha – monotematyczność aż do mdłości.

Obserwuję ich od dobrych kilkunastu lat. Można ich spotkać na większości biegów, choć trudno wtedy rozpoznać, że to akurat oni. Ich rozpoznasz dopiero gdy pogadasz z nimi poza biegową trasą – na urodzinach u znajomych, na weselu czy spotkaniu firmowym. Ich głównymi tematami są: własne starty, własne życiówki, własne cele biegowe, własne wspomnienia biegowe, sprzęt biegowy, odżywki, rozmowy na forach biegowych. Potrafią zanudzić każdego – od tłustego wujka Janusza z brzuchem jak dynia, aż po sportowca.

Sprawiają wrażenie jakby całkowicie pozbawieni byli empatii – myślą jednokierunkowo, do wszystkich adresując te same tematy, w tej samej formie przekazu. Nie zastanawiają się nad tym czy kogoś te biegowe opowieści interesują czy nie – każdy musi ich wysłuchać. Bo przecież czyż nie ma lepszego tematu na 5min przed wybiciem północy w Sylwestra niż opowiedzenie o swoich dolegliwościach żołądkowych na 35km maratonu w Berlinie? Tak – to nie przykład wzięty z rękawa, ale z imprezy sylwestrowej w 2009 roku, którą zepsuł mnie i moim znajomym pewien biegowy maniak, którego pod koniec imprezy nikt już nie mógł słuchać. Na nieszczęście takich imprez przeżyłem znacznie więcej, a najgorsze były te (o zgrozo), w których uczestniczyli sami biegacze. To był dla mnie istny Armagedon – non stop gadanie o bieganiu i wszystkim co z nim związane. Dla niektórych może to było fajne i jakoś jednoczące – mnie to jednak po prostu męczyło i zaczęło również rodzić wątpliwości – czy biegacze zawsze muszą nawijać o jednym i tym samym? Oczywiście na tego typu spotkaniach takich tematów się nie uniknie, bo bieganie to przecież duża część naszego życia, ale jeśli przez bite 6 czy 7 godzin nie schodzi się tematycznie w inne obszary to coś już jest nie tak…

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKochasz psiaki? Chcesz im pomóc biegając? Oto nowy, najlepszy sposób!
Następny artykułTruskawki – dlaczego biegacze powinni je jeść?
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.