Biegacz – psychol, który musi wszystko opisać na fejsie

Marathon

Jeden z naszych czytelników zadał nam dzisiaj pytanie – dlaczego biegacze tak bardzo emanują swoim bieganiem? Dlaczego wciąż wrzucają fotki na fejsa, chwalą się wynikami i zdają sprawozdanie z każdego treningu i z każdych zawodów? Jak sam stwierdził poirytowany – każdy biegacz to chory psychol, który musi wszystko opisać na fejsie. Oczywiście nie omieszkał dodać, ze sam nie biega i bieganiem się brzydzi… Pytanie i stwierdzenie tego pana wydało nam się o tyle cikawe, że odpowiadamy na nie publicznie (na wypadek gdyby któryś z biegaczy nie wiedział po co wrzuca swoje treningi na fejsbunia;)

Otóż drogi Panie Wzburzony Czytelniku.

Bieganie to nie tylko przebieranie nogami i codzienne pokonywanie kilometrów. Ktoś kto to robi regularnie i ktoś kto to pokochał zapewne wie, że bieganie to cały styl życia. To kompilacja przemian jakie zachodzą w człowieku, tysiące różnych, często wzruszających historii. Bieganie to często ucieczka od szarej codzienności i sposób na pozanie samego siebie. My – biegacze nie biegamy tylko po to aby schudnąć czy zrobić formę.

My poprzez bieganie wyrażamy siebie – pomagamy naszym marzeniom rozwijać skrzydła i dajemy sobie (czasami tylko iluzoryczne) poczucie wolności. To taki nasz efemeryczny czas, który jest tylko dla nas – czas, w którym stajemy twarzą w twarz z naszymi myślami i problemami. Wtedy właśnie wydzielają się endorfiny, a my stajemy się szczęśliwsi czym wprawiamy w zdumienie kanapowców, bo przecież jak męczenie się może dawać radość? A no może i to nie mniejszą niż obżeranie się przed telewizorem.

Dlaczego więc dzielimy się tym wszystkim w Intrernecie? To proste. W obecnych czasach sieć jest dobrą przestrzenią dla tych, którzy chcą pokazać innym, że ich życie to coś więcej niż tylko praca, jedzenie i spanie. Sieć to przestrzeń niezwykle utylitarna dla wszystkich, którzy mają poukładane w głowie. To miejsce gdzie możesz podzielić się swoim treningiem ze znajomymi, których znasz, a do których masz bardzo daleko. Warto ją mądrze wykorzystać!

Podam na swoim przykładzie. Wystartowałem w półmaratonie i zająłem 2 miejsce w OPEN. Dla mnie bomba i chcę tą informację przekazać znajomym. Jeden post załatwia sprawę – ja się pochwaliłem, ludzie to docenili – normalna sprawa. Gdybym nie miał Internetu? Mógłbym podejść do paru kumpli biegaczy i powiedzieć im o tym oraz przejść się po sąsiadach z tą wieścią – tyle, że 99% z nich nie wie nawet co to jest półmaraton… Czy więc nie warto napisać o tym na głupim fejsie? Tu nawet nie chodzi o przechwalanie się, ale o fajną szybkość wymiany informacji. Technologia, którą warto wykorzystać i zapewniam Was – gdyby w XIX wieku powstał jakiś ultra szybki system przekazywania telegramów, to ludzie też by z tego korzystali, a Hrabia Antoni spod Suwałk znacznie częściej kontaktowałby się z krasną białogłową z dworku pod Krakowem. Taki telegramowy facebook… Normalna, ludzka rzecz:)

Mamy czasy jakie mamy i upublicznianie swojego biegania nikogo nie powinno dziwić. Lubię gdy po weekendzie wiem, że znajoma z Białegostoku zrobiła fajny wynik w maratonie, a kolega ze Szczecina pobiegł swój pierwszy maraton. Dla wielu takie informacje to bzdety – dla mnie jest to ciekawe i pewnie gdyby nie posty o wielu dokonaniach nie dowiedziałbym się wcale. Rozumiem jednak rozgoryczenie osób, które nie biegają, a którym takie posty zalewają tablice – no cóż, w obecnych czasach mogę przyznać tylko jedno – jeśli nie biegasz, a masz dużo znajomych biegaczy i profil na fejsie… to masz przesrane:)

Na koniec taka uwaga – mogę zrozumieć wzburzenie gdy widzi się jak ktoś wrzuca po 10 postów dziennie z opisem każdej czynności, każdego posiłku i każdego oddania moczu. Są tacy ludzie i nie znoszę ich. Na ogół jednak ludzie nie przeginają – dzielą się wrażeniami ze swojej pięknej pasji z innymi i miło się to ogląda. Ja przynajmniej wolę obejrzeć 10 postów w tygodniu na temat biegania niż setkę zdjęć dziecka dodanych jednego dnia… Prawda jest brutalna, a biegacze to bardzo specyficzni ludzie. Nawet ich fotki profilowe są często z zawodów (niektórzy pytali mnie czy ma to sens) – tak ma to sens, bo jeśli biegam to chcę to innym pokazać, bo jest to powód do dumy. Gdybym nie trzymał moczu to nie wrzuciłbym profilówki z pieluchą,  a gdybym miał problemy z erekcja to nie wrzuciłbym fotki, na której trzymam opakowanie viagry. Jeśli biegam to wrzucam fotkę z biegu – to mnie w jakimś stopniu wyróżnia w społeczeństwie i jestem z tego dumny. Proste prawda?

Każdemu kto temat rozumie – życzę wielu wspaniałcyh zdjęć z biegów i treningów – dzielmy się nimi w granicach rozsądku i cieszmy się pięknymi wspomnieniami. Tym, którzy tego nie rozumieją lub dopiero próbują zrozumieć – polecam przeczytać jeszcze raz to wszystko co napisałem albo… zacząć biegać:)

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAyana Almaz z nowym rekordem świata na 10000m!
Następny artykułPiekło Czantorii – biegowe wyzwanie ;)
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.