Biegacz w Święta – jak je spędzić by nie przytyć?

Już za chwilę Święta Bożego Narodzenia. Dla biegacza to szczególny czas, ponieważ staje wtedy przed sporym wyzwaniem jakim jest – utrzymanie stałej wagi pomimo obecności świątecznych smakołyków. Niby jest to okres po sezonie i roztrenowaniu. Niby najbliższe ważne starty dopiero za kilka miesięcy, ale jednak przybranie na wadze zawsze jest dla biegacza powodem rozterek. My już tacy jesteśmy – lubimy trzymać stałą, biegową masę ciała. Temat był już wałkowany wielokrotnie – dlatego przypominamy najważniejsze zasady jakimi powinien kierować się świąteczny biegacz aby po Świętach wciąż wyglądać jak biegacz, a nie jak kulomiot. W każdym punkcie dodajemi informację ile kalorii można spalić lub oszczędzić dzięki rozsądnemu świętowaniu. 

 

Zwiększ ilość kilometrów

- REKLAMA -

To najważniejsza zasada biegania w Święta. Nie ważne jak i nie ważne gdzie – jeśli chcesz po Bożym Narodzeniu cieszyć się niską masą ciała – powinieneś biegać więcej niż normalnie. Nie patrz w tym momencie na plany treningowe – w te 3 dni świętowania po prostu musisz zwiększyć kilometraż. Najlepiej treningi wykonywać rano i niech trwają one od 1,5 do nawet 2h – oczywiście wykonuj je na niskiej intensywności w I zakresie! W ten sposób spalisz od 1000 do nawet 2000 kalorii dzięki czemu świąteczne jedzonko nie odłoży Ci się w postaci niechcianego tłuszczu.

 

Próbuj wszystkiego z umiarem

Wielka ilość smakołyków na świątecznym stole potrafi przyprawić o zawrót głowy. Nie musisz się jednak martwić i rezygnować z połowy potraw. Możesz spróbować wszystkiego, ale z umiarem! Nie ładuj w siebie jak w śmietnik tego co Ci akurat zasmakowało, bo kolejne potrawy tylko przeciążą Twój żołądek. Jedz z apetytem różne potrawy, ale staraj się liczyć kalorie – Twój bilans powinien być jak najbardziej bliski zeru – wtedy też masz najmniejsze szanse, że przytyjesz. Dzięki takiej strategii możesz oszczędzić 600-700 kalorii podczas jednej biesiady.

 

Uważaj na alkohol

Jedną z głupszych polskich tradycji świątecznych jest to, że trzeba żłopać wódę. Zdecydowanie jej odradzamy, ponieważ nie dość, że sama w sobie nie ma żadnej wartości, to jeszcze dostarcza sporej ilości kalorii. 0,5l wódki dostarcza ponad 1100 kalorii, a do tego powoduje, że jesteś sponiewierany i spity jak messerschmitt, a kolejnego dnia masz gwarantowany trening z kacem. Tymczasem butelka białego lub czerwonego, wytrawnego wina to zaledwie 450 kalorii czyli ponad dwa razy mniej. W dodatku jest zdrowsze i nie jesteś po nim spity do nieprzytomności. Co do piwa – generalnie jesteśmy zwolennikami kufelka złocistego napoju od czas do czasu, ale w Boże Narodzenie odradzamy, ponieważ bardzo wzmaga apetyt, a wtedy nie trudno o utratę kontroli nad tym co jemy.

Oszczędzasz 650 kalorii.