Biegacze – wypierd…ć do parków! Tam organizujcie sobie zawody!

Blokowanie ulic przez biegaczy podczas biegów masowych od dawna budzi mieszane uczucia. Irytacja kierowców, którzy chcą się przemieścić z jednego punktu do drugiego z roku na rok zyskuje na sile. Efekty widać choćby w postaci pomyj jakie są wylewane na biegaczy, zwłaszcza w sieci. Wśród komentarzy nacechowanych największym poziomem frustracji królują apele o przeniesienie imprez do parków miejskich czy wręcz za miasto przy czym wiele z nich ma formę taką jaka jest w tytule tego tekstu, tyle, że… bez cenzury. Zdaniem wielu rozwiązałoby to problem, a i dla organizatorów byłoby to łatwiejsze przedsięwzięcie. Czy aby na pewno?  

Dziś chciałbym Wam przybliżyć jak w praktyce wygląda organizacja takiego dużego biegu w miejskim parku. Jako, że obejmujemy patronatem medialnym wiele takich imprez w Polsce chcielibyśmy się z Wami podzielić kilkoma spostrzeżeniami jak to wygląda w praktyce.

Problemy zaczynają się już na etapie znalezienia odpowiedniego miejsca do przeprowadzenia imprezy – to znaczy odpowiedniej wielkości parku. Większość zielonych miejsc w polskich miastach ma niedużą powierzchnię i o ile wytyczenie w nich kilkukilometrowej trasy, to jeszcze nie problem, o tyle 10km, półmaraton czy maraton to już często wyzwanie graniczące z cudem. Malkontenci powiedzą w tym momencie – zaraz, zaraz, przecież można zrobić kilka pętli i po sprawie. Teoretycznie tak, o ile startujących jest niewielu. Przy dużej liczbie uczestników zaczyna się chaos i niezliczona ilość dubli, które utrudniają bieg, a co za tym idzie uzyskanie dobrego wyniku. Wyobraźmy sobie teren poznańskiej Cytadeli – największego z poznańskich parków, teren ponad 100ha. Wydawać by się mogło, że na takiej powierzchni wytyczenie 10 czy 15km trasy to bułka z masłem tymczasem jak pokazują realia – już 5km trasa wymaga dużego kluczenia po parkowych alejkach. Pół biedy jeśli miasto ma w swoim zasięgu jakiś zbiornik wodny, który można okrążyć bez potrzeby kluczenia – tutaj jednak dochodzi aspekt zaplecza, które nadawałoby się na strefę startu/mety, Biuro Zawodów, itp.

- REKLAMA -

Do tego wszystkiego dochodzą problemy w przypadku gdy trasa przebiegnie kawałek poza obrysem parku i niezbędne jest przekroczenie drogi publicznej – wtedy zaczyna się typowa polska biurokracja, pozwolenia, zabezpieczenia, formalności – nawet jeśli to tylko kilkadziesiąt czy kilkaset metrów…

No, ale ok – przyjmijmy, że znaleźliśmy idealny park z 10km trasą i chcemy tam przeprowadzić imprezę. Oto moment w którym często można się przekonać, że nie jest to jednak takie proste. Organizatorzy są często odsyłani od urzędu do urzędu, bywa, że nie do końca wiadomo kto jest odpowiedzialny za udzielenie pozwolenia na przeprowadzenie imprezy. Najczęściej są to oczywiście lokalne Zarządy Zieleni Miejskiej, ale bywa, że część trasy przechodzi przez teren prywatny np. jakiś ośrodek sportowy czy teren kościelny. Oczywiście można spróbować to „olać” i poprowadzić tam trasę „na dziko”, ale jeśli myśli się o swojej imprezie perspektywicznie, to jest to raczej kiepski pomysł, bo administratorzy tychże miejsc mogą w przyszłości robić duże problemy.

Warto, a nawet trzeba też zwrócić uwagę czy trasa naszego biegu, który prowadzi terenami Zieleni Miejskiej nie wkracza nagle na teren… Lasów Państwowych. Tak, to nie żart. Często bywa, że lasek, który my uznajemy za miejski park jest tak naprawdę administrowany przez lokalne nadleśnictwo. I tutaj potrzebne jest kolejne pozwolenie od nadleśniczego, który w większości przypadków nie będzie robił żadnych problemów, ponieważ LP od pewnego czasu same promują bieganie w polskich lasach.

Po wielu przebojach z urzędami otrzymujemy wreszcie pozwolenie/pozwolenia na przeprowadzenie imprezy biegowej w naszym wymarzonym parku. No i teraz albo nam szczęście dopisze i możemy to zrobić bezpłatnie albo… szykujemy kwotę od kilkuset po kilka tysięcy złotych. Tak – odpowiadam na pytanie wszystkich zdziwionych. Masowe bieganie po parku nie jest przeważnie darmowe i trzeba się często liczyć z niemałymi kosztami administracyjnymi. Np. na poznańskiej Malcie płaci się podwójnie – jedna opłata idzie dla Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji, a druga dla Malta Ski przy założeniu, że planujemy trasę dookoła jeziora. Są to koszty kilku tysięcy złotych na które nie każdy organizator może sobie pozwolić…

No dobrze – mamy już załatwione wszystkie pozwolenia, wniesione opłaty i kaucje (te ostatnie to opłaty zwrotne po odbiorze terenu – administrator musi sprawdzić czy oddajemy park w takim stanie w jakim został nam przekazany – koszt od kilkuset złotych do kilku tysięcy).

Należy pamiętać również o wjazdówkach do parku, które ustrzegą Cię od założenia przez Straż Miejską blokady. Jeśli jednak myślisz, że dostaniesz tyle wjazdówek ile potrzebujesz, to się możesz przeliczyć. Administratorzy poznańskiej Cytadeli potrafią wydać zaledwie kilka wjazdówek na imprezę liczącą tysiąc uczestników i na nic tłumaczenia, że auta na takiej imprezie to pomiar czasu, dostawcy sprzętu, toi-toje, partnerzy, catering, itp. Zaparkuj kilometr od parku i nieś namioty, kible, scenę i bramki na plecach albo przywieź sobie taczką… Ich to nie obchodzi, nawet pomimo tego, że płacisz za dzierżawę.

Mamy więc to wszystko zatem stajemy się więc pełnoprawnymi klientami, a raczej najemcami danego terenu. Jakie świadczenia mamy w ramach wniesionej opłaty i czy takie pozwolenie upoważnia nas do ogrodzenia parku i zrobienie w nim naszej prywatnej imprezy? Nie mamy żadnych świadczeń, a po parku, a konkretnie po trasie naszego biegu mogą sobie chodzić spacerowicze, jeździć rowerzyści i… albo zejdą albo nie zejdą. Wszystko zależy od naszej organizacji i szczęścia czy trafimy na ludzi, którzy okażą się przyjaźnie nastawieni i będą kibicować czy na zbulwersowanych ignorantów, którzy stwierdzą, że park jest dla wszystkich i każą Ci spier…ć. Takie sytuacje mają miejsce bardzo często i bądź tu człowieku mądry – na ulicach nie można, w parkach nie można, w lasach za miastem również bywały protesty, że biegacze swoim bieganiem płoszą zwierzynę – no to w takim razie gdzie? Ktoś ma jakiś pomysł?

Jak widać pozwolenie na organizację biegu w parku nie daje nam praktycznie nic, a jedynie zabezpiecza na wypadek skarg (których jest zawsze mnóstwo). Wtedy jako najemcy jesteśmy prawnie zabezpieczeni.

Koniec imprezy, można odetchnąć z ulgą… Nie tak szybko! Czas posprzątać cały teren, ściągnąć oznaczenia i pozbyć się wszystkiego czego przed biegiem nie było. Na ostatnim Biegu Kobiet w Warszawie firma wynajmująca przenośne toalety przyjechała dopiero na drugi dzień. Organizatorzy byli już na oku bezwzględnej urzędniczki, która z zegarkiem w ręku czekała kilka godzin aż samochód przyjedzie i kibelki zabierze. Samochód przyjechał do godz. 16:00, gdyby przyjechał pół godziny później – organizatorzy musieliby zapłacić karę wynoszącą 200% dziennej stawki wynajmu czyli w przypadku Parku Szczęśliwickiego – 7000zł!

A jak urzędniczka jest bardzo wredna i sfrustrowana (co w praktyce zdarza się bardzo często) – każe Ci jeszcze sprzątać śmieci, które nie pochodzą z Twojej imprezy. Załóżmy, że Twój bieg skończył się w niedzielę i do godz. 15:00 zostały uprzątnięte wszystkie śmieci. Na drugi dzień zjawia się Pani Urzędnik i stwierdza, że w miejscu gdzie znajdowała się meta są śmieci. Kłaniasz się zatem nisko w pas, zakładasz rękawiczki i idziesz zbierać – butelki po wódce, wyblakłe etykiety po śledzikach w paczce czy też zużyte prezerwatywy. Nieważne, że to śmieci z nocnej libacji meneli, która odbyła się kilka godzin po Twojej imprezie. Masz posprzątać i koniec. Ot takie polskie kuriozum – wszystko byle uderzyć w przedsiębiorcę, czyt. organizatora, który przecież zarabia miliony w mniemaniu organów administracji państwowych.

Gdy otrzymasz podpis Pani Urzędnik możesz już spać spokojnie, ale jeśli wciąż Ci mało adrenaliny i emocji – poczytaj wieczorem komentarze co spacerowicze sądzą o zorganizowanej przez Ciebie imprezie. Wtedy dopiero widzisz co dla ludzi znaczyły Twoje pozwolenia. Z ulic Cię przegoniono, z parku każą Ci wypier..ć, to teraz masz czas do kolejnej edycji zastanowić się gdzie przeprowadzić bieg aby nikomu nie przeszkadzać. Możesz spróbować na Księżycu o ile akurat nie będzie tam Polaków na misji, którzy stamtąd również każą Ci wypier..ć. I tym kosmicznym akcentem kończę dzisiejszy tekst, który mam nadzieję otworzy oczy tym wszystkim, którzy uważają, że przeniesienie biegów masowych do parków to najlepsze z możliwych rozwiązań.

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBieg Kobiet w Warszawie – tłum różowych bab, które nie potrafią biegać
Następny artykułObóz biegowy w Grecji z trzecią zawodniczką Spartathlonu!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.