Pierwsze zawody w sezonie już za nami. Padło wiele życiówek, bo pogoda jest całkiem sprzyjająca, nie obyło się oczywiście bez wielkich emocji, ale też bez wielkich rozczarowań spowodowanych zachowaniem wielu biegaczy i biegaczek na starcie. Nasi czytelnicy są rozgoryczeni, ponieważ wielu z nich miało przez to niemałe problemy, ale do rzeczy.

“Żeby mieć lepsze zdjęcia”

Na wielu biegach są wyznaczone strefy startowe, na wielu niestety takich stref nie ma. I wtedy właśnie najczęściej pojawia się problem. Biegacz, który ledwo łamie godzinę na 10km ustawia się tuż za elitą, a biegaczka, która chce zaliczyć półmaraton w 2:30 ustawia się za pacemakerami na 1:30 aby mieć ładne zdjęcia… Podobnych przypadków jest mnóstwo, a biegacze nic sobie z tego nie robią. Efektem jest oczywiście zator, bo przecież 4:15/km dla biegaczki biegającej 7:00/km to po prostu sprint. Egoiści cieszą się i machają do obiektywów, a ci, którzy chcą się ścigać tracą cenne sekundy omijając ich. Ostatnio nawet gdy zapytałem znajomą wprost – dlaczego pcha się do pierwszej linii skoro biega w tempie keczupu spływającego po ściance słoika, odpowiedziała – “żeby mieć lepsze zdjęcia, a jak komuś coś nie pasuje, to jego problem”. Żeby nie było – szanuję wolnych biegaczy, ale chyba nie takich…

Kary made in Gdynia

Nieco lepiej jest w przypadku gdy organizator zapewnił wspomniane wcześniej strefy startowe. Wówczas następuje większy porządek, ale także wtedy ma miejsce ładowanie się do nieswoich stref. Przeważnie konsekwencji takich zachowań nie ma. W tym roku organizatorzy połówki w Gdyni postanowili nakładać 3 minutowe kary za start z nieswojej strefy. Pomysł może i niezły, ale przy tylu tysiącach uczestników – dla najwolniejszych biegaczy (oczywiście pozbawionych skrupułów) i tak będzie to opłacalne. 3 minuty im odejmą, a 10 minut zyskają. Taki polski bilans zysków i strat.

Przemoc nie jest rozwiązaniem, ale po co ryzykować?

Problem wbijania się na czoło biegu jest znany od lat. Tuż za elitą widzimy młodych, średnio sprawnych ludzi, widzimy kobietki z wózkami czy też weteranów, którzy kiedyś biegali 3 godziny w maratonie, a teraz biegają 4 godziny i nie zamierzają z tego powodu przesunąć się dalej. Większość patrzy tylko na czubek własnego nosa dlatego apeluję – każdy z nas ma inne priorytety: jeden biegnie żeby ukończyć w limicie, inny biegnie żeby nabiegać życiówkę, jeszcze inny biegnie aby mieć mnóstwo zdjęć, bo 50zł opłata startowa to lepsza cena niż 500zł za wynajęcie personalnego fotografa;) Tak więc Panie i Panowie kultura przede wszystkim, inaczej może zdarzyć się tak jak na jednym z poznańskich maratonów gdzie w strefie dla zawodników tuż za elitą ustawił się grubasek z numerem startowym oznaczonym strefą ostatnią. Ktoś mu zwrócił uwagę, grubasek kazał mu spierdalać. Ktoś dał grubaskowi z liścia. Efekt – fajne fotki z czołówką biegu, ale z pręgą na ryjku. Oczywiście nie popieram przemocy, ale uważajmy na siebie i bądźmy dla siebie życzliwi choćby robiąc miejsce szybszym kolegom.

Więcej o zasadach kulturalnego biegania poczytacie TUTAJ

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here