Biegaczu – nie startuj bez sensu gdzie popadnie!

W jakich biegach startują Polacy? We wszystkich? A konkretniej? We wszystkich jakie się tylko pojawią w ich okolicy. To niesamowite, a zarazem nieco dziwne zjawisko powoli zaczyna rosnąć. Nie ważne jakie miasto czy miasteczko organizuje bieg, nie ważne jaki dystans, formuła czy nagrody – na start zawsze znajdą się chętni. Z jednej strony super – to w końcu najlepsza promocja biegania jaką sobie można wyobrazić. Z drugiej strony – sprawa nieco beznadziejna, bo sporo biegaczy startuje w takich biegach tylko dlatego… że są. Jest półmaraton w mojej okolicy to wystartuję. Co prawda jest czerwiec i nie jestem gotowy, bo dopiero w lipcu miałem debiutować na 10km, ale co tam – zorganizowali, to trzeba pobiec. I tu właśnie wychodzi całkowity brak odpowiednio zaplanowanej strategii startowej przez większość biegaczy.

Spontaniczny bieg bez przygotowania, czyli porażka!
No dobra – nie każdy musi podchodzić do biegania śmiertelnie poważnie i każdych zawodów traktować jak wielkiego wyzwania. To jest kwestia zrozumiała. Wielu biegaczy i biegaczek postępuje jednak w bardzo nieracjonalny sposób – biegają totalnie spontanicznie, startują gdzie popadnie, a jak już startują – koniecznie chcą bić życiówki. Bez względu na to czy jest to dopiero początek sezonu, wakacje czy okres roztrenowania.

Takie nielogiczne zachowanie ma miejsce coraz częściej i jest niestety ściśle powiązane z poczuciem tożsamości regionalnej – mieszkam w danym miejscu to po prostu nie wypada abym nie wystartował w biegu, który tutaj organizują.

Jeśli traktujesz taki start jako luźny, turystyczny bieg czy mocniejszy trening to jeszcze pół biedy. Sytuacja komplikuje się gdy jesteś do tego biegu kompletnie nieprzygotowany, ale startujesz i ciśniesz na życiówkę, bo napędzają Cię emocje, endorfiny i poczucie konieczności pokazania się na swoich śmieciach. No i wtedy bywa tak – biegacz startuje w zawodach, uzyskuje bardzo kiepski jak na siebie wynik i zaczyna szukać przyczyny – może dzień nie taki, może złe ciśnienie, może noc nieprzespana? Tymczasem problem często tkwi zupełnie gdzie indziej i przeważnie jest błahy do rozwiązania – brak jakiejkolwiek konsekwencji w treningach plus bezsensowne starty w przypadkowych biegach.

Biegaczu nie startuj bez sensu!
Wyobraźcie sobie biegacza, który biega co kilka dni, czasami przebiegnie 10km na treningu w powolnym tempie, czasami pobiega 25km za miastem, innym razem zepnie się i zrobi 5km w granicach swojego rekordu życiowego. Niby biega w miarę regularnie, ale bez jakiegoś określonego planu. Startuje tam gdzie ma w miarę  blisko – bez znaczenia czy jest to 5km, 10km czy maraton. Ot po prostu – jak jest bieg to startuje. Ten sam biegacz nagle dowiaduje się, że w jego okolicy jest półmaraton w lipcu – bierze więc udział i biegnie… na życiówkę. Oczywiście cały bieg kończy się totalną porażką, a nasz bohater ledwo dociera do mety. Trudno ocenić takie zachowanie w kategorii rozsądku. To zwykła bezmyślność i strzał we własne kolano. Po co biegł skoro był nieprzygotowany? Po co biegł na życiówkę w lipcu? No i wreszcie – jeśli już chciał pobiec, dlaczego nie pobiegł turystycznie? Pewnych zachowań się nie zrozumie, a ilość osób, które na publicznych forach wylewają swe żale, że im nie poszło, bo… „coś tam” jest coraz więcej.

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBiegostajl.pl – Wyróżnij się z tłumu!
Następny artykułAkcja charytatywna „Biegnę dla Mateusza”!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.