„Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki” – Biegaczu uwierz w siebie!

Kiedyś biegałem inaczej niż teraz. Zawsze zależało mi na wyniku, ale nie umiałem się ścigać. Najlepiej się czułem gdy czołówka znikała mi z pola widzenia, a kilkaset metrów za mną nie było nikogo. Wtedy biegałem sam, spokojnie, swoim rytmem. Schody zaczynały się wtedy gdy ktoś mnie wyprzedzał lub gdy ja miałem przed sobą zawodnika, którego chciałem wyprzedzić. Zazwyczaj nie wytrzymywałem wtedy presji psychicznej i zaczynałem słabnąć. Bywało tak, że z pozycji 5-6 spadałem poza pierwszą dziesiątkę na ostatnich kilometrach tracąc szansę na podium w kategorii wiekowej. Udawało mi się to tylko wtedy gdy nie miałem wokół siebie przeciwników i mogłem biec spokojnie. To jednak nie było bieganie, które mnie satysfakcjonowało. Potrzebowałem zmiany, nie tyle w sposobie trenowania, ile w sposobie myślenia. I tak czekałem aż 13 lat…

 

Przełomowy półmaraton w Pszczewie

W tym roku startowałem nieco spontanicznie. Nie miałem ułożonego planu startów – po prostu biegałem tam, gdzie akurat przebywałem. Jednym z takich moich spontanicznych startów był majowy Półmaraton w Pszczewie – nieduży, lokalny i bardzo urokliwy bieg na pofałdowanej, lubuskiej trasie. Wystartowałem bez konkretnych planów, zarówno jeśli chodzi o wynik i miejsce. Od początku biegu trzymałem się pierwszej dziesiątki, byłem raz 8, raz 9 i ciągle się to zmieniało. Tempo nie było zbyt mocne i oscylowało w granicach 3:45-3:47/km. Biegłem w małej trzyosobowej grupie, a około 300 m przed nami biegł jeden zawodnik samotnie. Był to biegacz na pozycji 6, którego cały czas widzieliśmy. Czołowa piątka była już bardziej z przodu.

Biegnąc w tej swojej mini grupce nagle przypomniałem sobie, że w tym biegu nagradzana jest pierwsza szóstka w klasyfikacji OPEN. I wtedy coś się we mnie obudziło. Zacząłem w duchu zadawać sobie pytania – dlaczego pogodziłem się już z tym swoim 8-9 miejscem? Czy to jest wszystko na co mnie stać? Dlaczego znowu nie wierzę w siebie? W jednej chwili postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce (a raczej w swoje nogi) i postanowiłem rozpocząć ucieczkę z grupy i pościg za zawodnikiem z pozycji 6. Moi kompani początkowo trzymali się mnie, 7 km pobiegliśmy w 3:38. Dawali radę więc jeszcze bardziej przyspieszyłem. Tempo poniżej 3:30/km okazało się już dla nich za szybkie i powoli zaczęli zostawać z tyłu. Na 10 km byłem już na dość pewnej pozycji 7. Kiedyś pewnie pogodziłbym się z tym miejscem i w miarę komfortowo dobiegł do mety, licząc ewentualnie na miejsce w kategorii wiekowej. Tym razem jednak postanowiłem, że nie odpuszczę. Zacząłem samotną pogoń i walkę ze swoim odwiecznym brakiem wiary. Niesiony nową nadzieją zacząłem sukcesywnie zbliżać się do szóstego zawodnika. Koło 12 km minąłem go i zacząłem wypracowywać sobie bezpieczną przewagę. Gdy miałem go już 300 m za sobą – biegłem już nieco spokojniej, ale cały czas zaskoczony faktem, że wreszcie zdobyłem się na odwagę by walczyć. Mało tego, zacząłem nawet myśleć o dogonieniu zawodnika z pozycji piątej, którego widziałem na horyzoncie. Przyspieszałem, ale on najwyraźniej również przyspieszał. Postanowiłem więc skupić się na swojej szóstej pozycji.

 

Ostatni kilometr pod górę w 3:27 napewno by mi nie wyszedł gdyby nie
Ostatni kilometr pod górę w 3:27 na pewno by mi nie wyszedł gdyby nie to, że wreszcie uwierzyłem w powodzenie takich akcji:)

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKONKURS – ułóż wiersz i wygraj buty New Balance 880
Następny artykułMinimalistyczne buty biegowe New Balance MR00
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km – 35:19.