Biegaj głową – praktyczne wskazówki jak oszukać swój umysł w biegu

fot. thepersonaldevelopmentshow.com

Jak Ty wytrzymujesz biec kilka godzin? O czym wtedy myślisz? Nie nudzi Ci się? Te pytania padają często z ust, głównie osób niebiegających. I trudno się dziwić. Bieganie długich dystansów, a zwłaszcza maratonów to niebywałe wyzwanie dla psychiki. Znacznie większe niż dla ciała. Wtedy zaczynamy biec nie tylko nogami, ale i głową. I to od niej w dużym stopniu zależy uzyskany przez Ciebie wynik na mecie. A zatem, o czym myśleć, a o czym nie myśleć w trakcie długiego dystansu? Jak podchodzić do samego siebie i dlaczego nie powinno się traktować maratonu jako ponad 42km biegu?

 

Wiara w siebie już na starcie

Bez niej ani rusz. Jeśli stajesz na starcie biegu i powtarzasz sobie w myśli – na pewno mi się nie uda, jestem słaby, wszyscy są lepsi ode mnie – już przegrałeś. Takie nastawienie to pierwszy krok do porażki. A przecież przed Tobą nawet kilkadziesiąt tysięcy takich kroków! Jeśli dobrze się przygotowywałeś, to nie masz się czego obawiać. To jest w końcu coś, co robisz prawie codziennie – nic nowego. Inna sprawa gdybyś przez rok trenował tylko wioślarstwo i nagle ktoś dałby Ci rakietę do tenisa i kazał rozegrać mecz z Janowiczem. To by dopiero było ultra trudne wyzwanie, które niemal na 100% skazałoby Cię na porażkę. Ale bieg? Robisz to nie od dzisiaj, więc na pewno sobie poradzisz. I tak masz właśnie myśleć stojąc już na starcie. Szybsi ani wolniejsi nie powinni Cię w tym momencie interesować. Do momentu strzału startera musisz przyjąć postawę egoisty, który myśli tylko o sobie. Jeżeli zaczniesz zbyt przejmować się poziomem sportowym innych – polegniesz.

 

Początek biegu i 3x14km

Strzał z pistoletu – zaczynasz biec w wielokolorowym tłumie. Przed Tobą 42km, długiej i meczącej trasy… Nie prawda! Teoretycznie jest to 42km, ale przecież nie trzeba o tym myśleć w ten sposób. Przypomnij sobie jak przygotowywałeś się do tego maratonu. Czy zawsze na początku miesiąca mówiłeś sobie – o nie… przede mną 300km treningów, to przecież odległość jak z Warszawy do Gdańska! Nie myślałeś o tym w ten sposób, prawda? Skupiałeś się na najbliższym treningu, który miałeś wykonać – wtedy było łatwiej. I tak powinieneś myśleć teraz. Przed Tobą nie 42km biegu, ale po prostu 3 standardowe 14km treningi jakie zwykłeś często biegać. Nic prostszego, prawda? To prosta sztuczka, małe oszustwo umysłu, które stosuje wielu maratończyków i dzięki temu jest im łatwiej. Sam również to praktykuję i zapewniam Was – działa.
Doskonale sprawdza się też opisywana już kiedyś przeze mnie psychologia powrotu. Na maratonach rzadziej ma to miejsce, ale na półmaratonach, piętnastkach i dziesiątkach już tak. Chodzi o trasę, która wiedzie do półmetka do określonego punktu, po czym mamy agrafkę i wracamy tą samą trasą na miejsce startu. To chyba najlepsze, co organizatorzy mogą zafundować naszej psychice – od połowy dystansu czujesz, że już wracasz. Nie myślisz o tym jak daleko jeszcze zostało, ale widzisz ubywające kilometry. Jeśli dołożyć do tego widok zawodników biegnących dopiero w pierwszą stronę – to mamy już solidny zastrzyk motywacji, który na pewno pomoże.

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułOznaczenie ma znaczenie
Następny artykułWystarczy chcieć, czyli od łamagi do maratończyka
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.