Bieganie nie jest takie jak myślisz. Oszukujesz samego siebie.

Czasami odnoszę wrażenie, że nieco zbyt mocno idealizujemy sami siebie czyli biegaczy. Nasz zdrowy sposób podejścia do życia, umiejętność sprytnego wplatania pasji w codzienność i niezwykłe zdolności planistyczne – myślę tu oczywiście o planowaniu startów. Taki współczesny biegacz czy biegaczka to dla wielu ucieleśnienie tych cech, które powinien mieć współczesny człowiek. Coś w tym jest i ja tak myślałem również przez wiele lat tkwiąc myślami w mocno wyrzeźbionym stereotypie, że nic tak nie kształtuje charakteru i formy jak bieganie. Po wielu latach przyjąłem z pokorą na klatę fakt, że się myliłem. Tytuł jest może nie

Stereotypy, stereotypy i jeszcze raz stereotypy – one nieprzerwanie władają ludzkimi umysłami, moim również. Wciąż słyszymy o tym jak bieganie wspaniale rozwija, jak zmienia człowieka, jakim jest fantastycznym lekiem na różne problemy codzienności. Otóż nie – po części tak jest, bo sami w to bardzo mocno wierzymy lub przynajmniej chcemy wierzyć. Ufamy w magiczną moc biegania, bo czujemy się po nim fantastycznie, ale wracając z treningu – wracamy do swoich problemów. Nawet jeśli w trakcie biegania przyszła nam jakaś błyskotliwa myśl, która później okazała się na tyle odkrywcza, że rozwiązała nurtującą nas sprawę, to tylko dlatego, że mózg był lepiej dotleniony. Przecież taka sama myśl mogłaby się pojawić w trakcie jazdy na rowerze czy na łyżworolkach. My tymczasem przypisujemy wszystko bieganiu. Ok, ono pomaga i to bardzo, ale gdy słyszę autorytarne stwierdzenia jakie padają z ust biegaczy, że nic tak nie rozjaśnia umysłu i nie rozwiązuje problemów jak bieganie, to odnoszę wrażenie, że my biegacze – patrzymy zbyt konserwatywnie na pewne sprawy. Ileż to razy w ciągu swoich kilkunastu lat biegania spotkałem się z ignorancją biegaczy wobec innych dyscyplin? Ileż to razy usłyszałem, że bieganie jest wysoko ponad inne sporty, bo wymaga najtwardszego charakteru? Palców u rąk na pewno by mi nie starczyło by to policzyć i tak się teraz zastanawiam – dlaczego tak jest?

Pewna dziewczyna zaczęła biegać, biega już 3 miesiące, wzięła udział w paru biegach, schudła parę kilogramów i nagle ogłasza światu, że jest kimś zupełnie innym, że jest odmieniona, że inaczej patrzy na świat, że dostrzega rzeczy, których wcześniej nie widziała. Mijają kolejne 3 miesiące – dziewczyna przestała biegać, bo się jej znudziło… A przecież takich przypadków jest mnóstwo! To kolejny mit, który mówi, że bieganie zmienia każdego człowieka. Bzdura – bieganie potrafi rozruszać każdego i dać efemeryczny zastrzyk szczęścia, ale nie każdego potrafi przy sobie zatrzymać na zawsze, a tym samym zmienić go w kogoś innego. Czy zatem nasze prostolinijne myślenie o bieganiu jako idealnej dyscyplinie sportu nie jest trochę na wyrost? Czy nie powinniśmy zacząć myśleć o nim jak o jednej z wielu aktywności, którą jedni mogą się pochłonąć bez reszty, a dla innych może być tylko epizodem? Trudno przejąć taką samokontrolę nad umysłem, który pokonuje z nami tysiące kilometrów, ale nie jest to niemożliwe.

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWystartował cykl CITY TRAIL!
Następny artykułAndrzej Radzikowski zwyciężył w Spartathlonie
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.