Bieganie przyczyną rozwodu? Niestety coraz częściej…

Bieganie łączy ludzi. Tak zwykło się mawiać i jest w tym dużo racji. Czasami jednak wydaje się, że bieganie potrafi również skutecznie ludzi podzielić. Nie tylko na tych, którzy biegają i nie biegają, ale również na tych, którzy rozumieją ideę biegania i tych, którzy jej nie rozumieją lub co gorsza – nie akceptują. Taki stan rzeczy bywa często powodem niemałych spięć – zwłaszcza w małżeństwach czy układach partnerskich, w których jedna osoba bieganie kocha, a druga go nienawidzi. Takie spięcia mają często nieprzyjemny finał…

 

Kasia – biegiem do sądu…

- REKLAMA -

Katarzyna była w związku od 15 lat. Do tej pory była po prostu typową matką Polką – pranie, prasowanie, zajmowanie się dziećmi, z czasem też praca zawodowa i całkowity brak zainteresowań. Wyjście od czasu do czasu do kina całą rodziną było jej jedyną rozrywką. Po latach stagnacji, nudy i marazmu – Kasia zaczęła biegać. Z czasem pokochała to tak bardzo, że zapisała się do lokalnej grupy biegowej, zaczęła uczestniczyć w zawodach i stało się to jej prawdziwą pasją. Nadal robiła to co wcześniej – pracowała i dbała o dom, ale już jako kobieta pełna nowej energii i optymizmu. Niestety nie miała ani trochę wsparcia od męża, który od początku uznawał jej hobby za zwykłe fanaberie – mawiał często, że jej „na starość” odbiło, że przynosi tylko wstyd przed sąsiadami i że lepiej aby się nie wygłupiała. Takie teksty stały się codziennością, a Kasia z coraz większą niechęcią wracała do niego po treningu. Minęło kilka lat, a sytuacja się nie poprawiała. Dzieci już dorosły i wyprowadziły się. Mąż się roztył i tkwił w swoich nałogach dbając tylko o swoją firmę, wciąż gardząc sportem. Pewnego dnia Kasi udało się zdobyć swój pierwszy puchar w kategorii K40 za 3 miejsce w półmaratonie. Uradowana wróciła do domu, w którym akurat byli goście – z dumą pokazała swoje trofeum, po czym usłyszała od Marka (jej męża) – „co, dali ci puchar za robienie z siebie idiotki na ulicy?” Wtedy coś w niej pękło, nie potrafiła już dłużej tego ciągnąć i wszystko zakończyło się rozwodem (imiona zmienione red. na życzenie opisywanej osoby)

 

Znajomi – pełni rozterek i kryzysów

Ta nieco przygnębiająca historia pokazuje jak może zakończyć się brak akceptacji pasji drugiego człowieka. Tym bardziej, jeśli ta pasja niczego nie burzy, nie zakłóca funkcjonowania związku, nie rzuca cienia na kształtowanie i wychowanie dzieci. Totalna ignorancja jednej ze stron, brak wsparcia czy wreszcie wyśmiewanie musiało się źle skończyć. Oczywiście w oczach wielu staromodnie myślących Polaków – wszystko wyglądało tak – facet żył sobie spokojnie, nikomu nie wadził, aż tu nagle jego żonie odbiło, zaczęła latać nie wiadomo gdzie, po czy zażądała rozwodu. Tak to często jest postrzegane, ale możecie mi wierzyć – znam sporo kobiet, które przeżywają podobne sytuacje i kryzysy. Pewnie nie ma dokładnych statystyk jak dużo jest biegaczek (i biegaczy) po rozwodach, ale zapewniam Was – jest ich całe mnóstwo. Wśród moich biegających znajomych naliczyłem prawie 20 osób, które są po rozstaniach i kolejne tyle, które mają poważne kłopoty w małżeństwach i związkach. O tylu wiem, a ilu cierpi z tego powodu w milczeniu? To pewnie tylko wierzchołek góry lodowej – góry zbudowanej głównie ze staroświeckich stereotypów…

A skąd wiem, że tak jest? Nie wiem jak jest w przypadku innych redaktorów, ale w moim przypadku często bywam traktowany nie tylko jako dziennikarz, ale również jako powiernik ludzkich problemów, zarówno biegowych jak i tych nie do końca z bieganiem związanych. Z moich obserwacji wynika również, że kobiety mimo wszystko mają o wiele trudniej od mężczyzn. Biegający panowie mają wprawdzie często żony, które nie lubią biegać, ale częściej widać tutaj jakieś wsparcie – kibicowanie na trasie czy też pomoc w treningach. Panie bardzo często jeżdżą na zawody same lub tylko z biegowymi znajomymi.

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzy bieganie po asfalcie naprawdę szkodzi stawom?
Następny artykułArtur Kozłowski – Mistrzem Polski w biegu ulicznym na 5km
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.