Biegi ultra – ratunek dla wolniejszych biegaczy (ad vocem tekstu „Ultramaratony są dla cieniasów”)

We wrześniowym numerze magazynu „Bieganie” ukazał się artykuł, w którym autorka w dość kontrowersyjny dla wielu sposób wyraziła się o biegaczach ultra, jako tych, którzy idą na łatwiznę, bo nie stać ich na dobre wyniki na krótszych dystansach. Nazywając ich „cieniasami” wywołała małą burzę w sieci. Czy jednak to wzburzenie było słuszne?

 

Ultra – Twoja szansa na „sukces”

Dzisiaj chciałbym się odnieść do tego tekstu, ponieważ problematyka, którą poruszyła autorka wydała mi się bardzo ciekawa. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jakakolwiek próba wrzucenia biegaczy do jednego worka zawsze skończy się niepowodzeniem. Stereotypowe podejście do biegaczy, tudzież większa lub mniejsza generalizacja ich jako społeczności nie ma sensu. Biegacze lubią gadżety – większość, ale nie wszyscy. Biegacze są szczupli – większość, ale nie wszyscy. Biegacze biegają ultra, bo nie chce im się trenować na krótkich dystansach – i tak i nie. W tym co napisała autorka kryje się dużo prawdy, czego dowodem jest gremialne oburzenie wielu czytelników/internautów.

Oczywiście stanowcze zaszufladkowanie ultrasów jako leni, którym brak sił na bieganie krótkich dystansów jest bez sensu. W tym przypadku wystarczy spojrzeć na wyniki biegów na 100km – czołówka pokonuje ten dystans w około 7-8h – jest to nie lada wyczyn! Wielu zawodnikom pokonanie tego dystansu zajmuje jednak bardzo dużo czasu – nawet kilkanaście godzin. Nietrudno policzyć, że aby ukończyć zawody na 100km w regulaminowym limicie nie trzeba nawet biec – wystarczy żwawy marsz. Wśród takich zawodników jest sporo takich osób, które maratony biegają grubo powyżej 4h. Nie trudno się domyślić, że start na 100km jest więc pewnego rodzaju szansą na wybicie się, dowartościowanie i pokazanie innym, że jednak coś się w tym sporcie znaczy. 100km, bieg 12h czy bieg 24h to wysiłek, który wykracza daleko poza ramy myślowe osób nie związanych ze sportem. Bycie w ruchu przez tak długi czas to oczywiście spory sukces, jednak u osób biegających ultra często widać tendencję do mitologizowania swoich wyczynów.

 

rof-finish
Dla wielu biegaczy bieganie ultra to przede wszystkim przygoda. Jednak nie oszukujmy się – dzięki takiej przygodzie sporo zyskujesz w oczach innych, a Twoje ego rośnie. I nie ma w tym nic złego. /fot.runmoor.co.uk

 

 

Maraton w 3:10 vs 100km w 16h (0:1)

Biegacz, który szykował się na złamanie 3h w maratonie, a na mecie uzyskał 3:10 jest w oczach wielu przegranym – nie udało mu się, choć sam wynik jak na amatora nie jest przecież zły! Drugi biegacz, który od lat nie może się uporać z połamaniem 4h bierze udział w biegu na 100km – pokonuje go w 16h i staje się bohaterem wśród znajomych. Hola, hola – dystans dystansem, ale czy nie wypadałoby tutaj wykazać się odrobiną rozsądku w ewaluacji sportowych dokonań? Być może wielu się ze mną nie zgodzi, ale dla mnie ze sportowego punktu widzenia  bardziej cenne jest pokonanie maratonu ze średnią 4:30/km niż pokonanie 100km biegu ultra ze średnią 10min/km.

Od razu podkreślam – w żaden sposób nie umniejszam czyichś sukcesów – każdy kto w ogóle miał odwagę stanąć na starcie czy to maratonu czy też biegu ultra – zasługuje na uznanie. Nie mniej jednak trzeźwe spojrzenie na sprawę jest jak najbardziej pożądane.