Biegiem na skróty – czyli o oszustwach w bieganiu

Czasami wystarczy dobra znajomość topografii terenów wokół trasy by łatwo znaleźć skrót i... nadrobić nawet kilka kilometrów!
Czasami wystarczy dobra znajomość topografii terenów wokół trasy by łatwo znaleźć skrót i… nadrobić nawet kilka kilometrów!

 

Niepilnowany nawrót – pokusa nie do odparcia

Metod skracania trasy jest wiele. Jedną z nich jest również wykorzystywanie nawrotów, na których nikt nie pilnuje. W praktyce dość rzadko się zdarza aby takie miejsca były nieobstawiane – tak było m.in. w tym roku na Maratonie Jastrowskim. Gdy jednak taka sytuacja ma miejsce, to staje się niezwykle dużą pokusą dla oszustów. Niektórzy ze zmęczenia skracają zaledwie kilkadziesiąt metrów przed pachołkiem, inni bardziej przebiegli potrafią w ten sposób zaoszczędzić nawet kilka kilometrów – wszystko zależy oczywiście od miejsca rozgrywania zawodów, liczby uczestników oraz nagród. Sam kilkakrotnie byłem świadkiem takiego manewru. Raz dopuściła się tego pewna dość znana w środowisku i wiekowa biegaczka. Zauważyłem to i zgłosiłem organizatorowi – ten jednak nie zdyskwalifikował jej w obawie prze burzą jaką mogła wywołać, czyniąc z siebie ofiarę, a ze mnie oprawcę. Jak się okazało był to już któryś raz z kolei kiedy w taki bezczelny sposób oszukiwała. Rozwiązanie okazało się proste – w następnym roku tuż przed nawrotem pojawiła się mata pomiarowa z pracownikiem tej firmy. Problem zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pamiętam również pewien bieg na 5 km. Jeszcze 500m przed metą widziałem za swoimi plecami tylko jedną zawodniczkę (20letnią). Wbiegłem na metę z czasem 17:29, po mnie ta zawodniczka, jeszcze ktoś i nagle ni stąd ni zowąd dwie 13 letnie dziewczynki, z których jedna w czasie 17:54, a druga 18:05… Ich wyniki wśród wielu zawodników wzbudziły wątpliwości, zwłaszcza, że jeszcze rok wcześniej biegały w granicach 21-22min. Wyniki jednak nie zostały anulowane. A gdzie dziewczynki były przez cały bieg? Tego już się nie dowiemy.

 

10 pętli? A tam, zrobię 8…

Kolejna gratka dla miłośników niekonwencjonalnego oszczędzania energii to bieg rozgrywany na pętlach. Wystarczą już 2-3 pętle by oszustwem można było sobie wybiegać wynik czy kopertę z banknocikiem. Na pętlach oszukać jest bardzo łatwo. Trzeba tylko znać topografię trasy i jej okolic. Na pętlach często znajdują się punkty kontrolne – zazwyczaj maty pomiarowe, a czasami dodatkowo osoby spisujące numery startowe. Wystarczy więc tylko zameldować się na poszczególnych punktach w miarę realnym czasie a resztę pętli ściąć jakimś skrótem. Nic prostszego – wystarczy tylko dużo sprytu, dużo bezczelności i już można się cieszyć dobrym rezultatem na mecie. Tak postąpił jeden z moich kolegów (a raczej byłych kolegów), który nie mogąc przez wiele lat zabłysnąć wynikiem w maratonie, a biegając na poziomie 3:30-3:40, udał się na maraton rozgrywany na 10 pętlach po 4,2km i uzyskał wynik 2:58. Osobiście na oszustwie go nie złapałem, ale biorąc pod uwagę, że przez kolejne lata nigdy się do tego wyniku nawet nie zbliżył biegając cały czas ponad 30min wolniej, trudno uwierzyć w jego wiarygodność, tym bardziej, że na samym biegu nie było elektronicznego pomiaru czasu. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że przebiegł po prostu 8 pętli czego organizatorzy nie zauważyli. No cóż całej prawdy już się nie dowiemy, ale wynik 2:58 w statystykach pozostał…

 

Atestowana trasa po chodniku i trawce

Pewną, choć na pewno mniej kłopotliwą formą oszustw jest również ścinanie chodnikami i trawnikami. Zyskuje się wtedy niewiele, ale czasami, zwłaszcza podczas półmaratonów i maratonów można zyskać nawet minutę sukcesywnym ,,łagodzeniem” zakrętów. Najgorszy w tym przypadku jest fakt, że w takiej sytuacji zaczyna często działać efekt domina, czyli gdy ktoś to zapoczątkuje – wszyscy biegnący za nim zaczynają robić to samo. Trudno wtedy zdyskwalifikować wszystkich, dlatego organizatorzy raczej tego nie robią. Choć jest to swego rodzaju mniejsze zło, to jednak warto mimo wszystko zachować zasady fair play i nie ciąć gdzie popadnie – zwłaszcza jeśli trasa ma atest, bo przecież chyba wszyscy wiemy, że atestator na rowerze nie jeździ po chodnikach i trawnikach, choć oczywiście (jak to w Polsce) mamy kilka tras, które w regulaminie mają zapis atest PZLA, a w praktyce okazuje się, że trasa w wielu miejscach prowadzi, nie tylko jezdnią. No cóż – taka sytuacja może nas wtedy usprawiedliwić.

 

Bliźniak z Toitoia

Samo skracanie trasy to niestety nie jedyny oszukańczy proceder na biegach. Niektórych ponosi taka fantazja, że można by na ich przykładzie opowiadać dowcipy. Na jednym z pierwszych poznańskich maratonów biegł pewien pan w wieku około 30 lat. Po 20km skorzystał Toitoia – wszedł tam spocony i zmęczony, by po niecałej minucie wyjść całkiem suchy i wypoczęty. Gdyby nie świadkowie, którzy to zauważyli można by przypuszczać, że ów mężczyzna w jakiś magiczny sposób się zregenerował załatwiając potrzebę fizjologiczną. Prawda okazała się jednak równie zaskakująca – zawodnik, który wyszedł z przenośnej toalety nie był tym samym, który do niej wchodził, ale… jego bratem bliźniakiem. W ten sposób drugą połowę dystansu nasz ,,bohater” pokonał w skórze swego brata. Jak się później okazało panowie przepięli po prostu numer startowy i chipa w toalecie i to był ich wspólny pomysł na uzyskanie dobrego wyniku. Jestem tylko ciekawy, który z nich jest z tego wyniku bardziej dumny. Zastanawiam się też co też by oni poczęli gdyby urodzili się jako bliźnięta syjamskie.

 

Chip na szybszych nogach

Dość modnym ostatnio sposobem na uzyskanie dobrego wyniku jest również… nie wystartowanie wcale. Jak więc to możliwe? Nic prostszego – wystarczy, zapisać się na bieg, odebrać numer startowy, chip i to wszystko przekazać szybszemu koledze, który wykona całą robotę za Ciebie. Proste i jakże puste… Jak bowiem można czerpać jakąkolwiek satysfakcję z wyniku, który nie jest Twój? No, ale przecież można się potem pochwalić przed znajomymi, wrzucając link do wyników na fejsa… Tego typu oszustwo jest jednak stosunkowo łatwo wykrywalne – wystarczy przejrzeć zdjęcia z danej imprezy i zobaczyć czy osoba biegnąca z danym numerem to rzeczywiście ta. W tym roku było już kilka takich przypadków, m.in. na półmaratonie w Poznaniu oraz maratonie w Łodzi i Warszawie. Internauci sami to oszustwo wykryli jednak nie słyszałem o przypadkach dyskwalifikacji. Jak zatem widać, w tym przypadku obok samego wyniku, liczy się również prestiż imprezy. Na małych lokalnych biegach by to raczej nie przeszło.

 

1 KOMENTARZ

Comments are closed.