Biegowe odkrycie – Henryk Urtnowski – Wicemistrz Świata Weteranów

Pan Henryk mimo, ze startuje dopiero od 2012 roku już ma na koncie kilka poważnych sukcesów/ fot. Aleksandra Peisert

Ot taki sobie emeryt biegający dla siebie, rekreacyjnie – można by pomyśleć. Ponieważ biegać zaczął późno sąsiedzi i znajomi wytykali go palcami, szydzili z niego i pukali się w czoło. Teraz kłaniają mu się w pas i podziwiają go z największym szacunkiem. Nie mogą inaczej – w końcu jest Wicemistrzem Świata!

 

Poznajcie Henryka Urtnowskiego – biegacza, który przeczy prawom biologii i zamiast spadku formy, odnotowuje nieustanny progres, pomimo ukończonych 76 lat! Od 2012 roku tak namieszał w biegowym świecie weteranów, że wielu zawodnikom trudno w to uwierzyć. W tym roku osiągnął swój największy sukces zdobywając w Budapeszcie tytuł Wicemistrza Świata na 3000 m z wynikiem 12:41,29 bijąc rekord Polski w kat. M75 o ponad 50 sekund! Każdy kto choć trochę zna się na bieganiu łatwo przeliczy, że jest to średnia 4:14/km, a to już nie jest człapanie, tylko naprawdę poważna prędkość, której nie byłoby w stanie utrzymać wielu młodszych biegaczy. Jeżeli do tego dodamy 3:51 na 1000 m oraz 1:42 w półmaratonie to już możemy sobie sami odpowiedzieć na pytanie z jakim biegaczem mamy do czynienia.

- REKLAMA -

U tego wyjątkowego zawodnika byliśmy z wizytą w jego mieszkaniu na jednym z gdańskich osiedli. Otworzył nam niezwykle pogodny i zaskakująco skromny człowiek, którego późniejsze opowieści wbiły nas po prostu w fotel. Nigdy nie przypuszczalibyśmy bowiem, że rywalizacji weteranów towarzyszą takie emocje – każdy start pana Henryka to mocny bieg od startu do mety, walka o cenne sekundy i kolejne rekordy Polski. W tym wywiadzie poznacie zupełnie inne oblicze biegania weteranów wraz z jego największymi zaletami oraz ciemnymi stronami, o których pan Henryk również nam opowiedział.

 

Aleksandra Peisert (AP): Pierwszy biegowy krok nastąpił…

Henryk Urtnowski (HU):  Zacząłem truchtać w 2001 roku, ale poza bieganiem cały czas uprawiałem jakiś sport, głównie piłkę nożną, gdyż byłem kiedyś piłkarzem, ale także jeździłem na rowerze i grałem w koszykówkę. Nie miałem co robić na emeryturze, więc postawiłem na sportowe spędzanie czasu. Przed 2001 rokiem dużo grałem w piłkę, praktycznie co niedzielę mieliśmy mecz i raz zdarzyło się tak, że na meczu połamałem sobie żebra i wtedy stwierdziłem, że nie będę już grał w nogę, ale zajmę się innymi aktywnościami – no i zacząłem dużo truchtać.

Po co bieganie? Bo lubię to. Od dziecka byłem aktywny, tylko sport, sport, sport, a na emeryturze gdy zacząłem mieć problemy z nadciśnieniem zauważyłem, że gdy biegam to ciśnienie mam niższe. Lekarz nie chciał mi oczywiście wierzyć, ale gdy zapowiedziałem, że wychodzę z gabinetu i wrócę po przebiegnięciu 5km to wtedy zobaczy, że ciśnienie mam niższe – ustąpił. Od tego czasu odstawiłem leki na nadciśnienie – no i teraz pozostaje mi codzienna dawka 5-17km biegu dziennie i ciśnienie mam niższe.

 

AP: Czyli zaczynając w 2001 miał Pan już ponad 60-tkę. Jak na to Pana bieganie reagowało otoczenie?

HU: Wielu ludzi na osiedlu pukało się w czoło jak widzieli biegnącego 63-latka. Teraz wiele się zmieniło i każdy patrzy tylko z zaciekawieniem i z serdecznością, a ja uważam to za swego rodzaju sukces – bo widzę, że coraz więcej osób przestaje się wstydzić i sami wychodzą pobiegać. A w klubie osiedlowym na Gdańskim Jasieniu mam nawet grono swoich sympatyków.