Biegowy ekshibicjonizm – czyli po co w ogóle biegamy w zawodach?

Dlaczego biegamy w zawodach? To pytanie zbyt ogólne by na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Powodów jest mnóstwo – redukcja wagi, polepszenie zdrowia, chęć udowodnienia czegoś sobie lub innym, czy nawet… lans. Nie ważne. Bez względu na powód jakim kieruje się biegacz, można tutaj jednak znaleźć pewną wspólną kwestię, która łączy (startujących) biegaczy – biegowy ekshibicjonizm. Tylko co ja znowu wymyśliłem? Spróbuję Wam to wyjaśnić.

 

Na początek – małe sprostowanie. W psychologii sportu nie funkcjonuje pojęcie biegowego ekshibicjonizmu. Raz po raz występuje ono w sieci, ale raczej jako internetowy słowo twór wymyślony na potrzeby opisu pewnych sytuacji. Ja również użyłem tego pojęcia na potrzeby tego artykułu aby uzmysłowić, a raczej spróbować wyjaśnić pewne ciekawe zjawisko. Jedyne co znalazłem i co rzeczywiście funkcjonuje w psychologii to ekshibicjonizm społeczny i w tym momencie zauważyłem pewne powiązanie z tym o czym właśnie myślałem. Eureka – ekshibicjonizm biegowy jest z nim ściśle powiązany, ale co to właściwie jest?

Bieganie jako forma aktywnej rekreacji ruchowej znane jest nam już od lat 60 ubiegłego wieku. Kiedyś funkcjonująca bardziej jako jogging. Dziś mało kto się jogginguje – za to każdy, nawet najwolniejszy biegacz – biega. Jeszcze w latach 90 częstym zjawiskiem było bieganie dla siebie, typowo rekreacyjnie, dla zdrowia, po parku czy okolicznym lesie. Dziś taka forma biegania to pewne dziwactwo graniczące z introwertyzmem. Biegać tylko dla siebie i nie sprawdzić się choćby na Parkrunie? Istny absurd!

 

Bieganie tylko dla siebie już prawie nie istnieje

Tak właśnie jest – bieganie przyjęło formę maksymalnie ekstrawertyczną. Mało który biegacz chce pozostać anonimowym joggerem rodem z USA, z lat 70. Wystartować w zawodach chce praktycznie każdy – bez względu na formę czy nawet… chęć ścigania. Start w zawodach stał się niemalże integralną częścią biegania jako pasji, a natarczywy imperatyw społeczno-medialny generuje kolejne pokolenia biegaczy chcących za wszelką cenę pokazać, że poważnie podchodzą do swojej pasji. To jest właśnie kwintesencja biegowego ekshibicjonizmu. Czy jednak krytykuję tego typu postawę czy zjawisko? Zdecydowanie nie, wszak nawet nasza redakcja tworzy większość tekstów w kontekście biegania w zawodach, startów w maratonach i nieustannej chęci progresu. I takie są potrzeby czytelników – cieszyć się bieganiem dla siebie, ale i startować.

 

Po co startujesz skoro się nie ścigasz? Robisz, sztuczny tłok?

W tej materii widać więc sporą sprzeczność i nie do końca logiczne motywy biegania większości Polaków – biegam dla zdrowia, dla siebie i lepszego samopoczucia – tak twierdzi wielu biegaczy, ale pomimo tego – startują w zawodach. Po co? Żeby zajmować innym miejsca? Robić sztuczny tłok i utrudniać rywalizację tym, którzy się ścigają? Nie – oni to robią, bo w obecnych czasach po prostu tego potrzebują. Tak jak wcześniej wspomniałem – anonimowość, także biegowa, nie jest w cenie. Mamy portale społecznościowe, gdzie na forum publicznym ukazujemy różne sfery naszej codziennej egzystencji, mamy Twittera, gdzie dokumentujemy nasze przemijanie i mamy zawody, w których grubą kreską zaznaczamy swoją obecność w sportowym świecie. I nie ma w tym nic złego, choć wiele osób twierdzi, że takie zachowanie to wyraz coraz większej próżności społeczeństwa i chęci upublicznia każdej sfery życia. Ok – pomijam aspekt tych, którzy dali się ponieść i o, których wiemy za dużo – co jedli na śniadanie, w co się ubrali, z kim się pokłócili i kiedy się kochali. Jednakże umiarkowane upublicznianie treści związanych bezpośrednio z treningami czy startami w zawodach to w obecnym świecie pewnego rodzaju kompromis pomiędzy chęcią aktywnego życia, a zasiedziałym i gnuśnym egzystowaniem w objęciach tłustej rzeczywistości. Internetowa unifikacja biegaczy daje poczucie przynależności do wielkiej biegowej społeczności, której na żywo tak dobrze nie widać. Każdy robi swój trening, biegnie swoją trasą i wraca do domu. Odpala komputer i tych wszystkich anonimowych biegaczy, których mijał – może spotkać w sieci i liczyć na namiastkę wsparcia – wirtualnego wsparcia. Nie oceniałbym więc predylekcji biegaczy do grupowania się w sieci w kategorii zachowań negatywnych. Jeśli daje to motywację, pewność siebie i poczucie tożsamości społecznej – czemu nie?

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNike Air Max 2015: amortyzacja, dopasowanie, styl
Następny artykułBieganie z wózkiem | Test modelu X-lander X-RUN
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.