Brudne myśli 100-milowca

Pod prysznicem, w sypialni, w ciepłej pościeli, w salonie i na miękkim mchu…

Nie miałem innych marzeń jak zamknąć oczy, położyć się na asfalcie i zasnąć bez względu na konsekwencje, bez względu na to w jakim stanie mnie ktoś znajdzie, bez względu na fakt, iż stoją nade mną przyjaciele, a na mecie czekają najbliżsi. Egoista? Z pewnością, bo myślał tylko o sobie, ale po dwudziestu godzinach przekładania nogami i ciągłego biegu nie kalkulowałem, chciałem się zatrzymać, bo największą nagrodą było dla mnie usiąść na asfalcie i przez kilka minut nie ruszać nogami, które nie pozwalały mi o sobie zapomnieć, a spuchnięte stopy wołały o pomoc!

Start o poranku z uśmiechem na ustach przy pięknej pogodzie w moim najlepszym wsparciem bliskich mi kolegów z drużyny, gładko i do przodu, bo przecież lubię ultra. Kolejne kilometry przebieram w przygotowanych mi płynach z delikatnym wymaganiem, bo przecież mam wybór jak w monopolowym. Słońce nie ma litości i na siedemdziesiątym kilometrze piję z obawą czy starczy do końca. Żarty, śmiechy i rozmowy z moim suportem, bo byłem im dłużny swojej obecności, ale ciało spieczone i marzenia mi się kurczą, bo woda w jeziorze cieszy, że nogi pomoczę, że trawa zielona i usiądę sobie, że bułka z serem jak kurczak z frytkami smakuje… aha zaczyna się zabawa, a raczej schody, bo sto kilometrów za nami, a ja dalej biegnę. Punkt kontrolny najlepszy, bo Żona i Koleżka witają nas obiadem o 20:00 godzinie na stacji benzynowej.

- REKLAMA -

Obiadokolacja na krawężniku to luksus, a łazienka i mały zlewik to jacuzzi, tak marzenia mi się delikatnie spłaszczyły, a wymagania już nie istnieją.

Siesta trwać w nieskończoność nie będzie i czas ruszać, bo ciało zaczyna się buntować. Do mety mamy jeszcze ponad sześćdziesiąt kilometrów, a zabawa dopiero się zaczyna. Moja rowerowa drużyna już marznie, bo różnica temperatury między dniem, a nocą jest 20 stopni. Jeszcze biegnę, ale już nie rozmawiamy, cisza jak ta i tylko księżyc nam zerka między drzewami.

Żarty się już skończyły, grubo po północy już człapię, chcę być sam, przestaję myśleć o wyniku, o mecie, o tym żeby skończyć! Bartek, Michał i Darek krok w krok za mną na rowerach, ziewają biedaki, bo jak tu się zmęczyć przy tempie 7:15/km, ale zerkają na mnie i na siebie, bo nie wiedzą jak pocieszyć zwłoki. Krzyczę szeptem, że już nie mogę, że dajcie mi spokój i zostawcie mnie w drodze. Mięśnie nadzierają stop!! Nie pocę się już, nie oddaję co wypiłem, a pokarm pęcznieje w ustach. Straciłem motywację, bo założony czas dwudziestu godzin jest nieosiągalny, a do mety jeszcze 20 km. Już nie zbiegam, idę z górki, a oni na rowerach i nie rozumieją jak cierpię, bo siedzą na siodełkach dzień i noc. Tak im zazdroszczę, że mogą jechać i nie chcę już iść, koniec! BUNT!! Może spadnę z wiaduktu lub zasnę na drodze. Już nie pracują moje mięśnie, ciało pali, głowa brudna myśli i nadzieja umarła, a podobno ona umiera ostatnia!? Po co mi to wszystko? Dla kogo? Już nie będę biegał!

Łzy w oczach, bo wiem, że Żona czeka na mecie, że zawiodę chłopaków, drużynę, że przegram ze sobą i krzyczę, a oni słyszą i nic nie mówią. Wstyd mi, że widzą mnie w takim stanie, że słaniam się na nogach, że bredzę, że muszą za mnie marznąć zamiast spać w ciepłym łóżku.

Ogarnij się chłopie, bo na mecie są ludzie, co chcą Ci medal wręczyć i uściskać, bo kibice będą wiwatować, bo Żona ucałuje ze szczęścia, że będziesz 100- milowcem, a o tym marzyłeś. Czy myśli wróciły, czy ktoś do mnie mówi?

Przystanek autobusowy, siadam na ławkę i drę się o piątej nad ranem z bólu, a kolega Darek wyciąga przeciwbólowy i mówi „chcesz? już raczej Ci nie zaszkodzi, gorzej być nie może, łykaj” A co mi tam, popijam wodą, zajadam tabletką z magnezem i oby do mety.

Czy ktoś mi świeczkę zapalił, bo płomyk nadziei wrócił i chcę skończyć ten bieg, bo chcę przekładać nogami i dotrzeć na metę. Czy to tabletka mocy, czy tylko głowa? Nie ważne, biegnę, nowe moce i zaczynam rozmawiać z chłopakami, a do mety już tylko kilkanaście minut. Wbiegamy na ostatni asfalt i widzę Żonę w aucie, która skręca na pobocze, rzuca mi się w ramiona, ale chłopaki nie płaczą więc tylko oczy mi się szklą i robię dobrą minę do złej gry ;) Kilometr do mety i będę mógł upaść na ziemi i już nie wstawać, złamane dwadzieścia dwie godziny, na liczniku 167 km i wbiegam! Euforia, radość, odcięcie, a za mną moja wspaniała ekipa, która nie odstąpiła mnie nawet na chwilę. Wieniec laurowy na głowę, medal i gratulacje!! Zrobiłem to i jestem zwycięzcą!

Wróciły myśli, ale już nie narzekam, że pada, że świeci słońce, że jest poniedziałek lub mam zły dzień, bo wiem, że gdzieś tam w Świecie biegnie ultras, który marzy tylko żeby dotrzeć na metę!

Opis dotyczył pierwszej edycji biegu o nazwie Władca Pierścienia na dystansie ponad 160km, a którego trasa wiodła szlakiem rowerowym. Organizatorem był klub biegacza Maniac Poznań, a impreza odbyła się 1 kwietnia 2017 – można było biec w formie sztafety, a można było biec całość. Piotr porwał się na całość i choć na trasie nie raz żałował – teraz nie żałuje ani jednego pokonanego kilometra. Jest 100-milowcem i nikt mu już tego nie odbierze! Wisienką na torcie jest wygrana w tymże biegu oraz swoisty rekord, ponieważ Piotr jako pierwszy przebiegł Rowerowy Pierścień Poznański – wrodzona skromność nie pozwoliła mu jednak o tym wspomnieć dlatego my Wam to uświadamiamy, a Piotrowi serdecznie gratulujemy ogromnego sukcesu (przyp.red.)    

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBieg na Bagry 3! – zapisz się i pobiegnij po krakowskich Bagrach!
Następny artykułCo nam pomogło przebiec maraton bez większego zmęczenia?
Biegacz o niespotykanej zaciętości. Biega dopiero od trzech lat, a już ma na swoim koncie pierwsze sukcesy w biegach ultra – m.in. 3 miejsce w OPEN w ultramaratonie GwiNT na dystansie 110km. Założyciel dynamicznie rozwijającej się grupy Czerwonak Biega, animator sportu i dyplomowany trener biegowy. Na Biegologii służy swoimi radami w kwestii przygotowań do biegów ultra. Zainteresowane osoby, które chciałyby z Piotrem rozpocząć współpracę w zakresie begów ultra, treningu obwodowego lub funkcjonalnego zapraszamy do kontaktu >> kom. 736 990 777