Brzydki zwyczaj biegaczy – nie popieramy!

Start w zawodach to wyzwanie dla każdego. Jedni walczą o wynik, inni o miejsce, jeszcze inni biegną dla siebie – po prostu aby bieg zaliczyć. Choć na biegach masowych nie panują jakoś bardzo sztywno określone zasady ustalone przez organizatora, to jest jednak pewne kwestie powinny wynikać niejako z kultury osobistej i pewnej niepisanej sportowej etykiety. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na zachowanie, którego pewnie wielu jeszcze nie zauważyło, ale które również wielu osobom przeszkodziło lub uniemożliwiło wręcz uzyskanie dobrego wyniku. Mowa o wystawiania biegacza do wiatru/bieg na sępa lub posługując się slangiem kolarskim – niedawanie zmian.

Jest rok 2008. Biorę udział w I Półmaratonie Poznańskim. Cel – pobiec pierwszy raz w życiu poniżej 1:20. Koło 9km formuje się nieformalna grupka zawodników chętnych taki czas uzyskać. Zaczyna wiać dość silny wiatr z naprzeciwka więc po 10km wysuwam się na prowadzenie aby zmienić biegnącego na czele zawodnika i tym samym dać mu odpocząć. Mam w planie poprowadzić stawkę przez około 1km. Mimo wiatru w twarz udaje się planowo pobiec poniżej 3:50. Zaczynam się oglądać po bokach i za siebie, daję znaki aby ktoś dał zmianę. Nikt się nie kwapi więc biegnę dalej. Dwunasty kilometr i jeszcze jest dobrze – 3:49. Trzynasty (chciałoby się rzec – pechowy) – już wolniej 3:56, a grupka cwaniaczków trzyma się tuż za mną (na sępa), jakby się zmówili. Nagle zaczyna mi brakować prądu. Tempo spada do powyżej 4min/km. Grupka biegnie do przodu, a ja zaczynam odpokutowywać swoją (samotną) walkę z wiatrem. Kolejne kilometry to już tylko walka o przetrwanie i uzyskanie w miarę przyzwoitej życiówki. Kończę z wynikiem 1:21:28 – niby wstydu nie było, ale niedosyt pozostał. Ktoś mógłby powiedzieć, że zrobiłem z siebie frajera, bo dałem się wystawić na tyle kilometrów i w pewnym sensie trochę tak było. Mogłem po prostu zbiec na bok drogi i puścić grupę do przodu, po czym schować się za nią. Mogłem, ale gdy biegnie się równym, dobrym tempem to nie ma się ochoty na przerywanie tego.

To był pierwszy raz kiedy zauważyłem i osobiście odczułem skutki chowania się za czyimiś plecami w trakcie zawodów. Od tamtej pory spotkałem się z tym wielokrotnie zarówno jako zawodnik jak i kibic. Problem oczywiście pojawia się najczęściej w przypadku niewielkich grup, gdzie jeden robi za kukłę, za którą reszta się chowa. Są jednak jeszcze bardziej kuriozalne sytuacje – dobieganie do samotnie biegnącego zawodnika i chowanie się przez wiele kilometrów za jego plecami. To z pozoru nic takiego, ale to w gruncie rzeczy mało eleganckie zachowanie. Bieganie jest sportem indywidualnym, ale warto nauczyć się współpracować na trasie i chociaż w minimalnym stopniu wzorować się na kolażach czy triathlonistach (którzy rywalizując w części rowerowej mają zakaz draftingu – trzymania się na kole współzawodnika). Każdy z nas walczy o swoje określone cele, ale nie powinniśmy ich realizować kosztem innych.

Podczas zawodów często zdarzają się niesprzyjające warunki – bardzo dokuczliwy bywa wiatr wiejący w twarz. Wystawianie jednej osoby na jego działanie przez wiele kilometrów to pozbawianie go szans na dobry wynik, lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu dobiegnięcie do takiej osoby, biegnięcie obok niej i ewentualne ustalenie, że dajecie sobie nawzajem zmiany. Taka współpraca to wyraz szacunku do drugiego biegacza i ukazanie prawdziwego piękna sportu i zdrowej rywalizacji. Pamiętajmy o tym i nie zachowujmy się sępy, a wszystkim będzie biegać się lepiej.

Więcej o biegowej etykiecie dowiecie się z tekstu – Trochę kultury, by biegło się lepiej. 

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWizerunek Leszka Bebło ozdobi medal 27. Półmaratonu PHILIPS Piła
Następny artykułZdrowie płynące z lodu
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.