Chciałbyś biegać lepiej? Ta sztuczka jest niezastąpiona!

Często zastanawiamy się jak dobrze pobiec w zawodach, jak pobić życiówkę i zrealizować swój cel. Trenujemy, dobrze się odżywiamy, spinamy się, a potem przychodzi ten najważniejszy dzień i… dajemy plamę. Wtedy zaczynamy szukać przyczyny – może jednak za słabo trenowałem? Może za mało kilometrów? Może się do tego nie nadaję? Tymczasem problem często tkwi w naszych głowach, które są zaprogramowane na porażkę.

W rozmowach z biegaczami i biegaczkami można często usłyszeć zdania – „na pewno słabo mi pójdzie, na pewno się nie uda, jestem przygotowany, ale chyba to nie jest ten dzień.” Takich i podobnych wypowiedzi nasłuchałem się już w życiu sporo – brak wiary w siebie, który rujnuje wszelkie pokłady motywacji i zapału do działania. Niestety – takie postawy bardzo często mają miejsce w sporcie i bardzo ograniczają. Czasami nawet w kontekście najprostszych wyzwań. Wtedy z pomocą przychodzi wizualizacja – czyli najprościej ujmując – wyobrażanie sobie siebie w sytuacjach pozytywnych, przyjemnych i przepełnionych atmosferą sukcesu.

 

Jakiś czas temu natknąłem się na kobietę, która uważała, że jedyne na co ją stać to 5km truchtu w 35min. Wciąż powtarzała, że nic w bieganiu nie znaczy, że daleko jej do czołówki, że w bieganiu jest totalną amatorką. To był listopad, a ona wciąż opowiadała innym o swojej beznadziejności – coś w stylu „przepraszam, że żyję”. Wyjaśniłem jej, że wynik 35min na 5km to nie dramat i można go poprawić. Przez miesiąc pomagałem jej w treningach, motywowałem ją i wzmacniałem jej poczucie wartości. Wciąż powtarzałem, że jej ograniczenia są tylko wytworem jej wyobraźni, a jej zadaniem było wizualizowanie sobie siebie na mecie 5km biegu z czasem poniżej 30min. Przygotowywała się wtedy do Biegu Sylwestrowego w Poznaniu i po miesiącu wystartowała. Już nie jako wstydliwa i nic nie znacząca biegaczka, ale prawdziwa zawodniczka, której celem jest złamanie 30min. Pewność siebie, odwaga i uświadomienie sobie własnej wartości spowodowały, że bez trudu osiągnęła wynik w okolicach 28min. Jak sama potem mówiła – przez cały dystans wyobrażała sobie siebie na mecie – radosną, z nową życiówką i przepełniona dumą.

 

Tak to właśnie działa, a my biegacze – wciąż za mało doceniamy rolę wizualizacji w naszych treningach i na zawodach. Sam jestem tego doskonałym przykładem – złamanie 3h w maratonie w moim przypadku nie było tylko kwestią dobrych treningów, ale i przełamaniem pewnego wewnętrznego marazmu i postawieniem siebie w roli wojownika, a nie ofiary skazanej na porażkę. Wciąż biegam przeciętnie, ale na każde zawody jadę z nastawieniem, że jestem mocny, że dam radę i że na pewno się nie poddam. Odkąd tak myślę – idzie mi o wiele lepiej niż kiedyś. Pisałem o tym w artykule:

Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki – Biegaczu, uwierz w siebie!