Czy bieganie po asfalcie naprawdę szkodzi stawom?

„Nie biegam po asfalcie, bo to niezdrowe. Nie biegam po asfalcie, bo to niszczy stawy! Asfalt? Dziękuję, nie chcę nabawić się kontuzji!” Takie i podobne stwierdzenia możemy często usłyszeć z ust biegaczy, którzy już od wielu lat są przekonani o tym, że twarde nawierzchnie to zło i największy wróg biegacza. Skąd się wziął ten mit i dlaczego wciąż pojawiają się głosy o tym, że tylko bieganie po lesie jest dobre? 

 

Twarda nawierzchnia – wybór konieczny 

- REKLAMA -

Zacznijmy od początku – wielu biegaczy chcąc nie chcąc jest zmuszona większość treningów przeprowadzać na twardych nawierzchniach, zwłaszcza gdy mieszkają w miastach. Po asfalcie biegają zarówno początkujący jak i ci, którzy mają już wiele sezonów za sobą. Bieganiu towarzyszą jednak kontuzje i gdy taka się przytrafi – wtedy często cała wina spada na nieszczęsny asfalt. Tymczasem problem tkwi zupełnie gdzie indziej.

 

Diabeł nie tkwi w asfalcie

Źródłem kontuzji są często źle dobrane buty, zbyt duża masa ciała, niewłaściwa technika biegu, a nawet indywidualne skłonności genetyczne (słabsze ścięgna czy bardziej podatne na złamania stawy). Oczywiste jest więc, że skoro większość treningów odbywamy na asfalcie, to zwiększamy również prawdopodobieństwo, że taki uraz wystąpi właśnie na takiej nawierzchni. Taki tok myślenia jest jednak zupełnie pozbawiony merytorycznego uzasadnienia – to tak jak byśmy przypisali Warszawie, że jest najgorszym miastem do biegania dlatego, że najwięcej ludzi łapie tam kontuzje. A z pewnością łapie skoro jest tam też najwięcej biegaczy. To nieco infantylne porównanie ma jednak swoje bardzo logiczne podłoże.

Asfalt w sam w sobie nie jest zły do biegania. Po nim chodzimy całe życie, nasze stawy przez lata przystosowały się do niego, a gdy chcemy po nim biegać – wystarczy zaopatrzyć się w buty z większą amortyzacją, dbać o niską masę ciała i przede wszystkim wzmacniać swoje mięśnie i ścięgna. Niestety większość biegaczy tego nie robi więc skutek jest prosty – łapią kontuzje bez względu na teren po jakim biegają. Oczywiście mało kto wtedy przyzna się otwarcie, że jego wina leży po stronie słabych mięśni czy nadwagi – wtedy najłatwiej wszystko zgonić na asfalt i po kontuzji pobiec na podbój leśnych ścieżek – dalej z nadwagą i dalej z niewzmocnionymi mięśniami i ścięgnami. W ten sposób koło się zamyka. A gdy komuś owe kontuzje mijają wtedy już ze stu procentową pewnością winą obarcza twardy asfalt.

Jest jeszcze kwestia nachylenia terenu, o której wielu zapomina. Co jest lepsze dla stawów? Bieganie po w miarę płaskim asfalcie czy nieustanne zbiegi i podbiegi w lesie? Dobrze jest o tym pamiętać – Twoja ulubiona ścieżka leśna może wcale nie być idealnym miejscem na trening, zwłaszcza w kontekście ryzyka wystąpienia kontuzji – pomyśl o tym.

 

1 KOMENTARZ

Comments are closed.