Bieganie bez celu – czy to ma w ogóle sens?

Trenuję różne osoby, w różnym wieku, różnej płci i na różnym poziomie. Robię to już od dobrych paru lat i czasami zaczynam się zastanawiać skąd bierze się tak diametralnie różne podejście do biegania? Jedni mają ogrom energii, zapału, wciąż wyznaczają sobie nowe cele, inni sami nie wiedzą czego chcą – chcieliby trenować pod okiem trenera, mieć plan treningowy, ale pod jaki cel? Pod żaden… Ręce opadają i bądź tu człowieku mądry. Nie twierdzę, że jestem trenerską alfą i omegą – ot po prostu, wykorzystuję swoje kilkunastoletnie doświadczenie by pomóc tym, którzy tego potrzebują. Gdy jednak widzę podejście niektórych osób, które się do mnie zgłaszają – to zaczynam się zastanawiać, jak można chcieć mieć trenera i jednocześnie nie mieć żadnego celu, nawet najmniejszego? 

Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, w której zgłaszała się do mnie osoba chcąca trenować. Moje pierwsze pytania to zawsze – od jak dawna biegasz i jaki jest twój obecny biegowy cel? Wtedy zaczynają się niejasności. „Biegam niby od roku, ale tak naprawdę od pół roku, w sumie to teraz nie biegam. No, a cel? W sumie to tylko żeby jakoś tam biegać.” Gdy czytam takie coś od razu jedno słowo na k ciśnie mi się do ust. W jakim celu taka osoba pisze do mnie skoro sama nie wie czego chce?

Gdy idę do piekarni – wiem, że chcę kupić chleb orkiszowy z ziarnami. Gdy idę do ortopedy – chcę zdiagnozować ból w kolanie. Gdy idę do pubu – idę i proszę o piwo, a nie zastanawiam się czy może jednak zamówić zieloną herbatę albo opuścić lokal i iść na lody. Ja wiem, że w przypadku trenera sprawa ma się nieco inaczej – ludzie są często zagubieni, nie do końca się w tym bieganiu potrafią odnaleźć i czasami potrzebują wspólnego ustalenia celu. Problem pojawia się w momencie gdy ktoś chce ze mną trenować, ale uparcie twierdzi, że żadnego celu nie potrzebuje. To naprawdę głupie. To tak jakby ktoś zapisał się do Szkoły Jazdy, zapłacił tysiąc złotych tylko dlatego, że chce sobie pojeździć. Szkoda czasu i pieniędzy – naprawdę.

Nie twierdzę, że aby trenować pod okiem trenera trzeba mieć jakiś bardzo ambitny cel – nie o to chodzi. Czasami wystarczy chęć pokonania 5km bez przerwy, 10km w godzinę czy po prostu zrzucenie paru kilogramów. Wtedy jest o wiele łatwiej współpracować. Mogę tylko dodać, że gdy próbowałem nawiązać współpracę z kimś kto nie wiedział po co biega – ta współpraca zawsze bardzo szybko się kończyła. Co ciekawe, nawet gdy wspólnie z takimi osobami określiłem jakiś cel – np. mamy 3 miesiące żebyś umiał biec przez 1h bez przerwy – najczęściej plan w takim przypadku nie był realizowany należycie, treningi były omijane, aż w końcu oboje dochodziliśmy do wniosku, że to bez sensu. Brakowało własnej inicjatywy i motywacji, a przecież trener całej roboty za zawodnika nie zrobi…

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł37 PZU Maraton Warszawski – ostatni raz z finiszem na Stadionie Narodowym
Następny artykuł7 grzechów biegacza, które psują Twój bieg
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.