Czy jest w Polsce perfekcyjny półmaraton? Jest i my w nim pobiegliśmy!

Naprawdę miło się biega w imprezach, w których organizacja jest perfekcyjna. Jeśli do tego dodamy piękną trasę, atrakcyjne medale i mnóstwo zaangażowania lokalnej społeczności to mamy gotowy przepis na idealny bieg. W zeszłą sobotę mieliśmy niebywałą przyjemność startu w takiej właśnie imprezie – II Półmaratonie Przemysła II w Rogoźnie. Byliśmy partnerem medialnym tego biegu więc wypadało wystartować. Jak się okazało – warto było zobaczyć na własne oczy jak się biega w tym pięknym i nieco omijanym przez turystów zakątku naszego kraju.  

Dla niewtajemniczonych – Rogoźno to niewielkie wielkopolskie miasteczko, malowniczo położone nad rzeką Wełną i jeziorem Rogozińskim. Przemysł – to władca z dynastii Piastów, król Polski (1295-1296), który właśnie w Rogoźnie stracił swoje życie. Mamy więc ładne miasteczko, mamy wątek historyczny, który organizatorzy chcą upamiętnić – zapowiadało się więc bardzo przyjemnie i tak też było.

Już przed startem wszystko wyglądało dokładnie tak jak powinien wyglądać bieg – sprawnie działające Biuro Zawodów, dużo miejsca na starcie do rozgrzewki, nieprzynudzający spiker i punktualny start bez zbędnego przedłużania wzniosłymi opowieściami o sponsorach i wspaniałości lokalnych włodarzy.

- REKLAMA -

Trasa była kompilacją biegu ulicznego oraz leśnego przełaju – od startu do około 7km biegło się szosą polami i wioskami, potem od 7 do 16km trasa wiodła malowniczymi lasami (w których można było podziwiać jesień w najpiękniejszym wydaniu czyli okazałe buki, graby i dęby). Od 16km do mety znowu biegło się szosą i dlatego też tak ważne było dobre rozłożenie sił na całym biegu – kto zachował energię ten mógł na końcowych kilometrach porządnie przyspieszyć. Trasa zabezpieczona perfekcyjnie – nie była „zaśmiecona” nadmierną ilością taśm, ale tam gdzie przebieg trasy mógł budzić wątpliwości – było dobrze oznakowane, nie brakowało też służb, które wskazywały kierunek biegu. Kilometry dobrze oznaczone, co 1km stała tabliczka.

Na odcinkach asfaltowych można było nieco podkręcić tempo - o ile były jeszcze siły:)
Na odcinkach asfaltowych można było nieco podkręcić tempo – o ile były jeszcze siły:)

Ne mecie sympatyczny i oryginalny akcent czyli Król Przemysł wręczający medale (ten sam król wręczał później puchary na podium). Duży plus za zlokalizowanie mety na stadionie – było mnóstwo miejsca, można było po biegu pospacerować lub potruchtać nie obijając się o innych.

Oczywiście cały czas motywująca i pokrzepiająca „nawijka” spikera, który pomagał zawodnikom na ostatniej prostej. Bardzo dobrze, że organizatorzy zadbali też o folie termiczne na mecie, ponieważ było zaledwie kilka stopni, do tego wiatr, który potęgował uczucie chłodu.

Leśne klimaty środkowej części trasy
Leśne klimaty środkowej części trasy – kolory jesieni robiły wrażenie!

Co na mecie? Wszystko czego biegaczowi potrzeba – ciepły posiłek, herbata, woda, banany. Jak ktoś chciał mógł skorzystać z masażu, a na najbardziej zmarzniętych czekał duży namiot i szatnie lokalnego klubu, w którym można było się ogrzać. Widać było, że ludzie są bardzo zadowoleni, uśmiechnięci i pomimo zimna chętnie robili sobie zdjęcia i oczekiwali na dekoracje i losowanie nagród. Duży plus dla organizatora za to, że nie było nagród finansowych dzięki czemu była szansa do walki dla amatorów. No i dzięki temu wyniki czołówki nie są „podejrzanie” wyśrubowane, a ci którzy zajęli czołowe miejsca w OPEN nie startują po 3 biegi w jeden weekend… Ci, którzy są wtajemniczeni w to co się teraz dzieje na polskich biegach – będą wiedzieć co mam na myśli.

Podium OPEN kobiet i Król Przemysł, który osobiście stawił się na dekoracjach:)
Podium OPEN kobiet i Król Przemysł, który osobiście stawił się na dekoracjach:)

Na sam koniec wspomnę o czymś, o czym tak naprawdę nie powinno się pisać podsumowując bieg – czyli o zawartości pakietu startowego. Wiadomo, że co bieg to inny pakiet, a dużo zależy od sponsorów, budżetu biegu, opłaty startowej, itp., a przecież biegu nie należy oceniać przez pryzmat zawartości pakietu! Tutaj jednak muszę podkreślić, że pakiet był bardzo bogaty jak na tak kameralny bieg (ukończyły 424 osoby). Myślę nawet, że chyba aż za bogaty, bo w taki sposób tylko rozpieszcza się biegaczy, którzy na kolejnych biegach pierwsze co robią, to zaglądają w swoje torby i nurkują w poszukiwaniu skarbów. Tak czy inaczej dla ciekawskich – tutaj w skład wchodziła m.in. koszulka, napój izotoniczny, piwo bezalkoholowe, żel energetyczny (nie jakaś chemia tylko testowane już przez nas Honey Stinger), dropsy OSHEE, jeden z numerów Runner’s Worlda i możliwe, że jeszcze o czymś zapomniałem, bo było tego duuuuużo:)

Duży plus za medal, który jest oryginalny i świetnie wykonany, a pomimo tego wciąż wygląda jak medal, a
Duży plus za medal, który jest oryginalny i świetnie wykonany, a pomimo tego wciąż wygląda jak medal, a nie jakieś dziwadło.

Z naszej redakcji biegliśmy: ja oraz moja żona – Ola. Dla obojga z nas był to start trochę na żywioł i nie byliśmy przygotowani, ale tradycji musiało stać się zadość zatem Ola oczywiście ukończyła bieg na podium (2 miejsce w klasyfikacji OPEN kobiet i czas 1:28:30). Ja do 7km biegłem obserwując konkurencję i gdy odbiegli mi za mocno, to do mety podążałem już „spacerowo” podziwiając piękno trasy. Przybiegłem więc zaledwie 7 sekund przed Olą uzyskując 1:28:23 – taki więc mocniejszy trening można by rzec. Tak czy inaczej do Rogoźna warto przyjechać i pobiec nawet w ramach treningu, bo warto. Sami organizatorzy starali się tak bardzo, że tuż przed biegiem wysłali do lasu równiarkę aby „wygładziła” błotnistą trasę, ułatwiając pokonanie największego wzniesienia. Widać mają cały czas w pamięci obecność Króla Przemysła w ich miasteczku więc miało to wymiar nieco symboliczny – trochę tak, jakby nam na trasie rozwinęli czerwony dywan:)

Czołówka mężczyzn:
1. Tomasz Szymkowiak 1:14:22 (rekord trasy)
2. Maciej Łucyk 1:15:29
3. Adrian Graczyk 1:18.50

Czołówka kobiet:
1. Justyna Olejniczak 1:24:56 (rekord trasy)
2. Aleksandra Peisert 1:28:30
3. Dorota Lutomska 1:34:36

Ten bieg to przykład wielkopolskiej solidności organizacyjnej i lokalnej gościnności. Na każdym kroku widać było, że ekipa z Rogozińskiego Klubu Biegacza dwoiła się i troiła aby wszystko wypadło jak najlepiej. W takich właśnie biegach aż chce się startować i na pewno możemy Wam go śmiało rekomendować. Takie inicjatywy to świetna sprawa – gdyby nie Półmaraton Przemysła wiele osób w ogóle by do Rogoźna nie zajechało. Wstyd się przyznać, ale sam byłem tam może 2-3 razy i zawsze tylko przejazdem nie mając pojęcia, że to miejsce jest tak blisko związane ze słynnym królem! Teraz już wiem, że warto tam pojechać – nie tylko ze względu na perfekcyjny bieg, ale ponad 800-letnią historię tego miasta.

Z jesiennych pejzaży wyłaniają się kolorowi biegacze
Z jesiennych pejzaży wyłaniają się kolorowi biegacze – okolice 13km.

Podsumowując:

Największe plusy biegu:

  • Perfekcyjna organizacja
  • Przepiękna, jesienna trasa
  • Sprawnie funkcjonujące punkty odżywcze
  • Dobrze zorganizowana strefa mety na stadionie
  • Bardzo atrakcyjne medale
  • Folie termiczne oraz ciepły posiłek i herbata na mecie
  • Brak problemów z parkowaniem
  • Brak nagród finansowych
  • Kameralna, sympatyczna atmosfera

Drobne mankamenty:

  • Zwycięzcy w OPEN byli dekorowani dopiero po kategoriach wiekowych i gminnych, przez co musieli najdłużej czekać. Przeważnie robi się odwrotnie.
  • Dość długa kolejka do makaronu (rozmawialiśmy już z organizatorem i wiedzą, że to kwestia do poprawki)
  • Trochę niebezpieczny wbieg na stadion w postaci nierównego uskoku z asfaltu na żużel, przy dużym zmęczeniu trzeba było bardzo uważać.

Aby znaleźć te trzy minusy musiałem sporo główkować, ale chciałem coś dodać aby nie wyszło, że jestem nieobiektywny;) Nie zmienia to jednak faktu, że Półmaraton Przemysła II w Rogoźnie jest dla nas imprezą perfekcyjną, a te drobne niedociągnięcia są jak pieprzyk na twarzy Marylin Monroe. Do zobaczenia za rok!

Wszystkie zdjęcia z powyższej relacji są autorstwa Tomasza Szwajkowskiego

Więcej zdjęć Tomka znajdziecie tutaj:  www.facebook.com/FotografiaTomaszSzwajkowski

oraz na stronie: www.szwajkowski.info

 

Do zobaczenia za rok:)
Do zobaczenia za rok:)

 

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułOto bluza, której na pewno nie widziałeś. Skąd ona ją ma i dlaczego takie kolory?
Następny artykułDolnośląski Festiwal Biegów Górskich – ruszają zapisy!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.