Jednym z najczęstszych pytań stawianych przez biegaczy jest kwestia biegania na czczo – czy warto? Czy taki sposób biegania bardziej szkodzi czy pomaga? Czy jednak przed treningiem nie warto zjeść choćby małej przekąski aby zapewnić sobie energię? Dziś krótko właśnie na ten temat.

Określ cel swojego biegania

Zacznijmy od podstawowej kwestii czyli określenia celu swojego biegania – jeśli planujesz długie wybieganie lub ciężki trening szybkościowy zjedzenie niewielkiego posiłku bogatego w węglowodany będzie optymalnym rozwiązaniem. Taki posiłek zjedzony 1,5-2 godziny przed biegiem dostarczy energii, która pozwoli Ci biec dłużej, a przede wszystkim wydajniej. Jest to niezaprzeczalny fakt, ale jest również druga strona medalu, o której napiszę w dalszej części tekstu.

Na czczo = 20 % efektywniejsze spalanie tłuszczu

Jeśli Twoim celem jest utrata masy ciała bieg na czczo będzie lepszym wyborem. Po przespanej nocy w organizmie jest wysoki poziom wolnych kwasów tłuszczowych, natomiast stężenie glikogenu w mięśniach i wątrobie niskie. Z tego właśnie powodu organizm podczas biegania na czczo szybko zużywa zapasy „cukrowe” i zaczyna spalać tłuszcze. Jesteśmy głodni, biegniemy mniej wydajnie, ale proces chudnięcia jest przyspieszony. Nie jest to teoria wyssana z palca, potwierdzili to również naukowcy z Uniwersytetu Northumbrii w Wielkiej Brytanii, którzy udowodnili, że osoby biegające na czczo spalają tłuszcz o 20% efektywniej.

Na paliwie tłuszczowym zabiegniesz dalej

Wszystko zależy więc od tego jakie masz podejście do biegania, ale jest jeszcze jeden dość istotny aspekt o którym należy wspomnieć. Bieganie na czczo daje pewną znaczącą przewagę – uczy organizmu efektywnego i bardziej ekonomicznego gospodarowania energią. Biegacz, który często trenuje na czczo lepiej poradzi sobie podczas zawodów na dystansach powyżej 21km gdzie czerpanie energii z zasobów tłuszczowych odgrywa kluczową rolę. To z kolei przekłada się na mniej bolesne pokonanie słynnej maratońskiej ściany. Osoby, które przeżywają gwałtowne spadki energii podczas maratonu w okolicach 25-30km są przeważnie słabo wytrenowane lub właśnie nie biegają nigdy na czczo.

Pokonać głód

W tym momencie warto dodać, że samo bieganie na czczo nie jest gwarantem znakomitej formy. Jeśli w planach masz 30km wybieganie, to nie ma sensu realizować takiego treningu na czczo i się katować – zjedz coś, ale gdy w trakcie poczujesz ssanie w żołądku spróbuj przezwyciężyć ten stan. Początkowe próby mogą być ciężkie, ale jeśli wytrenujesz dobre gospodarowanie energią, będzie Ci się biegało znacznie łatwiej. Moment w którym organizm przełącza się z korzystania z energii węglowodanowej na energię tłuszczową jest trudny i nieprzyjemny, ale im częściej pokonasz go mentalnie tym lepiej będziesz to znosił w przyszłości. Dodam tylko, że sam wypracowałem sobie nawyk wykonywania wielu, nawet bardzo długich treningów bez dożywiania się w trakcie i aktualnie nawet 35-40km bieg bez żadnego posiłku nie stanowi dla mnie problemu. Musiałem się jednak do tego przyzwyczaić i bywało ciężko – no, ale coś za coś.

Jak zaraz czegoś nie zjem, to umrę

Największym problemem jest kwestia powszechnego postrzegania głodu jako stanu niemal chorobowego. Wiele osób ma nawyk aby nieustannie dostarczać do organizmu kalorie, bo gdy nagle poczują ssanie w żołądku – będzie katastrofa. Nietrudno się domyśleć, że dla takich osób czas spędzony na zawodach (gdy wydatek energetyczny jest wzmożony) to bardziej walka o przetrwanie niż klasyczny bieg. Wszystko tak naprawdę siedzi w głowie – wystarczy zmienić nastawienie, dać się przekonać do tego, że bieg na głodniaka nie skończy się skrajnym wycieńczeniem, a efekty będą robić wrażenie. Spróbuj jeśli zależy Ci na poprawie swoich wyników, a jeśli biegasz dla funu – jedz ile chcesz i biegaj ile chcesz, nie zależnie od tego jaki masz cel ważne aby efektem końcowym Twojego biegania był szeroki uśmiech od ucha do ucha czego Wam wszystkim życzę.

Artykuł dedykuję mojej serdecznej przyjaciółce – Marzenie Michalec – autorce bloga kobietawbiegu.pl oraz autorce powiedzonka „Jak zaraz czegoś nie zjem, to umrę”, która ma niezwykły nawyk jedzenia posiłku dosłownie minutę przed rozpoczęciem biegania. Większość biegaczy na jej miejscu po kilkuset metrach miałoby kolkę i cierpiałoby katusze zakończone spektakularnym puszczeniem pawia ;) – Marzena po prostu biegnie jak gdyby nigdy nic, a w trakcie treningów jest w stanie wcinać nawet… naleśniki! To świetna i przemiła babka, ale nie naśladujcie jej w tym temacie, bo skończycie tragicznie ;)

Marzenę pozdrawiam serdecznie, a Was zachęcam do odwiedzenia naszego działu DIETA, gdzie poznacie kolejne, ciekawe wskazówki dotyczące odżywiania biegaczy.

 

 

 

 

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here