Dlaczego nie masz postępów w bieganiu? Prawda w oczy kole…

Co pewien czas otrzymujemy dosyć podobne pytania dotyczące treningu. Niektórzy z Was borykają się z problemem stagnacji wyników – biegacie, staracie się, wykonujecie sumiennie treningi, a pomimo tego forma stoi w miejscu. Oczywiście powodów takiego stanu rzeczy może być wiele, ale jest jedna, prawdopodobnie najbardziej powszechna przyczyna tego problemu to… lenistwo. I dziś kilka słów o nim;)

No dobrze – może lenistwo to nie do końca pasujące określenie w kontekście osób, które jakby nie patrzeć – biegają, ale skoro dla biegacza bieganie to tak samo naturalny ruch jak dla kogoś innego chodzenie, to przecież może on się lenić pomimo, że biega? Trochę filozoficznie to brzmi, ale tak jest choć nie każdy potrafi się do tego przyznać.

O co chodzi dokładnie i jak można się lenić będąc biegaczem? Sporo osób wybiera drogę na skróty – coś tam pobiega, parę razy w tygodniu wyjdzie zrobić parę kilometrów i potem gdy przychodzi start np. w półmaratonie – ogłasza wszystkim wobec jakiego wielkiego wyzwania staje i że może jakimś cudem wybiega życiówkę. Trochę mnie to śmieszy, bo przecież można tak łatwo temu zapobiec trenując sumiennie, systematycznie i różnicując środki treningowe. I tu już nawet nie chodzi o samą ilość treningów, bo możesz biegać 5 razy w tygodniu po 5km i mieć słabą formę na start, a możesz biegać 3 razy, ale tak sobie ułożyć trening, że pójdzie Ci całkiem nieźle.  Wystarczy popatrzeć na parkowe alejki i inne biegowe trasy – ile osób wykonuje tam jakieś przyspieszenia, przebieżki? Ile osób robi podbiegi lub biega żwawe krossy? Przeważnie bardzo mało, bo większość po prostu tupta, klepiąc kolejne, mało wartościowe kilometry. Można i tak, ale przecież większość z tychże tuptaczy wystartuje potem w zawodach i co wtedy?

- REKLAMA -

Podam Wam pewien przykład – mam kumpla w wieku około 35 lat, który odkąd tylko pamiętam – traktował bieganie po łebkach. Gdy wychodził pobiegać ze mną – kończył po 10km, podczas gdy ja dokręcałem do 15km. Gdy ja po zakończonym treningu proponowałem wspólne przebieżki – on wolał już wrócić do domu. Gdy chciałem go namówić na podbiegi – stwierdzał, że woli biegać „swoje”. Mijały lata, kolega biegał i biegał i nadal biega. Efekt jest taki, że swoją życiówkę w maratonie zrobił 10 lat temu i od tamtej pory wciąż biega na tym samym poziomie. Powiecie – może on tak lubi po prostu? I tu Was zaskoczę – on wciąż narzeka, że nie może zrobić progresu, a wszystko dlatego… że jest leniwy. Zatrzymał się na poziomie 3:40 w maratonie, a przecież obaj debiutowaliśmy w prawie tym samym czasie (ja 3:57, on 3:54). Nie twierdzę, że mój trening zaprowadził mnie na nie wiadomo jaki poziom, ale jakby nie patrzeć – ja swoimi różnorodnymi treningami, często opartymi na eksperymentowaniu doszedłem do złamania 3h. On wciąż o tym marzy, ale sposobu biegania nie zmienia, a przecież latka lecą… Jeśli to czytasz – nie obraź się, ale przecież to samo Ci powtarzam prawie zawsze jak się spotykamy;)