Dlaczego zacząłem biegać więcej i co mi to dało?

Co można zrobić by biegać lepiej? Jakie elementy treningu poprawić by bieganie było bardziej skuteczne i przynosiło lepsze efekty? Dlaczego zawsze zdycham na ostatnich kilometrach biegu? Te i inne pytania zadawałem sobie nieraz i eksperymentowałem, kombinowałem, starając się znaleźć przyczynę tego, że moje bieganie nie przynosi efektów. I tak właśnie, po latach uświadomiłem sobie, że na treningach biegam za szybko i jednocześnie za mało. Wtedy zacząłem wprowadzać w swój trening zmiany, po których zacząłem biegać lepiej.

Dlaczego zacząłem biegać więcej?

Może na początek wyjaśnię co mam na myśli pisząc, że biegam lepiej. Nie chodzi tylko o to, że po kilku latach wynikowej stagnacji nagle złamałem 3h w maratonie. O tym już Wam pisałem w tym artykule, ale nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi też o nastawienie do biegania jako do wysiłku fizycznego, sposób radzenia sobie na końcówce biegu, trzymanie stałego tempa i pewność siebie, która w bieganiu zawsze jest potrzebna.

Podstawowa rzecz, którą zmieniłem w swoim sposobie trenowania było stopniowe zwiększanie kilometrażu. Kiedyś rzadko przekraczałem 100km tygodniowo, a większość moich treningów opierało się na bezsensownych szybkich biegach – prawie same II zakresy, bicie życiówek na treningach i satysfakcja, która gasła na zawodach – wtedy widać było mierne efekty moich nieprzemyślanych treningów.

Moje zmiany, które dały efekty
Zmiana, którą wdrożyłem w swoje treningowe życie nie była łatwa – na początku niezbyt mi się chciało biegać więcej. Wizja wydłużonych treningów powodowała, że z obawami wychodziłem biegać – jak zniesie to mój organizm, czy będę się w stanie dobrze regenerować i wreszcie czy to cokolwiek da? Ta ostatnia kwestia martwiła mnie najbardziej, bo w końcu tylu mędrców twierdzi, że aby biegać lepiej wcale nie trzeba biegać więcej – co jest w mojej ocenie bzdurą, o czym sam się przekonałem. Tak czy inaczej stopniowo zacząłem wydłużać dystans swoich treningów – nie z dnia na dzień, ale z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Jeśli jednego tygodnia przebiegałem 100km, to w kolejnym robiłem już 105km. W taki sposób wydłużałem dystans w 2013 roku przygotowując się do Maratonu Toruńskiego. 2 tygodnie przed startem pokonywałem już około 130-140km  w tygodniu. Tak wiem – dla wielu taka liczba to abstrakcja, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że przygotowywałem się tylko do złamania 3h. Mój organizm jednak ewidentnie tego potrzebował – zacząłem odczuwać istotne zmiany już na etapie treningów. Z tygodnia na tydzień biegało mi się lepiej, czułem, że wydolność znacznie się poprawiła, moja waga się zmniejszyła, a 18-20km trening nie był już traktowany w kategorii wyzwania tylko jako element mojej codzienności. Nie będę się wgłębiał w to jak dokładnie trenowałem, ale robiłem to w następujący sposób – 6 treningów w tygodniu, z których 5 trwało od 1:25 do 1:40 oraz jeden trening, który trwał od 2,5 do 3h. Było więc to znacznie więcej niż w poprzednich latach. Efekty były następujące:

  • zacząłem biegać bardziej ekonomicznie
  • organizm nauczył się szybciej regenerować
  • zmieniłem psychiczne nastawienie do długich dystansów, przestałem się ich bać
  • przestałem odczuwać pragnienie i głód, które wcześniej utrudniało mi trening już po 15km biegu
  • zwiększyłem tempo biegu w I zakresie poprzez obniżenie tętna
  • po wielu latach wreszcie udało mi się pobiec maraton poniżej 3h (2:57:27)
  • przestałem odczuwać ścianę podczas kolejnych maratonów