Dobrze się bawić czy ścigać? Dwie szkoły amatorskiego biegania.

fot.ottavacitizen.com

Już od dawna zwykło się mawiać, że biegacze to jedna wielka rodzina. Jest w tym dużo prawdy, ale jak w każdej rodzinie tak i w tej mamy do czynienia z wielką różnorodnością charakterów, spojrzeń na świat i sposobów myślenia. Choć biegaczy łączy pasja to dzieli podejście do niej. Większość amatorów podchodzi do biegania z dużym luzem. Trenują, ale bez wielkiego nacisku na wynik. Gdy przychodzi czas zawodów to traktują je raczej jako formę rozrywki, spotkania z przyjaciółmi i miłego spędzenia czasu. Na starcie stają w doskonałych humorach i od początku do końca biegną z uśmiechami na twarzach. Wynik się dla nich nie liczy. Czasem się pościgają na końcówce, ale raczej też dla zabawy. Ich motto to run for fun – czyli przyjemne bieganie dla zdrowia, bez spinki, stresu i walki o urwanie kolejnych sekund z życiówki. Dziwne podejście, prawda? Nie do końca… 

Amatorzy w zawodach? Po co?

W tych samych zawodach staje druga grupa biegaczy. Nie są zawodowcami, ale ustawieni są tuż za elitą. Zatopieni w swoich myślach stoją przeważnie w milczeniu, zerkając co chwilę nerwowo na zegarki. Naładowani emocjami oczekują sygnału startera w wielkim skupieniu. Oni mają jasno określony cel tych zawodów – rywalizacja i ofiarna walka o wynik lub miejsce. W pełnym napięciu biegną od startu do mety, a po biegu nieraz słaniają się na nogach ze zmęczenia.

Gdyby spojrzeć na to w sposób stricte racjonalny to można by nabrać przekonania, że start w zawodach zarówno jednej jak i drugiej grupy jest bez sensu. Ci pierwsi płacą za bieg, w którym biegną niewiele szybciej niż na treningu, gadają, wygłupiają się i cieszą z ukończenia jak dzieci, do których przyszedł Mikołaj. Nie zależy im na rywalizacji więc w sumie po co pobiegli? To samo tyczy się ścigaczy – spięci jak guma od majtek biegną z dzikością w oczach, katują się, kalkulują, kontrolują tempo, obserwują rywali, a na metę i tak przybiegają poza pierwszą trójką, ba, często nawet zajmują całkiem odległe miejsca! To dopiero absurd!

Gdyby jednak patrzeć tylko i wyłącznie w sposób racjonalny to na linii startu mielibyśmy przeważnie kilku, góra kilkunastu zawodników z elity, a cały bieg nie byłby tym samym barwnym korowodem niekończącego się tłumu pasjonatów – tych wszystkich, których właśnie łączy pasja, a dzielą jej priorytety.

Niektórzy biegają w zawodach tylko dla dobrej zabawy i mają takie prawo - ich pieniądze, ich wybór. Ścigacze nie muszą ich rozumieć, ale powinni uszanować ich lajtowe podejście do sportu.
Niektórzy biegają w zawodach tylko dla dobrej zabawy i mają takie prawo – ich pieniądze, ich forma, ich wybór. Ścigacze nie muszą ich rozumieć, ale powinni uszanować ich luźne podejście do sportu.

 

Różnorodność, która tworzy całość

Co ciekawe te dwa przeciwstawne obozy biegaczy często darzą się dużym niezrozumieniem. Ci, którzy biegają dla dobrej zabawy często dziwią się ścigaczom – po co to robią, jaki widzą w tym sens i za jakie grzechy tak się męczą mimo, że mogliby to traktować zupełnie na luzie. Ścigacze z kolei patrzą na nich trochę z przymrużeniem oka, nie znajdując większego sensu w starcie dla zabawy. W tym momencie odzywa się niezwykle istotna potrzeba w biegowym życiu – potrzeba empatii i wzajemnego szacunku dla każdego podejścia do startu w zawodach. Jeden pobiegnie żeby sprawdzić czy w ogóle da radę, inny żeby spędzić miło czas  w towarzystwie koleżanki, jeszcze inny przebierze się za Batmana lub po prostu pobiegnie aby wreszcie zamiast 3:00:01 w maratonie mieć 2:59:59. Czyj więc start ma tutaj największy sens? Każdego – od elity zaczynając, poprzez walczących o pietruszkę amatorów, aż na przebierańcach kończąc. Wszyscy oni współtworzą ten wspaniały kolorowy spektakl. Każdy jest częścią długiego sportowego pociągu, który przetacza się przez ulice wielu miast na całym świecie. Tutaj są szybsi i wolniejsi, nie ma natomiast lepszych i gorszych. Nie chcę powtarzać pustych frazesów, że każdy kto stanął na starcie jest już zwycięzcą – bo nie jest. Jest natomiast człowiekiem świadomym, dbającym o zdrowie i w tej materii niewątpliwie człowiekiem sukcesu. Sukcesu, który nie musi być tylko i wyłącznie synonimem zwycięstwa, ale umiejętnej walki o jak najlepsze i jak najdłuższe życie.

Większość zachowań i sposób życia są wynikiem charakteru człowieka. Niektórzy mają wrodzoną potrzebę rywalizacji, dążą do perfekcji w każdym calu, lubią smak zwycięstwa i świadomość, że są w czymś lepsi od innych. Gdy takie osoby zaczynają biegać wówczas automatycznie przekłada się to na podejście do startów w zawodach. I tutaj nie ma znaczenia prezentowany poziom – taki zawodnik będzie walczył zawsze, bo ma to we krwi. Dla niego źródłem satysfakcji będzie pokonanie kolejnej bariery, zdobycie miejsca na podium, choćby w kategorii wiekowej czy pokonanie odwiecznego rywala. Taka osoba miewa nieudane starty, bywa, że czuje się zawiedziona swoim wynikiem, często wraca na tarczy.

Biegacz endorfinka ma pod tym względem znacznie łatwiej – on jest zadowolony z każdego biegu, każdy medal jest dla niego synonimem dobrej zabawy i miłych wspomnień. Nawet gdy jest bez formy to nie panikuje, po prostu biegnie sobie wolniej i z dobrym humorem dociera do mety.

 

To Ty decydujesz jaką rolę w zawodach sobie przypiszesz. Możesz być bohaterem poprzez ciężkie treningi i miejsca na podium, a możesz być bohaterem po prostu się przebierając. fot.ingur.com
To Ty decydujesz jaką rolę w zawodach sobie przypiszesz. Możesz być bohaterem poprzez ciężkie treningi i miejsca na podium, a możesz być bohaterem po prostu się przebierając. / fot.ingur.com
1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBiegaj i NIE chudnij
Następny artykułCo nowego w New Balance? Kolekcja butów biegowych na jesień 2014.
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.