Faza cierpienia. Wicenaczelny „PS” wkracza w kluczowy etap przygotowań!

Wkraczam w kluczowy etap przygotowań, który pozwoli mi w przyzwoitym czasie przebiec półmaraton, bez zbędnego cierpienia.
Zdjęcia i film wykonane telefonem Samsung Galaxy S7 Edge

(https://clk.tradedoubler.com/click?p=263786&a=2834727&g=23280564)

Choć przygotowania do Półmaratonu Praskiego BMW nie przebiegały w moim przypadku do tej pory idealnie zgodnie z planem, to pozostały do startu czas pozwala mi uwierzyć, że misja zakończy się powodzeniem. Zadanie jest o tyle utrudnione, że od dziś czeka mnie intensywna praca przy Euro 2016, ale czasem mnogość obowiązków sprawia, iż jesteśmy lepiej zorganizowani. Poza tym, kto powiedział, że we Francji nie można biegać?

2

Wkraczam w kluczowy etap przygotowań, czyli wdrożenie trzymiesięcznego planu, który pozwoli mi w przyzwoitym czasie przebiec półmaraton, bez zbędnego cierpienia. Trenuję więc od początku czerwca regularnie, trzy razy w tygodniu, z powolnym podkręcaniem tempa. Z jednej strony cieszę się, że ranne przebieżki w miejscowości La Baule, gdzie stacjonować będzie reprezentacja Polski, mogą być dużo przyjemniejsze niż bieganie po zadymionej spalinami Warszawie, z drugiej – półmaraton przyjdzie mi pokonać tutaj, nie tam.

Wierzę, że trzymanie się planu pozwoli mi odnieść końcowy sukces, a takowym w moim przypadku jest samo przebiegnięcie długiego dystansu. Znajomi mówią, że to jest jak narkotyk i człowiek chce więcej, zatem naturalną konsekwencją u takich ludzi jak ja będzie próba zmierzenia się później z maratonem, natomiast dla mnie jest to dzisiaj wizja niewyobrażalna, bo trudno mi umiejscowić siebie biegnącego na trasie, dajmy na to, spod mojego bloku w centrum gdzieś za Nadarzyn.

https://www.youtube.com/watch?v=tGLn_4u3StI\

Kiedyś wydawało mi się jednak, że – po pierwsze – bieganie jest bez sensu i – po drugie – że nie dam rady przebiec więcej niż kilometr, a teraz kilkukilometrowe przebieżki sprawiają mi coraz większą frajdę. Oczywiście bezustannie wspieram się technologią, ona daje mi dodatkową satysfakcję – pomiary czasów, analiza tras, tętno – lubię te wszystkie rzeczy i one wyznaczają mi kierunek.
Wydrukowałem sobie plan treningowy, a także mapę samego półmaratonu. Datę mam już dobrze wyrytą w pamięci i nikt nie musi mi przypominać, kiedy to nastąpi. Czas na wejście z formą na inny poziom w La Baule. Nawet dobrze to brzmi. Jak La Ból. Musi boleć, jeśli chcesz się zmierzyć z własnym organizmem. To już wiem.

mapa