Czerwiec, lipiec i sierpień to trzy bardzo charakterystyczne miesiące w roku biegacza. Większość najważniejsze wiosenne starty ma już za sobą i wtedy często nie bardzo wiadomo co dalej robić, jak trenować, wystartować gdzieś czy odpoczywać? Spieszymy więc z podpowiedzią jak spożytkować te trzy miesiące, które dla biegaczy są sezonem „ogórkowym”, jednak takim nie do końca.

Jak biegać od czerwca do sierpnia ?

Pierwszą rzecz, którą powinien zrobić każdy (mądrze trenujący) biegacz po zakończonych startach, to 10-12 dni przerwy od biegania. Nie jest to może to samo co klasyczne jesienne roztrenowanie, ale chodzi również o zrobienie sobie takiej właśnie pauzy, która pozwoli organizmowi się zregenerować, ponaprawia wszystkie mikrouszkodzenia w mięśniach i dać szansę na nabranie tzw. głodu biegania.

Oczywiście w kalendarzu biegów kompletnie nie widać żeby zaczął się jakiś mniej startowy sezon dla biegaczy – wręcz przeciwnie w czerwcu mamy jeszcze ponad 300 imprez biegowych w całej Polsce! Nieco większa posucha zaczyna się dopiero w lipcu, w którym biegów jest już około 2-3 razy mniej. Tak czy inaczej przez cały okres wakacyjny jest gdzie startować, a wybór z roku na rok jest coraz większy.

 

Odpoczynek, bieganie i starty na luzie

Wróćmy jednak do tego co biegacz powinien robić gdy już się nabiega w kwietniu i maju, a następnie odpocznie. Jeśli nasz rok treningowy jest podzielony na dwa sezony startowe – wiosenny i jesienny, wówczas, jeśli myślimy o bieganiu w systemie rocznej periodyzacji treningowej, powinniśmy czerwiec i lipiec przeznaczyć na kumulację kilometrów. Nie kombinujemy wówczas zbytnio ze środkami treningowymi, a jedynie zbieramy kilometry tworząc sobie podstawy wytrzymałościowe już pod jesień. Najbardziej logiczne w tym momencie byłoby oczywiście spokojne, treningowe bieganie w pierwszym zakresie, bez szarpania się – ewentualnie z bardzo delikatnymi akcentami od czasu do czasu. No, ale jak wiadomo – co innego teoria, a co innego praktyka. Fajne starty w biegach kuszą niemiłosiernie, a gdy już jesteśmy na wakacjach, a w pobliżu miejsca naszego odpoczynku nagle okazuje się, że jest jakiś bieg – wtedy nogi wręcz same się rwą do biegu i często ku zdumieniu rodziny i znajomych – bierzemy udział. Nie ma w tym nic złego, o ile nie próbujemy z takiego startu uczynić szaleńczej pogoni za życiówką. W opinii wielu trenerów zdecydowanie lepiej jest potraktować taki start zupełnie na luzie lub ewentualnie jako mocniejszy drugi zakres.

 

 

 

Komentarze Facebook