Jak może się skończyć przedwczesna radość na finiszu?

Amerykański biegacz Ben Payne może mówić o niemałym pechu jaki go spotkał podczas biegu AJC Peachtree 10km Road Race w Atlancie. Ben biegł już do mety pewny wygranej – tuż przed taśmą podniósł ręce w geście zwycięstwa, gdy nagle tuż obok niego przemknął Brytyjczyk – Scott Overall, który dosłownie o włos – wyprzedził go i wygrał. Ben był zszokowany całą sytuacją i do końca nie mógł uwierzyć w to co się stało, ale po godzinie nastąpiło oficjalne ogłoszenie wyników i wszystko było już jasne. Zwycięzcą został Brytyjczyk, drugie miejsce dla Amerykanina. Poniżej filmik z tego feralnego finiszu Bena…

 

 

To nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek w historii biegania. Podobne zdarzenie miało miejsce swego czasu podczas jednego z amerykańskich mityngów:

 

 

Jeszcze inaczej było w przypadku finiszu maratonu w Chicago w 2006 roku. Tutaj zwycięzcą został Kenijczyk – Robert Cheruiyot (2:07:35), który jednak na samym finiszu poślizgnął się i gdyby nie to, że jego nogi były już na macie pomiarowej – wygrałby biegnący za nim Daniel Njenga.

 

 

Te przykłady są dowodem na to, że bieg to walka od startu do mety i dopóki nie przekroczy się linii finiszu – nie można być pewnym zwycięstwa. W bieganiu jak w każdym innym sporcie dobrze jest mieć w sobie ducha walki i pragnienie zwycięstwa, ale mieć też sporo pokory i rozsądku.

Te sytuacje nie dotyczą tylko zawodowców – amatorzy również bywają niezbyt skromni na mecie, choć w ich przypadku można to tłumaczyć radością z samego ukończenia biegu. Niemniej jednak byłem kilkukrotnie świadkiem nieco śmiesznych i tragicznych zarazem sytuacji jakie miały miejsce tuż przed metą. Przed oczami mam zwłaszcza jeden z poznańskich półmaratonów, gdzie biegacz 50 m przed końcem robił z siebie pajaca skacząc i wymachując rękoma na lewo i prawo – efekt był taki, że poplątały mu się nogi i skręcił kostkę kuśtykając do mety ociekając krwią. Jakoś nie było mi go specjalnie żal, bo sam sobie na to zapracował, ale wtedy pierwszy raz pomyślałem o tym, o czym teraz piszę – nawet jeśli jesteś już 10 metrów przed metą to możesz jeszcze tego biegu nie ukończyć, ale gdy jesteś już choćby metr za nią – wtedy dopiero możesz być pewny, że Ci się udało.

Cieszmy się więc z każdego biegu, w którym startujemy, ale zachowajmy choćby minimum pokory, bo sport był, jest i zawsze będzie nieprzewidywalny.