Jak poderwać biegaczkę? ABC skutecznej strategii

czyli jak kulturalnie znaleźć miłość w biegu

 

Po prostu się przyłącz

Wobec powyższych przykładów lepiej darować sobie jakiekolwiek teksty tylko po prostu podbiec i zapytać czy można się przyłączyć. Przede wszystkim jednak nie nachalnie. Jeśli mijasz kobietę biegnącą z naprzeciwka, której nie znasz i nagle jak piorun odwracasz się i zaczynasz za nią pędzić – możesz być wzięty za gwałciciela lub idiotę. Zdecydowanie lepiej jest wykorzystać moment, w którym stopniowo ją dobiegasz aż biegniecie w jednej linii. To idealny moment do tego aby zapytać czy możesz się przyłączyć. Ona nie jest przestraszona, a Ty masz  pole do działania. Nie patrz jednak na nią jak kura na ziarno. Oczywiście dla faceta biegnąca dziewczyna zawsze jest sexy nawet gdy ledwo żyje, ale ona sama będąc akurat w trakcie treningu może nie do końca czuć się komfortowo nawiązując nową znajomość. Spocona, zmęczona i pewnie nie wyglądająca akurat tak jakby chciała. Zachowaj więc swoje ciekawskie zapędy na wspólną kolację… o ile w ogóle do niej dojdzie.

Jeśli dziewczyna w ogóle się zgodzi na wspólny bieg, to pierwszy krok masz za sobą. Nie oznacza to jednak, że już tego samego wieczoru będziecie uprawiać inny sport (zresztą nie o to przecież chodzi, prawda?) Pamiętaj – biegaczka to nie dyskotekowa lalka. Biegaczki są co prawda wytrzymałe i silne, ale to wciąż kobiety – delikatne, subtelne i trzeba je zrozumieć. Ok – wiemy, że łatwiej jest nabiegać 2:03 w maratonie niż zrozumieć kobiety, ale warto chociaż spróbować. Tak czy inaczej – jeśli już zaczniecie razem biegać to musisz wykazać się dużym rozsądkiem i umiejętną oceną sytuacji. Psychologowie twierdzą, że pierwsze kilka minut rozmowy potrafią decydować o dalszym rozwoju sytuacji bardziej niż by się nam mogło wydawać.

Jeśli na zadawane przez Ciebie pytania odpowiada zdawkowo: „tak, nie, może, 1:50, chyba, w Krakowie” – to znaczy, że nie ma za bardzo ochoty pogadać lub… brakuje jej tchu. Wtedy możesz zasugerować zmniejszenie tempa aby móc spokojniej pogadać. Jeśli się zgodzi to jest coraz lepiej, ale to wciąż tylko początek.

Nie będziemy dalej instruować Cię co masz mówić, a czego nie aby było skutecznie. Tutaj liczy się Twoja kreatywność i wyczucie. Warto też w rozmowie wyczuć czy Twoja piękność nie jest czasem mężatką. Oczywiście najlepszym dowodem na to jest obrączka, ale różnie z tym bywa. Jeśli w rozmowie wspomni o rodzinie czy dzieciach możesz co najwyżej zostać jej biegowym kompanem. Czyli tak jakbyś pobiegł w maratonie i 10m przed metą musiał zejść. Jednym słowem – masz wtedy cholernego pecha.

 

Wspólny bieg to jeszcze nie randka

Załóżmy, że znaleźliście wspólny język. Przebiegliście razem kilka kilometrów i ona jest chętna na kolejny trening we dwoje. Jesteś zachwycony jakbyś właśnie wygrał milion złotych, ba… milion euro. Spotykacie się więc kolejny raz, potem znowu i wszystko jest na dobrej drodze. No właśnie – tylko na dobrej drodze do czego? Ty już pewnie stworzyłeś w swojej głowie scenariusz jak to się dalej potoczy, ale prawda jest taka, że możecie tak biegać w nieskończoność i oprócz wzrostu formy nie zyskasz nic. Dlaczego? Ponieważ kobieta potrafi znaleźć w facecie przyjaciela/kompana do treningów, gdy tego akurat potrzebuje. Gdy nie lubi biegać sama lub gdy nie ma wsparcia ze strony rodziny. Biegowy kompan to wówczas znakomite rozwiązanie. Nie oznacza jednak, że widzi w nim od razu swojego wybranka – księcia z bajki. Ba – nawet wspólne wyjście na biegowe zakupy czy wyjazd na zawody wcale nie muszą oznaczać, że z tego coś grubszego się kroi. Znamy wielu facetów, którzy właśnie w taki sposób się zawiedli.

Tak naprawdę trudno jest ocenić moment, w którym już wiesz, że Twoja partnerka treningowa może stać się również Twoją partnerką w życiu. Oczywiście istnieje mnóstwo sygnałów, które mogą o tym świadczyć, ale zapamiętaj kobieta zawsze pozostanie kobietą i odbiór tych sygnałów może być czasem trudniejszy niż nasłuchiwanie szmerów z odległych galaktyk.

 

1
2
3
4
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDOZ Maraton Łódź z PZU 2016 – poznajcie kandydatów do zwycięstwa!
Następny artykuł2 kwietnia ruszyły zapisy do Maratonu & Półmaratonu Mierzęcin
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.