Jak przeżyć maratoński kryzys?

Już za kilka dni startuje 16 Poznań Maraton. Na starcie ma pojawić się ponad 8000 zawodników (w tym również sporo debiutantów) i zapewne wielu z nich będzie przeżywać bolesne zetknięcie ze słynną ścianą – wielki kryzys związany z wyczerpaniem się pokładów energii. Na ogół opisuje się jak w ogóle owej ścianie zapobiec, ale co zrobić gdy już się pojawi? Jest kilka rzeczy, które pomogą Ci ją przetrwać. Mogę śmiało przyznać, że jestem w tym temacie specjalistą, bo przeżywałem taki kryzys… ponad 20 razy w życiu!

Przede wszystkim zachowaj spokój – to co Cię właśnie spotkało może na początku wzbudzić niepokój, ale w 99,9% przypadków nie jest to nic groźnego. To naturalna reakcja Twojego organizmu, który nagle domaga się odpoczynku. Twoje zapasy glikogenu uległy znacznemu wyczerpaniu i zaczynasz odczuwać swoje nogi jakby były z waty. Bardzo doświadczeni biegacze przeważnie tego nie odczuwają, a jeśli już ich to spotka – potrafią dzięki mocnej psychice utrzymać stałe tempo lub tylko nieznacznie zwolnić. Ba – najlepsi potrafią nawet w tym momencie przyspieszyć. Ja jestem z natury przekorny, ale na taki krok – brakowałoby mi odwagi. Twoim naturalnym odruchem będzie zapewne nagły spadek prędkości i chęć zatrzymania się, ale postaraj się ze wszystkich sił aby tego nie zrobić. Doświadczenie pokazuje, że ci, którzy się zatrzymują, mają później bardzo duży problem aby z powrotem ruszyć. Zdecydowanie lepiej utrzymywać niską intensywność wysiłku i takim powolnym truchtem poczekać aż organizm przezwycięży kryzys.

To jednak nie wszystko – na tych najtrudniejszych kilometrach (a jest to najczęściej pomiędzy 28, a 35km) – powinieneś zapewnić sobie prawdziwego energetycznego kopa. Banan nic tutaj nie pomoże – to oczywiście niezłe źródło węglowodanów, ale jeśli oczekujesz szybkiego efektu – skorzystaj z żelu energetycznego (może być z 32-50mg dawką kofeiny, o ile dobrze na nią reagujesz). Taki szybki zastrzyk energii potrafi często pomóc i z tej właśnie przyczyny – warto mieć jeden zapasowy żel na czarną godzinę czyli odcinek na, którym przeważnie nie ma punktów odżywczych (między 30, a 35km). Dla wielu wybawieniem jest też roztwór wody z solą oraz sporą ilością rozpuszczonej glukozy.

Energia to jednak jedno, a psychika to drugie. Nie myśl o swojej niedoli i o tym jak daleko jeszcze do mety, pomyśl raczej o tym, że pokonałeś już ponad 30km, a do końca zostało mniej więcej tyle il trwa Twój standardowy trening. Od pewnego czasu sam zmieniłem sposób percepcji maratońskich kilometrów i od 30-31km biegnę z poczuciem, że do finiszu jest już naprawdę blisko.

Maratońska ściana to już symbol, który budzi obawy wielu biegaczy. Jak widać - można też podejść z humorem:)
Maratońska ściana to już symbol, który budzi obawy wielu biegaczy. Gdy jednak przygotujesz się do startu należycie – nie musisz się jej obawiać tak bardzo.

Kolejna sprawa to wyprzedzający Cię zawodnicy – możesz mieć poczucie, że nagle w tym momencie stałeś się najsłabszym zawodnikiem w stawce. Ty stoisz lub truchtasz, a kolorowy pociąg ucieka Tobie w siną dal. Nie myśl o tym w ten sposób – to co teraz widzisz to tylko wycinek maratońskiej rzeczywistości. Możesz być pewny, że kilkaset metrów za Tobą ktoś przeżywa podobne dantejskie sceny, a wielu z tych, którzy Cię właśnie mijają – przeżyją je lada moment. Podczas maratonu musisz być małym egoistą i mieć poczucie jakbyś nie miał rywali – Twoim jedynym rywalem są w tym momencie Twoje ograniczenia i to z nimi walcz z całych sił.

Kibice – potrafią dodać skrzydeł, ale uważaj na nich. Oni mogą nie mieć pojęcia, że przeżywasz właśnie zderzenie ze ścianą i z całych sił Cię dopingują abyś nagle z ich pomocą poderwał się do szaleńczego biegu. Niestety – niektórzy tak reagują i niesieni nagłym przypływem endorfin – zaczynają biec szybciej po czym zwalniają lub nawet zatrzymują się. Po 30km lepiej podchodzić do kibiców z rezerwą i nie zawsze dawać się ponieść, bo może się to źle skończyć. Ty jesteś odpowiedzialny za swój organizm i to Ty musisz wyczuć czy masz szansę na przyspieszenie. Kibice dodają skrzydeł, ale decyzja musi być Twoja.

Kiedy kryzys zostanie już przezwyciężony, do końca zostało już bardzo blisko (1-2km) i słychać już muzykę i doping na mecie – możesz nagle poczuć przypływ nowej, niesamowitej energii. To wspaniałe uczucie, ale uważaj – łatwo tutaj o przeszarżowanie. Niejeden maratończyk zakończył taki szalony galop nagłym odcięciem prądu kilkaset metrów przed metą i ostatnie metry zmuszony był człapać słaniając się na nogach. Masz energię – to świetnie, ale postaraj się zachować ją aż do mety. Dzięki temu nawet powolnym truchtem miniesz finiszowy zegar z uśmiechem na ustach, a zgromadzonym wokoło kibicom nawet przez myśl nie przejdzie, że jeszcze kilka kilometrów wcześniej – „umierałeś”.

Wszystkim obecnym i przyszłym maratończykom życzę aby nie musieli tego tekstu stosować w praktyce, a słowo kryzys budziło kojarzenia tylko stricte polityczne.

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł16. PKO Poznań Maraton już w najbliższą niedzielę!
Następny artykułEmil Dobrowolski zwycięzcą 16. PKO Poznań Maraton
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.