Jak przeżyć samotny bieg i nie dostać na głowę?

 

samotny biegacz

 

- REKLAMA -

Bezpieczne 300m przewagi

Czy na treningu szarpałeś tempo biegnąc raz szybciej raz wolniej? Zapewne nie, dlatego w samotnym biegu również tego nie rób. Zachowanie rodem z bieżni, lepiej zostawić kolegom ze średnich dystansów. Tutaj najważniejszy jest równy, miarowy, bieg. Jeśli zostałeś już wyprzedzony przez początkową grupę, to bardzo nierozsądnym rozwiązaniem jest rozpoczynanie pościgu. Zwłaszcza jeśli do mety jest jeszcze daleko, a tempo konkurentów znacznie przewyższające to, zakładane przez Ciebie. Na zawodach ważny jest ogień, ale jednoczesne niepodpalanie się – to taki paradoks, o którym warto pamiętać. Biegnij szybko, ale w swoim własnym tempie, nie sugerując się prędkością innych. Nie goń i nie uciekaj – nawet jeśli widzisz, że ktoś się z tyłu zbliża – na tym etapie takie szarpanie tempa tylko Cię niepotrzebnie wyeksploatuje. Zdecydowanie lepiej jest poczekać na dalszy rozwój sytuacji, ponieważ może się okazać, że był to tylko chwilowy zryw lub goni Cię aby ,,podpiąć się” pod Ciebie i biec razem z Tobą jakiś czas (pewnie nie trenował biegania w pojedynkę i teraz mu ciężko). Możliwości jest wiele i trzeba dokładnie obserwować sytuację, zachowując jednocześnie pełen optymizm i wiarę w siebie.

Co do samej oceny odległości to na pewno przyda się oko geodety i umiejętność liczenia. Do dziś popełniam pewien błąd, który chciałbym wyeliminować. Gdy widzę zawodnika za sobą na długiej prostej (no dobra, wydało się… zdarza mi się oglądać za siebie, ale robię to coraz rzadziej) to często jego obecność mnie zbytnio stresuje i powoduje niepotrzebne zwiększanie tempa. Podczas ostatniego półmaratonu nieustannie martwiłem się czy utrzymam swoją pozycję do końca, biegnąc cały czas około 300m przed kolejnym zawodnikiem. O ile do 15-16km takie obawy miały jakiekolwiek uzasadnienie, o tyle moja trwoga na 19-20km była już absurdalna o czym przekonałem się dopiero w domu przeliczając wszystko na spokojnie. Jeżeli na 19km biegacz za mną był około 300m to logiczne było, że nawet zakładając iż biegnie z tą samą prędkością co ja (około 3:45/km) pokonanie 300m zajmie mu ponad minutę. Co z tego wynika? Wynika z tego, że aby kolega z tej siódmej pozycji chciał mnie prześcignąć musiałby zwiększyć tempo do około 3:10-3:15/km i utrzymać je aż do mety co było raczej mało prawdopodobne. Drugą ewentualnością było moje nagłe osłabienie, jednak nic na to nie wskazywało.

Jeśli zatem znajdziesz się w podobnej sytuacji, że kilka kilometrów przed metą ktoś biegnie za Tobą, pomyśl czy jest sens podkręcać tempo narażając się na wielki kryzys tuż przed metą czy może wystarczy utrzymać je do końca. 200-300m to w gruncie rzeczy jeszcze nie deptanie po piętach, ale dość znaczna odległość, pokonanie której trochę zajmuje. Zatem spokój, opanowanie i trzeźwa ocena odległości powinny stanowić podstawę Twojej strategii. Jeśli jesteś mocny i utrzymasz tempo – Twój rywal nie ma szans.