Jak przeżyć samotny bieg i nie dostać na głowę?

Gdy wyprzedza Cię TGV…

Kilka lat temu miałem taką sytuację podczas maratonu – biegłem sobie (jak zwykle samotnie), a jakieś 300m za mną przeciwnik, któremu udało mi się wcześniej uciec. Dystans między nami się utrzymywał na stałym poziomie. Nagle zobaczyłem jak pędzi w moja stronę z nienaturalnie dużą prędkością. Minął mnie biegnąc na oko jakieś 3:30/km, co przy moim 4:20 wydawało się jakby właśnie mijał mnie TGV. Ponieważ wyglądał na zawodnika z mojej kategorii, postanowiłem go podgonić. Podkręciłem tempo, utrzymując je może przez kilometr, po czym totalnie opadłem z sił, a pociąg odjechał. Zrezygnowany zacząłem człapać (przepraszam wszystkich, dla których jest to II zakres) po 5:00/km. Obejrzałem się raz jeszcze za siebie i… oczom nie mogłem uwierzyć. Ten zawodnik, któremu kilka kilometrów wcześniej uciekłem biegł jakieś 150m za mną, stopniowo się zbliżając. W takiej samej koszulce, co mijające mnie przed chwilą TGV. Tak… Okazało się, że pomyliłem osoby i ów ścigacz po prostu pojawił się nagle z dalszej stawki i zbliżył się tak szybko, że nie zauważyłem, iż to wcale nie mój rywal. Niepotrzebnie się szarpałem, straciłem mnóstwo sił, po czym wyprzedził mnie ten ,,prawdziwy”. Jak się okazało, TGV był to zawodnik z życiówką 2:35, który wykonywał trening w ramach tego maratonu, biegnąc ostatnie 10km w tempie 3:30/km… W taki sposób dałem się oszukać nie zachowując rozsądku i dlatego Was przed tym przestrzegam. Patrzcie uważnie kto biegnie za Wami, bo nie każdego warto gonić skoro jest kilka poziomów wyżej, a będąc zmęczonym o pomyłkę na prawdę nietrudno.

- REKLAMA -

Samotnie i… pod wiatr!

To będzie najkrótszy punkt. Jak wieje wiatr to trzeba po prostu zebrać całą swoją fizyczną i psychiczną moc, zacisnąć zęby i jakoś sobie radzić. Jest pewna sztuczka, którą można wykorzystać pod warunkiem, że niedaleko przed Tobą biegnie jakaś grupa. Jeśli biegniesz przez las lub między budynkami, a wiesz, że za chwilę będzie kilka kilometrów długiej prostej pod wiatr, czasami warto przyspieszyć i podpiąć się pod tę grupę, chowając się za nią. Być może straty energii będą wtedy mniejsze. Jest to pewien sposób, ale to Ty musisz zdecydować czy Ci się taki zryw opłaca. Biegnąc samotnie pod wiatr wielu zaczyna też rozumieć dlaczego warto biegać w dość obcisłych rzeczach, ale to już kwestia na inny temat.

 

Myśl pozytywnie

Samotność na trasie potrafi dać w kość – to fakt. Postaraj się jednak znaleźć pozytywne aspekty takiego biegania. Po pierwsze: możesz biec swoim tempem, nie sugerując się innymi. Po drugie: w przypadku wizyty w punkcie odżywczym nie musisz się pchać ani martwić, że ktoś Ci właśnie zgarnie sprzed nosa banana czy wodę, wszystko masz dla siebie i to jest Twoja przewaga nad grupami, które są przed Tobą i za Tobą. Po trzecie samotność zaczyna swój koniec tam gdzie słychać już dźwięki z mety – czasami jest to kilometr, a czasami kilka. Im bardziej się dźwięk niesie tym lepiej dla Ciebie – nawet jeśli to jeszcze (aż) 3km to słysząc już głos spikera i gwar kibiców możesz sobie wyobrazić, że już za kilkanaście minut to Ciebie będą oklaskiwać. Ciebie i Twój samotny bieg, w którym dzięki odpowiednim treningom i mądrej strategii wytrwałeś aż do końca.

 

I tego Wam wszystkim życzę. Mam nadzieję, że wykorzystacie chociaż część z zawartych powyżej wskazówek, bo chyba każdy przyzna, że samotność długodystansowca to niełatwa sprawa. Poradzić można sobie z nią na wiele sposobów, ale najlepiej po prostu pokochać.