Każdy biegacz kiedyś bał się tego. Ty z pewnością też.

Dla wielu biegaczy i biegaczek start w zawodach, to jak wyjście do kina czy do zoo – czysta rozrywka, przyjemność i fajnie spędzony czas. Dla tych, którzy jeszcze nigdy nigdzie nie startowali – zorganizowany bieg jawi się jako profesjonalna impreza, w której aż roi się od zawodowych ścigaczy. Raz po raz słyszę więc, że aby startować w zawodach trzeba reprezentować już wysoki poziom i być obeznanym w bieganiu. Dziś kilka słów do tych, którzy wiem, ze nas czytają, wiem, że chcieliby wreszcie zadebiutować choćby w biegu na 10km, ale wciąż się boją.

Przede wszystkim pamiętajmy – strach ma wielkie oczy, a profesjonalne zawody to określenie trochę na wyrost. W każdym biegu (no może w prawie każdym) znajduje się garstka zawodowców, która ściga się o czołowe miejsca i cała „armia” amatorów, którzy ten bieg ubarwiają, stanowią jakby jego podstawę i powodują, że cała impreza ma nie tylko aspekt rywalizacji, ale przede wszystkim dobrej zabawy – dostępnej dla wszystkich. 

Wielu amatorów się ściga, uzyskując całkiem niezłe wyniki, inni startują dla frajdy, jeszcze inni po prostu zbierają medale z biegów jak znaczki pocztowe. Każdy ma swój powód, a otwarta formuła zawodów powoduje, że startują wszyscy – szybcy i wolni, starsi i młodzi, zdrowi i ci, którzy mają problemy zdrowotne, ale też chcą się sprawdzić. Osobiście znam osoby, które startują pomimo cukrzycy, astmy, a nawet padaczki. 

To co Cię blokuje przed startem to z pewnością obawa przed czymś co jest nowe – z pewnością wyobrażasz sobie siebie, że na takim biegu wszyscy się doskonale znają, są biegowymi ekspertami, a Ty byłbyś tam małą, czarną owieczką na którą wszyscy patrzyliby z politowaniem. Kiedyś też tak myślałem, ale już pierwszy start zweryfikował, że jednak bardzo się myliłem. W biegach nie ma lepszych i gorszych – każdy traktowany jest na równi, a jak ktoś za wysoko głowę nosi, to właśnie on uznawany jest za czarną owcę. Jako debiutant możesz się rozgrzewać przed startem, a tuż obok Ciebie zawodnik, który biega 10km poniżej 30 minut i z pewnością nie spojrzy na Ciebie jak na jakiegoś egzotycznego żółwia, ale będzie dalej robił swoje lub wręcz się przywita i życzy powodzenia. Na zawodach jest jak w kinie – możesz iść na seans pomimo, że nie jesteś filmoznawcą i nikt nie powie – zobaczcie na tego kolesia w szóstym rzędzie – widać, że się nie zna na kinematografii. Jesteś po prostu widzem, a na biegu jesteś zawodnikiem – to czy biegniesz pierwszy czy setny raz nie ma żadnego znaczenia. Ruszyłeś tyłek, stanąłeś na starcie – brawo, to już jest postawa godna pochwały. 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRusza Dolnośląski Puchar Sportów Wytrzymałościowych
Następny artykułFIT przepis tygodnia – zdrowsza wersja Bounty!
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km – 35:19.