Kenijczycy i Ukraińcy w polskich biegach – czy to naprawdę problem?

W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o kwestii obcokrajowców startujących w polskich imprezach biegowych. Chodzi głównie o reprezentantów Kenii oraz Ukrainy, którzy hurtowo wręcz oblegają wszelkie biegi, na których można zarobić choćby kilkaset złotych. Pojawiają się zarówno na dużych, wielotysięcznych biegach jak i tych lokalnych. Jeżdżą po całym kraju inkasując nagrody za pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej, budząc w ten sposób mieszane uczucia, zwłaszcza wśród samych biegaczy. Często posądzani o stosowanie środków dopingujących cieszą się coraz gorszą opinią, a sami biegacze i organizatorzy przeważnie postrzegają problem w kategorii totalnego impasu. Czy rzeczywiście jest to tak duży problem i czy można coś zrobić aby na polskich podiach zaczęło się pojawiać więcej Polaków? 

 

Kenijska fala w Polsce

- REKLAMA -

Biegacze z Kenii oraz Ukrainy przyjeżdżają do Polski zarobić – przeważnie mają swoich menadżerów, którzy pomagają im załatwiać wszelkie formalności związane z pobytem na terenie naszego kraju, ustalają strategię startową i oczywiście… pobierają za tą formę pośredniczenia gratyfikację, która pochodzi z części nagród. Według Piotra Szurowskiego (menadżera Bendek Team) jest to 15%. Dyrektor Maratonu Warszawskiego – Marek Tronina twierdzi, ze około 30%. Ile to jest naprawdę? Możemy spekulować, ale jedno jest pewne – ten biznes musi być być lukratywny skoro trwa już w Polsce tyle lat, a sami zawodnicy sprowadzani z Czarnego Lądu prezentują bardzo zróżnicowany poziom i również w zależności od poziomu obstawiają biegi mniej lub bardziej „prestiżowe”.

Jakkolwiek byśmy na tę sprawę nie patrzyli – wszystko odbywa się legalnie i my Polacy nie powinniśmy mieć pretensji do tego, iż zawodnicy z za granicy przyjeżdżają do nas startować. Oczywiście wśród polskiej elity słychać często zgrzyty spowodowane takim stanem rzeczy – w końcu nasi polscy zawodnicy ciężko trenują, starają się, w dodatku mają praktycznie zerowe wsparcie PZLA i aby móc się dalej rozwijać chcieliby również zarabiać na zawodach. Tymczasem obecność biegaczy z Afryki czy Ukrainy często im te szanse odbiera, choć ma to jednak również drugą stronę medalu, ale o tym później.

 

4 zwycięstwa w 9 dni – zarobek w wersji ekspresowej 

I tutaj właśnie pojawia się problem – czy można ten proceder jakoś powstrzymać? Zasadniczo w tej kwestii niewiele da się zrobić, ponieważ tak jak wcześniej wspomniałem – wszystko odbywa się legalnie, w świetle prawa. Eskalacja problemu następuje jednak w momencie gdy na biegu są do wygrania poważne pieniądze, a Organizator nie zapewnia kontroli antydopingowej. Taka sytuacja ma miejsce w naszym kraju bardzo często, a sami Organizatorzy tłumaczą się przeważnie brakiem środków na wykonanie takich badań. Wtedy właśnie sukcesy biegaczy kenijskich i ukraińskich zaczynają budzić wątpliwości – zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z biegaczem czy biegaczką, który w ciągu 9 dni wygrywa 4 duże, nieźle obsadzone biegi w różnych miejscach w kraju (sobota/niedziela pierwszego weekendu i sobota/niedziela kolejnego weekendu). Taki wyczyn nie mieści się w głowie przeciętnego śmiertelnika i rodzi również zapytanie – czy nawet z typowo kenijskim talentem da się biegać tak długo na tak wysokim poziomie? Być może się da, ale jeśli w grę wchodzą już kwestie finansowe – należałoby to sprawdzić aby rozwiać wszelkie wątpliwości.