Kontuzja – Twoja szansa na sukces

KONTUZJA – wyrok, przerwanie pięknego snu i koniec nadziei na spełnienie sportowych marzeń. Takie myśli towarzyszą zazwyczaj biegaczowi, który nagle, w najmniej spodziewanym momencie, doświadczył jakiegoś zerwania, naciągnięcia, złamania czy innego tego typu ”dziadostwa”. Sytuacja staje się beznadziejna i trudno wtedy komukolwiek przemówić, że można w tym wszystkim znaleźć jakieś pozytywne aspekty. Bo i gdzie szukać dobrych stron w czymś, co nagle burzy nasz codzienny cykl życia? Jest w takim myśleniu sporo prawdy i dużo pewnie zależy od tego kogo i w jakim stopniu owa kontuzja dotknęła. Inaczej bowiem będzie ona przeżywana przez początkującego truchtacza, który naciągnął sobie mięsień przez nieumiejętne bieganie w nieodpowiednim obuwiu, inaczej przez zawodnika, który jest u szczytu formy i tuż przed kolejną próbą złamania 3h w maratonie zrywa ścięgno Achillesa, jeszcze inaczej u zawodowca, który zrobił minimum na Igrzyska Olimpijskie, ma życiową formę, a trzy dni przed nimi złamał nogę przez zwykłą ludzką nieuwagę.

To trzy zupełnie różne przypadki, które łączą oprócz fizycznego także psychiczne cierpienie w zupełnie różnych wymiarach. Inne cele, priorytety i inne klasy sportowe, a problem ten sam. Nie ma w tym przypadku jednoznacznej i uniwersalnej recepty na to, w jaki sposób pomóc tym wszystkim zawodnikom aby zmitygować nieco ich wewnętrzne frustracje. Wiem to po sobie, gdy po 11 latach ”bezawaryjnego’’ biegania na wysokich obrotach nagle na jednym z wymagających gdyńskich podbiegów, kolano odmówiło mi dalszej współpracy na okres roku. Entezopatia – stwierdził lekarz, który był w moich oczach niczym kat, choć paradoksalnie próbował mi pomóc. Zaczął się bardzo trudny okres dla mnie, jednak w duchu powtarzałem sobie, że skoro tyle lat już biegam to nie po to, by jedna głupia kontuzja mnie złamała.

 

Analiza dotychczasowych treningów

Zacząłem wykorzystywać ten czas na analizę swoich dotychczasowych treningów, metod jakie stosowałem, ich przydatności w kontekście rezultatów jakie osiągałem i progresji. I chodź bardzo mi brakowało treningów biegowych, starałem się uprawiać wszelkie możliwe aktywności, na które miałem lekarskie przyzwolenie. Rower, wędrówki, pływanie, brzuszki i różne ćwiczenia siłowe trzymały mnie w jako takiej formie. Pomimo zaistniałej sytuacji planowałem cały czas co później zmienię w swoim treningu jak będę już zdrowy i jaki będzie mój nowy cel. Przede wszystkim zrozumiałem, że skoro zbliżam się do 30 roku życia nie powinienem już wykonywać tak szybkich treningów interwałowych jakie wykonywałem przed kilkoma laty. Wykańczające podbiegi po 3:20/km czy też ciągłe dychy poniżej 37min były treningami, które kiedyś mi służyły do poprawy wyników na dystansach do półmaratonu włącznie, ale nie dawały żadnych efektów w maratonie. Wynik tego był taki, że moja życiówka w pewnym momencie zatrzymała się na czasie 3:05:53 i postępów żadnych nie było, aż do czasu kontuzji.

 

Po lewej autor w trakcie kontuzji (maj 2013, waga 87kg), po prawej kilka miesięcy później na trasie I Maratonu Winnic - waga 75kg. Kontuzja dobrze wykorzystana.
Po lewej autor w trakcie kontuzji (maj 2013, waga 88kg), po prawej w sierpniu 2014 na trasie I Maratonu Winnic w drodze po życiówkę – waga 74kg. Jak widać kontuzją nie należy się załamywać.