Kosmiczny progres w 1 rok – czyli historia biegającego Michała

fot. Tomasz Makowski (Night Runners Polska)

Koniec roku zbliża się do nas z każdą godziną. Stwierdziłem że czas na małe podsumowanie tego co się stało w ostatnich 12 miesiącach mojego życia. A stało się bardzo wiele. Może ktoś sobie pomyśli, że to chwalenie się, a ja powiem Wam, że mój przypadek to przykład, że jak coś się postanowi to idzie osiągnąć bardzo dużo! No to zaczynam opowieść…

Rok 2016 minął mi pod znakiem nowości i to dosłownie. Nowa praca, nowi znajomi i co najważniejsze nowy jak dla mnie sport – bieganie. Nowością też był dla mnie rozmiar ubrań i to, że od 2015 roku moja waga spadła o 42 kg!

 

Styczeń 

Na początku głównie szukałem nowości. Trenowałem na siłowni, przeważnie była to bieżnia i orbitrek. Nadszedł jednak przełom – mój pierwszy trening biegowy na dworze. Przebyłem swoje pierwsze 5km na treningu w czasie 28 minut. Nie muszę Wam chyba mówić jak wielka to była dla mnie euforia. Na wadze miałem 84kg. 

Luty

Całe 8 treningów na zewnątrz. Rezygnacja z siłowni i 15 lutego jest życiówka na treningu – 10km w czasie 58:26. Uczucie jak bym przebiegł, co najmniej maraton. Cały czas pozostawałem pod okiem pani dietetyk, pilnowałem diety i byłem mocno nastawiony na pokonywanie trudności. 

Marzec

Treningów na zewnątrz zrobiłem 7 i już zaczęły w mojej głowie kiełkować pierwsze przemyślenia: „może półmaraton w Poznaniu?” Najpierw postanowiłem sprawdzić się jednak w jakichś zawodach na krótszy dystans i padło na „Elegant na 5” w Mosinie. Zapisałem się na bieg w maju. W Marcu udało się poprawić tempo na treningu i na 10km pobiegłem w czasie 55: 22! Jest super! Końcówka marca to sprawdzenie się i swoich sił. Pierwszy dłuższy trening – przebiegłem 18km! Był to mój najdłuższy dystans w życiu i super czas 1:41. 

Kwiecień

I tu się zadziało… całe 10 treningów w miesiącu! Już jest moc! Cały czas robiłem progres na 5km na treningach, aż tu nagle 9 kwietnia na oficjalnej stronie 4F pojawił się post konkursowy: „Opisz dlaczego chcesz wziąć udział w półmaratonie w Poznaniu?”. Spróbowałem szczęścia. I co? Dwa dni później dowiedziałem się, że za 6 dni stanę przed szansą pokonania „oczka” – pierwszego w życiu półmaratonu!!! Pierwszy start zawodach biegowych i to… PÓŁMARATON! Lekki strach, niedowierzanie i cały czas myśl że ktoś sobie robi żarty, aż do odbioru pakietu.

17.04.2016 – Mój wielki dzień

Słuchawki z ulubioną muzyką, endomondo, stres i strach czy dam radę. Nie będę opisywać jakie myśli i wątpliwości przeszły przez moją głowę w czasie biegu – bo to temat na kolejny artykuł. Zegar na mecie pokazał 1:55:22, tempo 5:12min/km. Super uczucie – radość że dało się radę przebiec ten dystans!

Mój pierwszy półmaraton – meta w Poznaniu.

Maj

Moje treningi osiągnęły pułap 122 km biegu miesięcznie! Podczas startu na 5km biegu w „Elegant na 5″ (super pogoda!) robię życiówkę –  21: 45. Zaczynam być coraz bardziej szczęśliwym biegaczem!

Czerwiec – Lipiec – Sierpień 

Start w the Color Run (super zabawa). Zapadła decyzja – startuję w swoim pierwszym maratonie: 17 PKO Poznań Maraton! Nadchodzi czas na ciężką pracę. W czerwcu ilość przebiegniętych kilometrów wzrosła do 140. Trenuję sam. W licu – przeprowadzam się i dużo pracuję w nowym mieszkanku. Treningi robię po pracy i miesiąc kończę mając na koncie 180km. W sierpniu nadal dużo pracuję przy wykańczaniu mieszkania, ale na liczniku mam w tym miesięcu 272km, więc cyba jest ok. Czas porozglądać się za startami na wrzesień… zapisuję się na Rock Run w Jarocinie i Półmaraton Szpot w Swarzędzu.

Wrzesień  

11 września godzina 12: 12 w cieniu 28°C, a przede mną drugi start na dystansie półmaratoniu, tym razem w Jarocinie. Czas na sprawdzenie trzech miesięcy pracy. Po czasie 1:36:24 melduję się na mecie, jako 9 w klasyfikacji Open, a drugi w kategorii M20 – mega niespodzianka! Jestem bardzo zadowolony (zrobiłem życiówkę o prawie 20 minut).

25 Września w Swarzędzu jestem prosto po nocnej zmianie. Startujemy o godzinie 10. Na stopach nowe buty (z przyczyn losowych). Zaczynam spokojnie swoim tempem i cały czas przesuwając się do przodu, na 8km „brak kontaktu z bazą” – padło endomondo, ale jest muzyka. Na 19km zaczepiłem chłopaka, (z którym się cały czas wyprzedzaliśmy) i pytam o czas jaki teraz mamy. „1: 19” odpowiada. Szok, ale zadowolenie. Na mecie stawiam się z czasem 1: 29: 18 w M20 jestem 16! Jest mega super!. Po Szpocie robię jeszcze 2 treningi i na liczniku tego miesiąca mam 184km. Cały czas kontrola u dietetyka, waga idealna 68kg. Od początku roku – zbiłem 16kg!

Październik 

Wreszcie!!! Choć nie do końca tak jak miało być. Przed maratonem złapało mnie przeziębienie i gorączka. Udało się trochę podleczyć by na starcie stanąć w pełni sił. 4 dni przed startem dostałem dokładną rozpiskę od mojej dietetyk i zacząłem ładowanie węgli. Na starcie w ostatniej chwili stanąłem w strefie 3: 45. Pogoda nie rozpieszczała. Cały czas chorągiew na 3: 45 była 20m przede mną, na 20 km w pogodzie bez zmian biorę już 2 żel i zjadam bananka. Jest i Malta – 25-ty km i podbieg, lekki strach. Zaczynam atak na chorągiew 3: 45. Udaje się – są za mną, a Warszawska przede mną. Kapuśniak z nieba, szaro i ponuro, a w uszach gra „My Immortal”. 30Km – biorę żel i banana, 32km – moja narzeczona ma dla mnie ostatni żel i pełny bidon, a do pełni szczęścia – słowa otuchy :) Biegnę dalej. 35Km i zaczyna się lekka „ściana” od strefy NR do stadionu ostatni żel i ostatnia prosta…

W końcu słychać z głośników „ostatnie 200m!” biegnę ile fabryka dała, a ciągnie się to niemiłosiernie. W końcu niebieski dywan, zegar i upragniona meta! Czas pierwszym w życiu maratonie – 3: 41: 17. A oprócz tego najlepsza nagroda – uścisk narzeczonej. Dokonałem tego! Przebiegłem 42km w super czasie, trenując samemu. Rok temu na moim liczniku było 110kg teraz jest 68kg, pokonałem 42km, przez rok zrzuciłem 42kg to było dla mnie jak ultramaraton. Do końca października zaczynam luzowanie.  Biorę dział w City Trial – czas 19: 45,  na liczniku mam 122km i pierwszy trening grupowy z Night Runners oraz Biegologią.

Listopad

Ten miesiąc to już krótsze biegi – Bieg Niepodległości w Luboniu na 10km (życiówka – 39: 30!) cały czas za czołówką, miejsce open 63 i tak super jak na pierwszą dychę na zawodach. Drugi start w City Trial i osiągam czas 19: 15. Jest coraz lepiej! Do końca miesiąca na liczniku mam 170km, spotkania z NBR i z Biegologią. Cały czas dowiaduję się nowości o trenowaniu.

Grudzień

3 Grudnia startuję w Biegu mikołajkowym na Strzeszynie. Start tuż za najlepszymi po 3km w pierwszej 5-tce, ale niestety trochę się przeliczyłem i bieg ukończyłem na miejscu 13 w klasyfikacji Open, a w M20 byłem 7 i znowu poprawa czasu na 10km – 39: 23. Gdyby rok temu ktoś powiedział, że uda mi się taki wyczyn z pewnością bym nie uwierzył.  Mamy końcówkę grudnia, a ja na liczniku mam 250km.

Jeden z moich grudniowych treningów – wybieganie 30km. Pokazuje jak bardzo można zmienić swoje wyniki przez rok biegania.

Po tylu emocjach i nowościach jakie przyniósł mi ten 2016 rok już nie mogę się doczekać wyzwań i startów w roku kolejnym! 

A jeśli myślicie, że postanowienia noworoczne nie mają sensu – zobaczcie ile zmieniło się w moim życiu przez okrągły rok!

Michał Szczepaniak