Kulinarne zachcianki biegacza – sygnały, których warto słuchać

odżywianie biegaczy jest bardzo ważne

Organizm biegacza to niezwykła maszyna. Potrafi dać nam wyraźne sygnały na temat tego czego nam akurat brakuje. Często zbyt mocno trzymamy się jednak pewnych zasad, które sobie odgórnie ustaliliśmy – żel energetyczny na 12km, batonik na 24km, izotonik 32km… Tymczasem organizm potrzebuje często zupełnie innych produktów/składników.

Miałeś kiedyś wrażenie podczas długiego biegu, że nagle zjadłbyś sobie coś słonego? Paluszki, chipsy, może jakieś krakersy? Jeśli tak to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w tym momencie potrzebowałeś sodu/elektrolitów. Zachciało Ci się batonika lub kawałka czekolady? To mógł być znak, że zaczyna Ci się kończyć zapas węglowodanów. Tak jest zresztą nie tylko w trakcie biegania – czasami jest taki dzień, że bardzo chciałoby się zjeść jakiś owoców cytrusowych – pomarańczy, mandarynek czy grejpfrutów – to najczęstszy efekt braków w witaminie C.

Te wszystkie sygnały są wysyłane przez mózg nie na darmo i warto mieć je na uwadze, bo to nie tylko zwykłe zachcianki. Słynny ultramaratończyk Hall Koerner podczas zawodów sięga po to na co ma akurat ochotę – gdy chce zjeść odrobinę chipsów – zjada, gdy chce zjeść czekoladowego batona – zjada. Dzięki temu dostarcza organizmowi aktualnie brakujących składników. Może więc to jest receptą na sukces w trakcie biegów długodystansowych?

- REKLAMA -

Na ostatnim Poznań Maratonie ustaliłem sobie sztywne zasady – 4 żele energetyczne na 12, 22, 28 i 35km. Jadłem je choć na 22 i 28km wcale nie miałem na nie ochoty. Dostarczyłem do organizmu kofeinę i węglowodany, ale moje żele zawierały za mało sodu. Pamiętam, że na 22 i 28km miałem właśnie chęć na coś słonego – przez myśl przeszła nawet makrela, ale oczywiście zjedzenie ryby w tym momencie byłoby raczej kiepskim pomysłem. Za to przegryzienie słonego krakersa czy choćby słony żel energetyczny (są już takie dostępne na rynku) mogłyby mnie wtedy poratować. Ja przyjąłem coś na co nie miałem aktualnie ochoty i dlatego średnio się potem czułem.

Mój kolejny maraton będzie więc małym eksperymentem – postaram się mieć kilka rzeczy na które akurat będę mieć chęć – oczywiście nie zabiorę ze sobą bigosu, pizzy czy frytek – po prostu podzielę swe odżywki na słodkie i słone. Zobaczę jak wtedy sobie poradzę i czy moja teza jest słuszna.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGorce Ultra Trail 2017 – do zdobycia nawet 6 punktów na UTMB!
Następny artykułPrzebiegnijmy razem 3000 km dla Aleppo! – bieg charytatywny
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.