/ fot. Grzegorz Drosiński

Informacja o organizacji maratonu w Kwidzynie była dla nas niezwykle radosna. To tam bowiem przed laty chodziliśmy na pierwsze randki i wspólnie przemierzaliśmy okoliczne lasy. Decyzja była więc spontaniczna – bez względu na formę, jedziemy i startujemy!

Liczyliśmy raczej na bieg zorganizowany w sposób bardzo minimalistyczny. W końcu to pierwsza edycja, na liście startowej około 130 osób i raczej nie spodziewaliśmy się aby mogło to być wydarzenie z rozmachem. Nasz przyjazd rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. Duża (a nawet bardzo duża) brama startowa, muzyka, rozmaite namioty, konferansjerka, trochę z piskliwym głosem, ale bardzo sympatyczna i dobrze radząca sobie ze spikerką. Odbiór pakietów startowych – bardzo sprawny i bezproblemowy. Same pakiety startowe zaskakująco bogate, jeszcze nie mieliśmy tak pełnych siatek na tak kameralnej imprezie. To naprawdę duży plus zważywszy na fakt, że opłata startowa wynosiła zaledwie 50 zł.

Start w maratonie w Kwidzynie w kameralnej atmosferze czyli to co w bieganiu lubimy najbardziej. / fot. Grzegorz Drosiński

Mamy pakiety, jesteśmy przebrani, rozgrzewka zaliczona – startujemy! Nazwanie tego maratonu Leśnym okazało się jak najbardziej trafione – 99% trasy to leśne dukty. Biegło się fantastycznie, świeże, leśne powietrze, po drodze kilka niewielkich jeziorek – bardzo malowniczo i przyjemnie. Na trasie było zlokalizowanych aż 10 dobrze zaopatrzonych punktów odżywczych. Obsługujące je osoby były bardzo miłe i pomocne, widać było, że pomoc biegaczom to dla nich przyjemność, a nie przykry obowiązek.

Trasa była pełna podbiegów i zbiegów, raz krótkich i stromych innym razem długich, nawet powyżej 1km. W większości biegło się bardzo dobrej jakości szutrowymi duktami, ale nie brakowało też urozmaiceń w postaci piachu czy wystających korzeni. Było wszystko czego leśna dusza pragnie. Zaskakiwała liczba leśników oraz strażaków, którzy zabezpieczali trasę. Samo oznakowanie również było bardzo dobre, a tabliczki z kilometrami umieszczone bardzo dokładnie, co kilometr.

W takim oto przemiłym i leśnym klimacie dotarliśmy razem do mety. Czas 3:45 – bez pośpiechu i w sumie treningowo choć skłamałbym gdybym stwierdził, że ten bieg nic a nic nas nie zmęczył. Od 35km czuć już było w nogach, że to nie jest zwykły, płaski, uliczny maratonik, ale to bardzo dobrze – przynajmniej trening okazał się naprawdę solidny. Moją rolą było poprowadzenie Oli na jak najlepsze miejsce i udało się – bieg w naszych nostalgicznych stronach Ola przypieczętowała pięknym zwycięstwem z 20 minutową przewagą nad drugą zawodniczką.

Trasa wymagająca, z licznymi górkami tym bardziej jesteśmy zadowoleni z czasu na mecie.

Na mecie kolejne zaskoczenie – było wszystko czego biegaczowi potrzeba po biegu – woda, izotoniki, ciasta, bigos, a nawet… pieczony dzik. Biegacze byli zachwyceni, a rodzinna atmosfera powodowała, że każdy czuł się tam po prostu wspaniale.

Ceremonia wręczania nagród przeprowadzona była sprawnie, aczkolwiek mamy dla organizatorów trzy wskazówki – najpierw wypada dekorować panie, po drugie: dekoracje zaczynamy od trzecich miejsc, nie od pierwszych, no i ostatnia rzecz – pan burmistrz, który miał być na dekoracjach poszedł sobie jeść. W sumie nic dziwnego, bo jedzenie było naprawdę pyszne, ale w przyszłym roku zalecamy więcej uwagi, bo moment dekoracji jest niezwykle ważny dla biegaczek i biegaczy:) Nagrody zapakowane w piękne, wiklinowe koszyki to był naprawdę świetny pomysł, podobnie jak drewniane statuetki zamiast klasycznych pucharów.

Niezwykle miłym akcentem było też sadzenie drzewek w „Alei Gwiazd” czyli Alei Zwycięzców Maratonu w Kwidzynie. Swój Klon jawor zasadziła więc w tym roku własnoręcznie Ola.

Trofea w leśnych klimatach i piękne wiklinowe kwiaty. / fot. Grzegorz Drosiński

W ramach biegu odbyły się także Mistrzostwa Klubu 100 Maratonów – można więc było spotkać znakomitych, legendarnych wręcz biegaczy takich – Zbyszek Malinowski czy Edward Dudek. Dla młodszych i początkujących zawodników byli oni dodatkową dawką motywacji.

Kto lubi kameralne imprezy i świeże leśne powietrze ten do Kwidzyna powinien zawitać koniecznie za rok. To impreza, która okazała się być robiona z sercem i widocznym zaangażowaniem całej lokalnej społeczności. My postaramy się wrócić już nie tylko z sentymentu do tego miejsca, ale po prostu na świetny bieg. Nasza ogólna ocena imprezy to 9/10!

Miłym akcentem było też osobiste zasadzenie przez Olę drzewka w Alei Zwycięzców. / fot. Grzegorz Drosiński
Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here