Maraton w Częstochowie – zmarnowana kasa i bardzo niska frekwencja

Każdy biegacz ma czasem taki dzień, że go krew zalewa. Mnie zalała dzisiaj jak zobaczyłem wyniki pierwszej edycji Maratonu w Częstochowie. Bieg o nowoczesnej nazwie I Maraton 42-200 Częstochowa odbył się wczoraj 1 maja 2016. Idea wspaniała, bo miasto kojarzone głównie z pielgrzymkami miało niespotykaną okazję aby wreszcie zacząć przywoływać także inne skojarzenia – w tym sportowe. Kibicowałem powodzeniu tej imprezy od samego początku, ale… czy udało się zrobić świetny bieg promujący region? Moim zdaniem nie. W tak dużym mieście (ponad 230tys. mieszkańców) królewski dystans ukończyło zaledwie… 219 zawodników (maraton) oraz znacznie więcej zawodników w biegu na 5km – 248. To bardzo mało biorąc pod uwagę, że limit wynosił aż 1000 osób. Może trzeba było zrobić bieg tylko na 5 i 10km? Nie – maraton był w tym mieście potrzebny, ale chyba nie taki…   

Powody tak niskiej frekwencji mogą być różne, ale pierwsze co rzuca się w oczy to pierwsza trójka mężczyzn (Kenia i Ukraina) – I miejsce – Mwangi Joel Maina (Benedek Team) – 2:21:53, II miejsce Henry Keboi (również Benedek) i trzecie dla Ukraińca – Sergii Ukrainiets (z LKB Rudnik). No ok – przyjechali koledzy zza mgranicy, zgarnęli nagrody, a pierwszy Polak na mecie – dopiero na czwartym miejscu (Krzysztof Mercik – 2:52:56). Co ciekawe w rywalizacji pań zabrakło Kenijek i Ukrainek (na szczęście)…

Teoretycznie wszystko ok – trasa była bardzo atrakcyjna i wymagająca, ale gdzie leży problem? Problem leży w nagrodach finansowych, którymi organizator po prostu szastał – 1 miejsce w klasyfikacji OPEN (m+k) – 3000zł, 2 miejsce – 2000zł, 3 miejsce – 1000zł (500, 300, 200zł – miejsca 4-6). No niestety – ewidentny strzał w kolano. Takie kwoty kuszą tych, którzy przyjeżdżają do Polski zarabiać kasę, a nie biegać z pasji – o kwestii ich wątpliwej uczciwości nawet nie wspomnę… Oczywiście – tutaj była przeprowadzona kontrola antydopingowa i słusznie, ale czy wobec tak niskiej frekwencji i poziomu – ma to większe znaczenie? Czy taki miał być zamysł imprezy? 3 obcokrajowców – potem pół godziny przerwy i pierwszy Polak? Czy to ma być promocja miasta i regionu? O czym spiker mówił przez te 30 minut? O historii Kenii czy rozwoju farmacji na Ukrainie? Nie wydaje mi się żeby takie widowisko trzech aktorów było dumą miasta, ale jeśli się mylę to może organizator przekona mnie, że Panowie – Mwangi, Henry i Sergii jednak wybiorą się za jakiś czas na pielgrzymkę do Częstochowy lub pozwiedzają Jurę? To oczywiście tylko ironia, bo dobrze wiemy jak jest – przyjechali, zgarnęli kasę i tyle ich widziano, a organizator może teraz szumnie określić swój częstochowski maraton mianem międzynarodowego…

- REKLAMA -

Dla mnie jest po prostu zmarnowanie kilkunastu tysięcy złotych, które można było wydać na lepsze wypromowanie imprezy – m.in. rzeczy, które przysłużą się promocji regionu, a nie nabijaniu kabzy obcokrajowcom, którzy zdecydowanie nie przyjeżdżają do nas w celach turystycznych… Te pieniądze mogły być przeznaczone na materiały promocyjne dla zawodników, posiłki, mapki, vouchery – cokolwiek co by się przyczyniło do rozwoju sportowego i turystycznego tego regionu. Dlaczego tyle tysięcy złotych poszło w kieszeń osób, które i tak tam nie wrócą? Czy to jest powód do dumy?

Jestem ciekaw ile jeszcze czasu minie zanim  organizatorzy zrozumieją, że nagrody, które fundują Kenijczykom i Ukraińcom to tak naprawdę pieniądze rzucone w błoto. Dla mnie jest to absurd i na pewno nigdy nie będziemy wspierać imprez, w których mają miejsce tak chore działania. Czas nazwać rzeczy po imieniu, a nie szukać dziury w całym. My potrzebujemy rozwoju polskiego sportu, a nie tworzenia budżetu dla tych, którzy Polskę traktują tylko jak  emigracyjną miejscówkę do wzbogacenia się. Nie mogę się nadziwić, że są jeszcze ludzie, którzy tego nie rozumieją. Jeżeli organizator ma ograniczony budżet to ostatnią głupotą jest wydawanie go na wysokie nagrody finansowe dla czołówki. Czołówki, która uśmiechnie się do obiektywu, weźmie koperty, po czym uda się na kolejne biegi zarabiać kasę.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPolscy biegacze górscy triumfowali w Chorwacji!
Następny artykułKto powalczy w Wings For Life World Run 2016?
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.