Marcin Chabowski – kozak z Zurychu czy wielki przegrany?

fot. Marek Biczyk - PZLA

Emocje po zakończonych ME w Zurychu jeszcze do końca nie opadły. W Internecie zawrzało za sprawą sukcesów naszych lekkoatletów oraz ułańskiej szarży Marcina Chabowskiego. Kto oglądał transmisję na żywo ten widział co się tam działo – Marcin już od 8km podjął się samotnej walki z królewskim dystansem – walki, która prędzej czy później musiała się skończyć. Serca tysięcy kibiców chciały aby skończyła się na mecie, ale głos rozsądku cały czas, gdzieś w podświadomości podpowiadał – to mu się nie uda. Niestety zgodnie z przewidywaniami dla Marcina przygoda w Zurychu zakończyła się tuż po 35km czyli w momencie gdy u większości maratończyków pojawia się największy kryzys. Bolesna kolka żołądkowa uniemożliwiła mu kontynuację biegu.

 

Marcin Chabowski – fighter z wynikami 

Spróbujmy tę sytuację ocenić w sposób logiczny i racjonalny. Marcin to bardzo dobry biegacz, zaczynał jako przeszkodowiec, w 2005 roku wywalczył tytuł Mistrza Europy na 3000m prz. Jest posiadaczem bardzo dobrych życiówek i wielu tytułów Mistrza Polski na różnych dysch. Na uwagę zasługuje zwłaszcza 28:55 na 10km uzyskane 3 lata temu w Gdańsku oraz 10000m ze stadionu – 28:38 (MP Warszawa 2007). Posiada także bardzo dobry wynik na 5000m – 13:52 (Bydgoszcz 2009). Z takim dorobkiem można już czuć się naprawdę pewnie. Chabowski to zawodnik, który jest typem fightera – poddawanie się nie jest w jego stylu – biega bardzo ładnie technicznie, pewnie i dynamicznie. Miał pewien trudny etap w swojej karierze, kiedy to w 2006 załapał kontuzję kolana, przeszedł dwie operacje i przez rok był wykluczony z treningów i startów. Pomimo tego potrafił się podnieść i jeszcze w 2007 roku udowodnił wszystkim, że nie powiedział ostatniego słowa zdobywając Mistrzostwo Polski Seniorów w biegach przełajowych oraz wicemistrzostwo Polski na 10000m z wynikiem… 28:38.

 

Marcin Chabowski - nie dość, że ma ironiczny i bezczelny wygląd to jeszcze świetnie biega. Główna cecha - zawsze leci na maksa! fot. icestripe.pl
Marcin Chabowski – nie dość, że ma ironiczny i bezczelny wyraz twarzy to jeszcze świetnie biega! Główna cecha – zawsze leci na maksa! fot. icestripe.pl

 

Trudne początki w maratonie

To co nas jednak najbardziej interesuje to jego poczynania w maratonie. Warto w tym momencie zaznaczyć, że o tym jak trudny i nieprzewidywalny jest to dystans – Marcin przekonał się już podczas swojego debiutu w Wiedniu, w 2011r. Wtedy jego bieg miał nieco podobny scenariusz – na 37km zszedł także poprzez dolegliwości związane z kolką. Biegł wtedy na wynik w granicach 2:10:30. Rok później poszło już znacznie lepiej – w niemieckim Dusseldorfie – Marcin nabiegał piąty wynik w historii polskiego maratonu – 2:10:07.

 

W Dusseldorfie osiągnął 5 wynik w historii polskiego maratonu 2:10:07 - reakcja była natychmiastowa. Wiedział, że od tamtego momentu - wszystko jest możliwe! fot. temat.net
W Dusseldorfie osiągnął 5 wynik w historii polskiego maratonu 2:10:07 – reakcja była natychmiastowa. Wiedział, że od tamtego momentu – wszystko jest możliwe! fot. temat.net

 

Przygotowania do Zurychu

Tegoroczne przygotowania stały pod znakiem startu właśnie na ME w Zurychu. Najpierw obóz treningowy w Meksyku w lutym, następnie w kwietniu udany start kontrolny podczas mocno obsadzonego przez Kenijczyków półmaratonu w czeskim Ołomuńcu – 1:03:32 i pierwsze miejsce wśród Europejczyków. Potem był czas na spokojne przygotowania na swoim terenie i to w niełatwych warunkach – tegoroczne lat dało bowiem w kość jeśli chodzi o temperaturę. Pomimo tego Marcin walczył niezwykle ofiarnie biegając naprawdę mocne treningi – jednym z nich był wykonany 3 tygodnie przez Zurychem długi 32km trening w  wysokiej temperaturze (25 stopni) i przy wysokiej wilgotności ze średnią 3:17/km!

 

Oto trening Marcina podczas przygotowań do ME w Zurychu – 25 stopni i 32km po 3:17/km. Jak widać – nie obijał się!