Nagła kontuzja czołowego polskiego maratończyka

Sport jest piękny, ale bywa też niezwykle brutalny. Kontuzje są niestety wpisane w karierę czołowych zawodników. Ogromne przeciążenia jakim są często poddawane ich organizmy powodują, że uraz może pojawić się w najbardziej niespodziewanym momencie. 2 września przekonał się o tym Marcin Chabowski, który podczas Półmaratonu Praskiego doznał kontuzji stopy, ale wykazał się ogromnym hartem ducha i bieg ukończył w dodatku na pierwszym miejscu! Oto co napisał na swoim fanpage’u na facebooku.

„Ten wpis powinienem rozpocząć cytatem „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o Twoich planach na przyszłość”. Moje plany były jasno i precyzyjne określone. Wszystko, co zaplanowałem idealnie realizowałem. Budowanie prędkości i start w Mistrzostwach Polski. Następnie zwiększanie objętości, wchodzenie w specjalizację treningu maratońskiego i start w półmaratonie. Celem głównym był Poznań Maraton oraz Wojskowe Mistrzostwa Świata. Wszystko się posypało w jednej sekundzie, w jednej chwili. Podczas półmaratonu praskiego dokładnie na 7 km poczułem trzask w mojej stopie i ogromny ból. Czułem falę rozchodzącego się gorąca i bólu oraz zalewającego płynu w moim przodostopiu. Pierwsza myśl to zejść z trasy, jednak postanowiłem spróbować biec dalej. W tym momencie przez moją głowę przepłynęło tysiąc myśli i scenariuszy odnośnie mojego maratonu. W tym momencie tak naprawdę bieg się dla mnie skończył.

Dałem sobie czas na podjęcie decyzji, czy kontynuować wyścig do 10km. Nogę odciążałem, ale starałem się nie kuleć, bolał mnie każdy krok, jednak adrenalina i złość na to, co się wydarzyło skutecznie tłumiły ból. Zamiast skupiać się na biegu, skupiałem się na bólu i myślami byłem przy tym, co uległo pęknięciu? Rozum podpowiadał, że prawdopodobnie uszkodzeniu uległa torebka stawowa i spokojnie powinienem dobiec z tym urazem do mety. Mijając 10 km świadomość tego, że mam do pokonania jeszcze 33min jednostajnego bólu przyprawiała mnie o mdłości i byłem po ludzku załamany. Wyznaczałem sobie kolejne cele i odległości do pokonania. Oddechowo i mięśniowo czułem się rewelacyjnie, czułem się spokojnie na rekord życiowy i walkę o czas w granicach 62:00-62:15. Jednak każda próba wygenerowania większej mocy odbicia i przyśpieszenia potęgowała w znacznym stopniu moje cierpienie i palący żar prawej stopy.

Od 15 km było już tylko wolniej i wolniej, odliczałem minuty do końca biegu. Prędkość spadła do 3:05-3:10/km, organizm skutecznie szukał ucieczki od cierpienia. Na metę wpadłem z ponurą miną, po zatrzymaniu nie byłem w stanie normalnie iść, a samo stanie było koszmarem. Myślami byłem już w szpitalu i przy diagnozie. Po zawodach udałem się do hotelu, gdzie nie przespałem nawet kilku minut. Moja stopa dosłownie płonęła! Dzięki pomocy i zaangażowaniu doktora Jacka Jaroszewskiego, który przebywał w Warszawie na chwilę przed meczem z Kazachstanem, z polską reprezentacją piłkarzy, udało się w niedzielę wykonać zdjęcie RTG i poznać diagnozę mojego urazu. Informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i wbiła w fotel. Doznałem złamania drugiej kości śródstopia! Biegłem 14 km ze złamaniem i ukończyłem bieg. Ta diagnoza to dla mnie wyrok, ponieważ oznacza koniec tego sezonu. Przede mną 2 miesiące przerwy od jakiejkolwiek aktywności fizycznej i miesiąc rehabilitacji. Do treningu biegowego wrócę najwcześniej po 3 miesiącach. Robiłem wszystko jak najlepiej umiałem, uważam, że trening i proces szkolenia był zaplanowany bardzo dobrze, co odzwierciedlały starty kontrolne. Takiej kontuzji nie sposób przewidzieć. Do tej pory nie miałem ani jednego symptomu, że coś niedobrego dzieje się z moją stopą. W należyty sposób dbałem o odnowę biologiczną oraz o regenerację powysiłkową. To co się wydarzyło jest dla mnie niewątpliwie kolejnym ciosem, który muszę przetrwać.

Na szczęście w tej walce nie jestem i nie będę sam. Dziękuję mojej żonie, która najlepiej wie co czuję i swoją postawą nakierowuje na odpowiednie tory, pozytywnego myślenia. Dziękuję wszystkim moim sponsorom i partnerom, że są ze mną, wierzą w mnie i moje możliwości. Przed nami jeszcze nie jeden bieg i nie jedne mistrzostwa! Drodzy kibice: trzymajcie za mnie kciuki i za mój powrót na biegowe trasy.”

Cała Redakcja trzyma za Marcina kciuki i życzy jak najszybszego powrotu do zdrowia!