Czy to możliwe aby najstarszy bieg na świecie odbywał się w Polsce? Wydaje się to niemożliwe, a jednak jak się okazuje, na Dolnym Śląsku biegano już wiele wieków temu. Przenieśmy się więc do XVI wieku na tereny dziewiczych, książańskich lasów…

Na książańskich ziemiach przez wiele lat panował spokój, szczęście i dobrobyt. Ludzie żyli godnie, a król władał sprawiedliwie. W XVI wieku nastały jednak dla Książa ciężkie czasy – w lasach książańskich pojawił się bowiem okropny smok – Smok Niebiegaj. Nie był on jednak typowym smokiem, który pożerał każdego kogo spotkał na swojej drodze. Ten smok pożerał każdego… kogo przyuważył na bieganiu – ginęli posłańcy i kurierzy. Ginęły małe dzieci, które bawiły się biegając i ginęli młodzieńcy, którzy próbowali jak najszybciej dotrzeć do swych dam.

Wielu dzielnych rycerzy próbowało zgładzić smoka, ale Niebiegaj zawsze zwyciężał. Był potężny i powoli tracono nadzieję, że ktokolwiek go pokona. Po wielu latach bezskutecznej walki na Zamku pojawił się szkocki rycerz, który znany był w świecie jako ten, który nie boi się niczego. William McRunner, bo tak nazywał się ten rycerz dowiedziawszy się o problemie z jakim boryka się królestwo – postanowił pomóc. Wyruszył więc wczesnym rankiem biegiem do książańskich lasów i niedługo czekać musiał na smoka. Stawił mu czoło i po 3 dniach ciężkich walk pokonał go.  

 

Gdy wyczerpany William wrócił na Zamek wiwatom i świętowaniu nie było końca. Na jego cześć wyprawiono wielką ucztę, a wszyscy na Zamku i w okolicach biegali do woli. Król postanowił, że dla upamiętnienia tego wydarzenia co roku w październiku wszyscy mieszkańcy królestwa będą wspólnie przemierzać 10km trasę książańskich lasów. Król nie miał jednak pomysłu jak takie święto nazwać – głowili się nad tym wszyscy dworzanie i nikt nie miał koncepcji. William uśmiechnął się tylko zza swego kielicha po czym rzekł – I know! – The Castle Run! Królowi nazwa wpadła w ucho i jeszcze tego samego wieczoru wydał dekret, w którym zapisano, że co roku w październiku wszyscy mieszkańcy muszą świętować biorąc udział w The Castle Run. Dekret zamknięto w żeliwnej skrzyni i schowano w podziemiach zamku. Ludzie biegali w The Castle Run przez kilkanaście lat. Za każdym razem było bardzo wesoło – po drodze pito wino, śpiewano, a nawet tańczono. Nikt się nie ścigał – każdy cieszył się, że jest wolny i może biegać kiedy chce, ile chce i jak chce. Niestety jak to często bywało w Średniowieczu – nadeszła długa wojna, a tradycja biegania po książańskich lasach zniknęła na prawie 500 lat…

W 2016 roku grupa wałbrzyskich biegaczy przechadzała się po podziemiach zamku z przewodnikiem. Ich uwagę przykuł kawałek metalu, który wystawał w zalegającej tam wodzie. Gdy wodę odpompowano okazało się, że to skrzynia sprzed 500 lat, a w niej… zapomniany dekret. Biegacze nie mogli uwierzyć, że po tylu latach odkryli kolejną wielką tajemnicę Książa. Niewiele rozmyślając wzięli się do roboty i jeszcze tego samego roku powstała pierwsza, reaktywowana edycja The Castle Run.

 

Dziś śmiałkowie przemierzają więc tę samą trasę po której kiedyś biegali wszyscy mieszkańcy królewskich włości, a Castle Run stał się tym samym najstarszym terenowym biegiem na świecie.

To wprawdzie tylko legenda, ale podobno każdy powód jest dobry by biegać;) Dlaczego więc powodem nie miałaby być opowieść o smoku Niebiegaju i rycerzu Williamie? Dziś Wy wszyscy możecie współtworzyć tę legendę, a zatem zapraszamy do Książa aby stać się częścią legendy! 

 

 

 

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here